Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna
Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna Zaloguj Rejestracja FAQ Szukaj

Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna » Opowiadania » "Balet na bilet" czyli komedia przypadków (Rita) Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Napisz nowy temat  Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
"Balet na bilet" czyli komedia przypadków (Rita)
PostWysłany: Sob Paź 03, 2009 19:38 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




Był piekny lipcowy poranek kiedy Kasia otworzyła oczy. Nie chciało jej się wstawać, miała przecież urlop, była sobota. Spojrzała w bok. Krzysztof jeszcze spał. Pomyślała jak wiele ich kiedyś łączyło a teraz oddalają się od siebie. Wczoraj odbyli poważną rozmowę. Postanowili dać sobie czas na podjęcie jakichkolwiek decyzji. Postanowili spędzić wakacje oddzielnie. On u kolegi we Włoszech, ona postanowiła pojechać do Rosji. Nigdy tam nie była a od dawna fascynował ją ten kraj. Miesięczny pobyt który wykupiła w Moskwie kosztował ja co prawda majątek ale pomyślała: raz się żyje. Wstała, wzięła prysznic, ubrała się. Nakarmiła całą menażerię. Zaczęła się pakować. Za dwa dni wyjazd. Jeszcze raz popatrzyła w kierunku Krzysztofa. Pomyślała jak bardzo go kochała i sama nie wiedziała co czuje teraz. Nie bawiło ją już chodzenie z nim na mecze, zainteresowania także mięli różne. Ona lubiła balet, operę, dobre kino, łyżwiarstwo figurowe, on- piłkę nożną, książki- chyba że polecone przez kolegów (te które mu podtykała od razu odkładał na półkę). Spakowała parę rzeczy, usiadła obok walizki. Pomyślała- kota, papugę i rybki podrzuci siostrze. Zleci jej tez podlewanie kwiatków. Na brata Krzysztofa, jak i na niego samego, w tej kwestii nie może liczyć. Pewnie kot by zjadł rybki i papugę a kwiatki byłyby lepiej ususzone niż tytoń przed zbiorem. Postanowiła to skończyć. Zabrała się wreszcie za pakowanie z większą energia. Wyrzuciła z szafy wszystko i do walizki. Po godzinie doszła do wniosku że jeszcze ciężarówki jej brak. Musiała się ograniczyć.
Dwa dni minęły błyskawicznie. Krzysztof wyjechał wczoraj a ona za jakieś 3 godz ma pociąg do Warszawy a stamtąd samolot. Obejrzy nowy kraj, może pozna ciekawych ludzi. Nabierze do wszystkiego dystansu, zapomni o rzeczach których nie chce pamiętać. Trochę poprawił jej się humor. Zastanawiała się jak wygląda bursztynowa komnata, siedziba carów, czy zbiory Ermitażu przebiją Luwr? Jak wygląda Galeria Trietiakowska? W końcu wycieczka nie ograniczała się do Moskwy. Była podekscytowana. Podróż minęła błyskawicznie. Kasia nawet nie zauważyła kiedy siedziała w samolocie. Sprawdzała czy wszystko zabrała. Wiza, paszport. Nawet dowód osobisty wzięła. A co będzie sobie żałować! Dobrze że wycieczkę stanowiło raptem kilkanaście osób. Pewnie dla innych za drogo- pomyślała. Ale nie bardzo ja to obchodziło. Ważne że ją było stać i miała zamiar się dobrze bawić. Odchamie się trochę- ciągnęła w myślach temat.
Po niewyobrażalnie (przynajmniej tak się jej wydawało) długiej podróży wylądowali na lotnisku w Moskwie. Przyjechał po nich bus który zawiózł całą grupę do hotelu. Jak miło było zanurzyć się w piance. Wymoczyła się porządnie i poszła spać.
Następnego ranka mieli napięty rozkład dnia i mnóstwo zwiedzania. Bardzo się cieszyła. Bo mieli dzisiaj zwiedzać m.in. Uniwersytet Moskiewski, Kreml-co ją szczególnie ciekawiło, Plac Czerwony. Uśmiech na jej twarzy wywołała myśl o wizycie w Mauzoleum Lenina. „Lenin wiecznie żywy”- pomyślała. Rozmyślania takie trwały całą drogę gdy siedziała w autokarze. Ale po powrocie nie żałowała tych bąbli na nogach (szkoda że nie wzięłam jakichś trampek –pomyślała).
Wieczór był do dyspozycji własnej. Podczas podróży zaprzyjaźniła się z dziewczyną mieszkającą niecałe 40km od jej miejscowości. Miała na imię Monika. Świetnie się rozumiały. Kasia cieszyła się że wieczorem z kimś może pogadać
- A może pójdziemy na wieczorny spacer? – zagadnęła któregoś popołudnia Monika – Jest jeszcze długo jasno a my mamy już wolne. Co ty na to?
- Czemu nie? Może być fajnie! – odpowiedziała (wstyd jej było że sama na to nie wpadła). Wzięły więc kilka map żeby mogły trafić z powrotem . Robiło się już szaro gdy doczłapały się pod teatr.
- Moskiewski Akademicki Teatr Artystyczny – powoli wyrecytowała Kasia. Ledwo trzymały się na nogach. Obeszły cały, obejrzały wszystkie plakaty. Uwagę Kasi oczywiści zwróciła reklama baletu. Monika chyba już nic nie widziała bo „podpierała” się na rzęsach. Idzie chyba siłą woli – pomyślała Kasia i uśmiechnęła się do siebie.
- A co myślisz o kupnie biletu a balet? Zobacz Czajkowski- zapytała Kasia
- Mnie już wszystko jedno. Mogę obejrzeć nawet kopanie rowów melioracyjnych byle by mnie ktoś dostarczył do hotelu- biadoliła Monika
- Dobrze, to chodź kupimy te nieszczęsne bilety i wracamy – Kasia była stanowcza
Weszła do przestronnego holu i skierowała się w kierunku kas. Monikę zostawiła podpierającą drzwi. W środku panował jakiś nieopisany gwar, było wyraźnie tłoczniej niż zazwyczaj. Zniechęciło ją to. No ale już tu jest to przecież nie będzie wracać. Zresztą jakby Monika tu wlazła to by się rozpłakała. Przy kasie był tłum. Boże, żeby się dostać na balet trzeba tyle tu odstać? To oni chyba z tego teatru rzadko korzystają – zaczęła się zastanawiać. Była coraz bardziej poirytowana i zła. Też miała tej łazęgi dość. W pewnym momencie dostrzegła że przy jednej z kas jest zauważalnie mniej osób.
- Mam szczęście! Chyba dopiero otwarli ta kasę i jeszcze nikt tego nie zauważył- pomyślała i rzuciła się jak koń wyścigowy do kasy
- Dwa balety na bilet… ! - wypaliła jednym tchem – Przepraszam – dwa bilety na balet – poprawiła się. Kasjer popatrzył na nią dziwnie ale chyba takie oryginały już widywał bo wyjął bilety i beznamiętnie jej podał. Schowała od razu do torebki. – Skoro takie kolejki to muszą być cenne – pomyślała. Odeszła od kasy ale chcąc się upewnić że je ma wyjęła jeden i oglądała jak relikwie. W tym momencie jakaś dziewczyna wpadła na nią z impetem. Kasia padła jak długa na ziemię, bilet wypadł jej z ręki. Dziewczyna tez skończyła na podłodze. Zaczęła przepraszać Kasię że nie chciała itp. Kasia wstała, zapewniła że nic się nie stało (dziewczyna pewnie w innym przypadku przepraszałaby do rana a Monia padłaby z wycieńczenia na schodach) schowała upragniony bilet. Monika dogorywała. Zapakowały się do taksówki i wróciły do hotelu. Oczywiście teraz już obie ledwo żywe.
- Spotkamy się jutro na śniadaniu!- Monice wyraźnie poprawił się humor
- Do zobaczenia! – odparła Kasia i zamknęła za sobą drzwi hotelowego pokoju. Jedno marzenie – gorąca kąpiel – pomyślała. Jak pomyślała tak zrobiła i już po kwadransie moczyła się w gorącej piance. Jak cudownie – pomyślała. Leżała już w łóżku gdy pomyślała o tym jak wiele musiała przejść żeby dostać upragniony bilet.
- Wzniosę się na wyżyny intelektualizmu i duchowości – powiedziała sama do siebie. Sięgnęła po torebkę żeby jeszcze raz obejrzeć bilet. Nie mogła uwierzyć własnym oczom! To nie był bilet na balet ale na jakiś koncert jakiegoś tam Vitasa! Mało nie padła trupem! Tyle zachodu na nic! Jakieś pierdoły ma oglądać, słuchać jakichś szarpidrutów w wersji rosyjskiej Kalinki. Chciało jej się płakać. Oglądała ze wszystkich stron bilet na którym widniała szczerząca się od ucha do ucha chuda jak patyk postać w jakimś błękitnym kombinezoniku i głupawym kasku. - Boże będę oglądała Ufo!- pomyślała z przerażeniem. – Nie, nie będę oglądała bo w ogóle tam nie pójdę. Szkoda czasu. Postanowiła
Ale kasy tez szkoda – rozmyślała leżąc w łóżku – skoro już bilet jest…. A może nie będzie najgorzej. Znajomym zawsze można wmówić że balet to rutyna i że czas na postęp w kulturze i odkrywanie nowych talentów. Zapaliła światło i jeszcze raz sięgnęła po bilet. Przecież nawet nie bardzo wie któż to taki.
VITAS – wielkimi wołami było napisane na bilecie. Potem doczytała (ze zrozumieniem) tylko że to wielki artysta, ze wspaniały głos, że narodził się geniusz. – Ble, ble, ble – pomyślała. I pewnie dlatego bilety schodzą jak ruskie konserwy na froncie. – ale baletu szkoda…. zgasiła lampkę i położyła się spać.
- W sumie to chłopak niebrzydki jest – pomyślała i zawstydziła się – Jak by jeszcze ładnie śpiewał to może pójdę po autograf – rozbawiła ją ta myśl.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

Wysłany: Sob Paź 03, 2009 19:38
Reklama





PostWysłany: Sob Paź 03, 2009 20:55 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




Rano jednakże nie miała najlepszego humoru. Za oknem nieciekawie, Monika paplała wszystkim jak to zwiedzały Moskwę a Kasie siedziała jak struta z filiżanką kawy przed nosem.
- Proszę państwa proszę się pospieszyć. Mamy mało czasu, jedziemy w kierunku Sankt Petersburga. Po drodze będą państwo mieli możliwość krótkiego zwiedzenia Nowogrodu Wielkiego – poinformował zachrypniętym głosem przewodnik. Wszyscy zapakowali się do autokaru i pojechali. Wieczorem w hotelu już w Sankt Petersburgu Kasia wiedziała już że Nowogród to jedno z najstarszych miast Rosji i że Sobór Sofijski jest całkiem niezły. I nic poza tym. Zmęczenie dawno położyło już jej szare komórki spać. Wiec i ona postanowiła tak zrobić zanim padnie pokotem. – Boże czy ja dożyję końca tej wycieczki?- zaczęła się zastanawiać. – o matko, jeszcze „na dowidzenia” mam koncert – przypomniała sobie.
Rano zaczęli zwiedzać Sankt Petersburg. Monika już nie była taka rozmowna gdyż stwierdziła że Kasia specjalnie kupiła sobie bilet na koncert a jej „opchnęła” balet. Nie pomogły nawet usilne przeprosiny i propozycje zamiany biletów. Monia stwierdziła że skoro chciała koncert to głupio byłoby jej teraz ten bilet zabierać. Nie miała specjalnego wyboru. Nie chciała żeby wszyscy myśleli że się obraziła. Wystarczy że Monika rozpaplała że jest koncert jakiegoś Vitasa i że ona, czyli Kasia ma bilet. Co prawda w hotelu dziwnie na nią patrzono gdy próbowała ten bilet wcisnąć Monice ale nie zastanawiała się dlaczego. Pewnie Polacy dla nich czasem też dziwni są – pomyślała
W dniu dzisiejszym zdążyli „oblecieć” plac marmurowy, nabrzeże Uniwersyteckie, klasztor Smolny a także obejrzeli pomnik Piotra I. co najbardziej Kasię ucieszyło to możliwość nacieszenia oczu widokiem Carskiego Sioła. Bursztynowa Komnata wydawała się jak z bajki. Zwiedzając zaczepiła ją młoda Rosjanka (przynajmniej tak myślała Kasia) – Jesteście z Polski? – zapytała z wyraźnym rosyjskim akcentem – Tak odparła Kasia.
- Byłam tam parę razy, mój tato był Polakiem. Piękny kraj. Tak zaczęła się rozmowa. Wymieniły informacje o własnych ojczyznach, Kasia dowiedziała się dużo ciekawych rzeczy o Rosji o których nie piszą w książkach. Oczywiście odwdzięczyła się podobną opowieścią o Polsce. Mówiły o wszystkim, począwszy od kultury, polityki, a na muzyce skończywszy. Kasia na przykład dowiedziała się że Barbara Brylska jest bardziej popularna w Rosji niż w Polsce. Zrobiło się jej przykro.
- Wiesz Natasza (tak miała na imię nowa koleżanka Kasi) ja to chyba te waszą muzykę będę mogła usłyszeć „na żywca”- Tak? A gdzie – zaciekawiła się Natasza
- A przypadkiem udało mi się dostać bilet na koncert jakiegoś Vitasa, który ma się odbyć w Moskiewskim Teatrze za 4 dni – powiedziała obserwując reakcję Nataszy. – Zobaczymy jak zareaguje. Jeśli specjalnie nie wykaże entuzjazmu to znaczy że chyba będę podziwiała szmirę. W końcu „krajanie” wiedzą najlepiej.
- Naprawdę!- reakcja Nataszy przeszła wszelkie oczekiwania Kasi – Nie masz pojęcia jakie masz szczęście! – ciągnęła Natasza. – Boże jak ja bym taki bilet chciała!
Kasia już się zastanawiała czy nie dać go Nataszy ale wstrzymała się. – Skoro tak zareagowała to może faktycznie ten chłopak musi umieć śpiewać. W końcu Okudżawa i Wysocki muszą mieć jakichś następców. Postanowiła bilet zatrzymać. – Pójdę na koncert Vitasa! – postanowiła
I tak dzięki Nataszy, przypadkiem, Kasia podjęła ważną decyzję. Jak bardzo zaważy na jej stosunku do świata to miała pokazać przyszłość.
Zakończyło się zwiedzanie Sankt Petersburga i innych pipidówków. Kasia jednak coraz częściej łapała się na tym że zamiast koncentrować się na zwiedzanych zabytkach bardziej skupia uwagę na bilecie spokojnie spoczywającym w jej torebce. – Ciekawe co z tego wyniknie- zastanawiała się w wieczór poprzedzający występ leżąc w miękkiej pościeli. – Czy okaże się że było warto? Numer siedzenia nic jej nie mówił. Nie znała rozkładu Sali i miejsc. Wyczytała tylko że trzeci rząd. – W każdym razie niedaleko od sceny – pomyślała i przypomniała sobie postać na bilecie. – Ciekawe jak wygląda „na żywo”? Naprawdę taki długi to on chyba nie jest. Pogrążona w kłębiących się myślach o koncercie, Vitasie i miejscu na Sali zasnęła twardym snem.
Po przebudzeniu stwierdziła że nie ma ochoty na śniadanie. No może zje jakąś małą kanapkę ale kawę wypić musi. Powiedziała wszystkim że dzisiaj nic nie zwiedza i niech idą sami. No w końcu koncert w Moskiewskim Teatrze to nie dożynki wiejskie. Popatrzyła w lustro. Miała 25 lat. Wyglądała jeszcze młodo. Czarne długie włosy, szczupła twarz. Tak, nosiła długie włosy bo Krzysztof tak je lubił…– Dobrze się konserwujesz – powiedziała do swojego odbicia w lustrze wymazując Krzysztofa z pamięci. - Tapetę się nałoży i będzie 5 latek w dół – żartowała.
Zajrzała do walizki. Cholera. - Wzięłam wszystkie ciuchy „wycieczkowe” jakie w domu były! Przecież nie pójdę w dresie! – prawie się rozpłakała. – do koncertu jeszcze jakieś 7 godz. Ale trzeba być wcześniej. – Wiem, musze coś kupić, ale gdzie ja tu sensowny sklep znajdę – pomyślała i ogarnęła ją panika. Ubrała się zwyczajnie i popędziła do recepcji. Ledwo wyhamowała przed blatem i nie wyszczerbiła dziury zębami. Poprawiła się szybko i z udawanym opanowaniem i sztucznym uśmiechem na który się siliła zapytała recepcjonistki:
- proszę pani czy mogłaby mi pani powiedzieć gdzie w pobliżu znajdę jakiś nieduży sklep z damską odzieżą? Chciałabym sobie na pamiątkę kupić może jakiś żakiet lub sukienkę – jęczała starając się być jak najmilszą w stosunku do kobiety. W jej oczach jednak zobaczyła wyraźne wątpliwości co do swojego zdrowia psychicznego. W pierwszej chwili kobieta nie wiedziała co powiedzieć. Kasia ciągnęła dalej: - Wie pani, jak to miedzy nami kobietami… Tego recepcjonistka nie wytrzymała. – Tu za rogiem jest nieduży sklep, potem jakiś kilometr dalej jest taki większy, jak pojedzie pani metrem dwie stacje to tam jest taki firmowy…- recytowała jak katarynka recepcjonistka wymieniając chyba wszystkie sklepy odzieżowe w Moskwie. Tym razem Kasia zastanawiała się czy dziewczyna nie uczyła się na kursach książki telefonicznej na pamięć. – Dziękuję, to mi wystarczy – powiedziała z uśmiechem Kasia przerywając jednocześnie potok słów płynących nieprzerwanie z ust dziewczyny. Wyszła z hotelu. Skręciła idąc za wskazówkami. Przed nią ukazał się szyld sklepu. Nie był za Duzy ale tez nie najgorszy. Kasia weszła do środka. – Jak na stolicę to rewelacyjnie to nie wygląda – pomyślała. W sklepie były co prawda sukienki, żakiety i inne części garderoby. Jednakże mieniły się one barwami dalekimi od wyobrażeń Kasi. Ostra czerwień, zieleń młodej trawki, lazur błękitu nie były kolorami wymarzonymi na taka imprezę jaką planowała. Spojrzała na zegarek. Czas biegł nieubłaganie. Trudno. Musiała się na cos zdecydować. Na pielgrzymki po innych sklepach nie było czasu. Spodobała jej się jedna sukienka. Czerwona, idealnie na niej lezała, z czarnym paskiem i złotym haftowanym smokiem na dole. – Cóż, będę wyglądała jak ich flaga narodowa ale lepsze to niż rozciągnięty sweter z pamiątkami pazurków kota. Kupiła sukienkę i wybiegła ze sklepu. Jak tornado wpadła do hotelu.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

PostWysłany: Sob Paź 03, 2009 21:41 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




- Starała się nie patrzeć w oczy recepcjonistce za co chyba tamta nawet była jej wdzięczna. Wpadła do pokoju, rzuciła torbę z sukienką na łóżku i opadła na fotel. – Boże co ja robię? Po co ja się mam stroić? I tak mnie nikt nie zna… Z drugiej strony jak pójdę jak wsiok i się odezwę to pomyślą że Polacy to takie pomietła są. Nie, muszę jednak wyglądać. Wstała, wyjęła sukienkę i przymierzyła. Leżała idealnie co Kasię widocznie podbudowało. Wyglądała ślicznie tyle że…. Nie na taka imprezę. – Rozpacz, bezgraniczna rozpacz – pomyślała ale jednocześnie nie mogła się powstrzymać żeby nie przypatrzeć się swojemu odbiciu. – No laska z ciebie niezła jest – powiedziała sama do siebie.
Wzięła kąpiel, odświeżyła. Wymalowała, założyła sukienkę. – Trudno i darmo. Co ma być to będzie
Sprawdziła jeszcze raz czy ma wszystko, zarzuciła płaszcz, zeszła na dół i poprosiła o zamówienie taksówki. Gdy zjawiła się pod teatrem zamurowało ja. Przed wejściem zobaczyła kłębowisko ludzi. Nastolatki machały jakimiś zdjęciami, rozmawiały podekscytowane, starsi mówili cos o jakiejś operze. – Może to śpiewak operowy – przemknęło Kasi przez myśl. – To może być naprawdę ciekawe. Zaczęła bliżej przyglądać się zdjęciom oglądanym przez dziewczyny. – Trzeba zobaczyć czym te małolaty tak machają. Zajrzała przez ramię jednej z nich. Spojrzała na zdjęcie. Zobaczyła twarzy młodego chłopaka z rozbrajającym uśmiechem. – Czy to możliwe żeby to była ta sama osoba co to Ufo z biletu – zastanawiała się.
Zaczęła przepychać się przez tłum. W środku było nieco lepiej. Zostawiła płaszcz w szatni. Jej sukienka wyraźnie odbijała się od szarych i bezbarwnych ubrań innych. – Daje po oczach co? – pomyślała w duchu i uśmiechnęła się. W lustrze poprawiła fryzurę, niepostrzeżenie pomalowała usta. Dobrze że mam czarne włosy, przynajmniej widać na kiecce.
Wzięła bilet od kasjera i weszła na salę. Z mina detektywa zaczęła szukać swojego miejsca. Znalazła. Okazało się że owszem, rząd był trzeci, tyle ze miedzy pierwszymi dwoma a trzecim był szerszy korytarz. – no to teraz będę jak pochodnia – powiedziała do siebie. Zajęła miejsce i zauważyła że każdy kto ja mija spogląda w jej kierunku. – chyba jestem brudna albo się rozmazałam – pomyślała spanikowana i szybko wyjęła lusterko. Spojrzała. Wyglądała prześlicznie. Sama w duchu przyznała że rzadko kiedy tak ładnie się ubiera. Zaczęła się zastanawiać dlaczego tak rzadko rozpuszcza włosy, dlaczego nie ma ani jednej czerwonej sukienki? – A może i dobrze że jest czerwona – skwitowała i schowała lusterko.
Nagle zapadła cisza, pogasły światła. Zdążyła tylko zauważyć że wiele osób przyniosło kwiaty. Niektórzy pojedynczo inni całe wiązanki. Trafiały się też maskotki. – Zespół dziecięcy czy co? – przemknęło jej przez myśl. Ale usiadła wygodnie i skierowała wzrok ku scenie na której pojawił się młody chłopak. Ten którego twarz widziała na zdjęciu u jednej z nastolatek. Miał idealnie skrojony czarny garnitur. Wyglądał elegancko. – Ciekawe jak śpiewa? – pomyślała. – Jeśli tak jak wygląda to zapowiada się świetna impreza.
Chłopak zaczął coś mówić, uśmiechał się zniewalająco. Kasia patrzyła jak urzeczona. Zauważyła że w pewnym momencie spojrzał w jej kierunku. – No tak, wyglądam jak pochodnia więc trudno mnie nie zauważyć – pomyślała. Nie przyszło jej do głowy że powody mogą być inne. Ale myśli odsunęła na bok bo z głosników popłynęły pierwsze takty Ave Maria. Vitas (wreszcie przeczytała wielki napis nad sceną) zaczął śpiewać. Kasia była w szoku. Czegoś takiego dawno nie słyszała. Nie potrafiła pozbierać myśli, nie widziała nic poza Vitasem. To co słyszała wydawało jej się halucynacją. – Mężczyzna nie może tak śpiewać. To niemożliwe. – mówiła do siebie – Ale śpiewa – przekonywała samą siebie. Zwróciła uwagę że po każdej piosence ludzie noszą mu kwiaty. – Pewnie lubi, szkoda tylko ze ja nie mam żadnego badyla – zrobiło się jej smutno. – Przynajmniej popatrzyłabym mu w oczy. Każda z kolejnych śpiewanych przez Vitasa piosenek podobała jej się coraz bardziej. Kiedy zaczął śpiewać piosenkę Smile! I niepostrzeżenie uśmiechnął się patrząc na nią nie wytrzymała. Spuściła wzrok ze wstydu. Kilka osób z publiczności także na nia spojrzało. Wydawało jej się że kolor sukienki zlewa się z kolorem jej twarzy. Gdy ostatnie takty Smile! Ucichły podniosła dopiero wzrok. Czuła że coraz mniej nad sobą panuje. Vitas zaczął śpiewać Streets of the Capital. W pewnym momencie spojrzał z wyrzutem i słowami piosenki na nią. – Ja nie….- wybełkotała. Spanikowała. Rozważała wyjście ale zrezygnowała. Czegoś takiego nie może opuścić. Potem było już tylko gorzej. W pewnym momencie wyjęła z torebki papierosa i zapalniczkę. W ostatniej chwili zorientowała się że trzyma już w reku papierosa. O spoconych i trzęsących się rękach już nawet nie myślała. – Ale numer, chyba mi odbiło – przekonywała samą siebie. Nadeszła chwila przerwy. Ludzie zaczęli wychodzić. Pewnie na papierosa – pomyślała.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

PostWysłany: Sob Paź 03, 2009 22:18 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




Sama siedziała w fotelu. Nie mogła uwierzyć że to się dzieje naprawdę. – chyba też pójdę zapalić – pomyślała. Plasterki zostały w domu wiec mogę, zresztą od jednego nie umrę – próbowała sama się usprawiedliwiać jako że już od miesiąca walczyła z nałogiem i pochłaniała plasterki i gumy do żucia. Wyszła na korytarz. Stało tam mnóstwo osób. Komentowali, przezywali. Trudno im się dziwić – pomyślała – fascynujący występ, Vitas też bosko wygladał – jakie bosko? Facet nie może wyglądać bosko! – poprawiła się. W rogu zauważyła kobietę w średnim wieku z wielkim bukietem czerwonych róż. Były piękne. Rzadko widywała takie. – Od Krzysztofa nigdy takich ładnych badyli nie dostałam – pomyślała i zrobiło jej się przykro. Nagle zaświtał jej genialny pomysł. Podeszła do kobiety. – Pani te kwiaty dla Vitasa przyniosła – zapytała siląc się na naturalność. – Tak- odpowiedziała kobieta – piękny, nadzwyczajny głos, wspaniały młody człowiek. Jesteśmy szczęśliwi, ze jest właśnie u nas, że taki talent jest w naszym kraju – mówiła kobieta. Kasia poczuła ukłucie w sercu – A my musimy słuchać takich wyjców że nie masz kobieto pojęcia jak nam słuch wypaczają – pomyślała.
- To bardzo miłe z pani strony – powiedziała do kobiety – Widzi pani, ja jestem z Polski. Nigdy Vitasa nie słyszałam, jestem pierwszy raz na jego koncercie. Ma cudowny głos, zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Jest mi przykro ze kogoś takiego nie ma u nas. Jestem przekonana że wielu polaków pokochałoby go jak i wy – ciągnęła z szybkością karabinu maszynowego. Kobieta uśmiechała się czule do Kasi. – Rozumiem cię, naprawdę.
- Wie pani, mam do pani ogromna prośbę – gdybym cos więcej wiedziała wcześniej o Vitasie z pewnością przyniosłabym mu kosz kwiatów a nie mam żadnego. Czy nie dałaby mi pani kilku żebym chociaż jednego mu dać w hołdzie jego głosowi – wyrecytowała jak hymn narodowy. Kobieta spojrzała na nią czule – Weź dziecko, jeśli ci to sprawi przyjemność. Po czym dała Kasi jakieś dziesięć róż. Kasia bardzo ciepło podziękowała i odeszła. Ma przynajmniej tyle. Kobiecie i tak jeszcze sterta została. – czy ja mu je na pewno dam? – zastanawiała się – Aleś ty durna, zadziałałaś pod wpływem impulsu i co teraz? Nie wyjdziesz przecież z koncertu z kwiatami. Co pomyśli ta kobieta jak mnie na scenie nie zobaczy? Może w gebę mi da że kwiatki od niej wyłudziłam? Zresztą co to za różnica czy wejdę na scenę sama czy z kwiatkami? Czerwone i jedno i drugie. Skończyła się przerwa, ludzie zaczęli zajmować miejsca. Teraz na Kasie to już patrzyli wszyscy. Oprócz jej czerwonej sukienki u jej nóg czerwieniło się dziesięć krwistoczerwonych róż metrowej długości. Kasia sama przyznała że są piękne mimo, iż nie miały kokardek. Zaczęła się druga połowa koncertu
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

PostWysłany: Sob Paź 03, 2009 22:44 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




Vitas tym razem wystąpił w biało czerwonym dresie. – No faktycznie, wyglądasz bosko. Z Tobą to bym nawet na mecz czwarto ligowców poszła – pomyślała Kasia z wrażenia otwierając usta. Zaczęło się mocnym akcentem. Ptak szczęścia – wypaplała do siebie Kasia. Aż miała ochotę wstać i pośpiewać z nim. Aż nagle stało się cos czego Kasia nie była w stanie sobie nawet wyobrazić. Wodząc wzrokiem za vitasem zauważyła że kieruje się do bocznych schodów ze sceny. Z przerażeniem stwierdziła że będzie koło niej przechodził. – Boże gdzie uciekać? – zaczęła się nerwowo rozglądać po Sali. – Nogi za pas i w las. Tylko gdzie ten cholerny las?. Więcej już nie zdążyła pomyśleć. Vitas zbliżał się nieubłaganie, uśmiechał się do publiczności. – Niech tylko nie stanie koło mnie i niech pójdzie. Nic z tego. Vitas stanął koło niej i zaczął uśmiechać się do publiczności i śpiewać. Chociaż Kasia zauważyła że kilka razy na nią spojrzał uśmiechając się. Co było proste do przewidzenia nie była w stanie tych uśmiechów odwzajemnić. Vitas wrócił na scenę. – O żesz ty cholero, to ja się tyle wstydu musze najeść – ze złością popatrzyła na vitasa który już bawił publiczność ze sceny. – Poczekaj, ja ci pokaże! – w Kasi odezwał się duch walki. Ledwo ucichły ostanie takty piosenki Kasia wstała z krzesła z odwagą Wikinga jadącego na wojnę, wzięła jedną z róż i razem z paroma innymi „wielbicielami (zazwyczaj jak zauważyła wielbicielkami) skierowała się ku scenie. Wszyscy weszli i zaczęli podawać kwiaty. Niektóre szczęściary dostały nawet buziaka. Kasia z wojowniczym uśmiechem stała na scenie w odległości jakichs 3 metrów od grupy i czekała aż wszyscy pójdą, po czym pewnym krokiem podeszła do Vitasa, uśmiechnęła się promiennie i rzekła:
- Ten niezapomniany głos wymaga by go nagrodzono i myślę że ta róża będzie odpowiednia – po czym podała kwiat Vitasowi. I o dziwo tym razem on wyglądał na zaskoczonego. Ale uśmiechnął się także, podziękował i już chciał Kasie pocałować gdy ta nieoczekiwanie zrobił unik, odwróciła się i poszła, najzwyczajniej zeszła ze sceny i usiadła w fotelu. Wiedziała jakie to zrobiło wrażenie na Vitasie. – Stary wypróbowany numer ale zawsze się sprawdza – powiedziała do siebie i uśmiechnęła się. To co się stało trwało chwilę ale wystarczyło żeby Kasi dodać odwagi a w vitasie obudzić ciekawość. I tak po każdej piosence scenariusz powtarzał się. Kasia brała kolejną różę i szła na scenę. Była już rozpoznawalna. Sukienka robiła swoje. Zbliżał się koniec koncertu. Kasia była w tak wspaniałym humorze jakby wypaliła paczkę skrętów. Tak się przynajmniej czuła i od razu przypomniały jej się czasy studiów. Ostatnia piosenką było Komarowo. Tym razem także Vitas zszedł ze sceny ale scenariusz był już trochę inny. Po zakończeniu piosenki, gdy Kasia miała już brać ostatnią różę zauważyła że tym razem nikt się nie pcha na scenę tylko vitas z niej schodzi. Zaniepokoiła się. Jak się okazało słusznie.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

PostWysłany: Sob Paź 03, 2009 23:05 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




Vitas co prawda nie podążył prosto korytarzem przed nią ale poszedł inną drogą. Chodził i wspólnie z widzami śpiewał refren piosenki. Podawał ludziom mikrofon i zachęcał do wspólnego śpiewania co chętnie czynili. Trwało to na tyle długo że i Kasia już potrafiła to odśpiewać jak zauważyła. Nie zauważyła jednak że vitas zbliża się ku jej rzędowi. Myślała jednak że jej się upiecze. Nic bardziej mylnego. Vitas podchodził coraz to do innych osób podając mikrofon gdy nagle stanął przed nią. – Zdechł pies – pomyślała – miło było ale się skończyło. Zamkną mnie jak ucieknę? – myśli kotłowały się i czuła że zawał murowany. Zanim zdążyła się odezwać, zrobic jakikolwiek gest Vitas wziął ją za rękę, wstała posłusznie, podsunął mikrofon i zachęcił do odśpiewania kolejnego kawałka piosenki. Tego jeszcze nie grali – pomyślała Kasia. Nawet sama nie słyszała jak zawodzi (pewnie jak stary patefon). Gdy skończyła, zadowolony Vitas schylił się, podniósł ostatnią różę, odsunął na chwilę mikrofon i powiedział do niej cicho: Dziękuję. – Porażka totalna – pomyślała Kasia. Miała wrażenie że przez tą krótką chwilę wszyscy patrzyli na tą czerwona pochodnię a nie na Vitasa. W pewnym stopniu miała rację. Wreszcie koncert się zakończył, kurtyna opadła, emocje i nerwy Kasi niezupełnie. Siedziała wbita w fotel jakby ja przykleili. Ludzie wychodzili a ona siedziała i tępo wpatrywała się w kurtynę. Większość osób już wyszła gdy wreszcie była w stanie wstać. – kobieto weź się w garść bo cie tu zamkną jako stróża nocnego – zmotywowała się i skierowała do wyjścia. Gdy była blisko podszedł do niej jeden z ochraniarzy. – O, „smutni panowie” – jednak mnie chyba zamkną za przeszkadzanie - zachichotała. Ochroniarzowi nie było do śmiechu. Podszedł do niej i zapytał czy mogłaby zostać chwilę dłużej. – Rwie mnie jak nic – stwierdziła – Ale tępak, ja tu Vitasa oglądałam a mu się wydaje ze na te jego łysą glacę i postawę King –Konga polecę – stwierdziła. Rozbawiło ja to do tego stopnia, że przeprosiła mężczyznę i odwróciła się żeby się „wyśmiać”. Gdy już jej przeszło spojrzała na niego i zalotnie trzepiąc rzęsami spytała:
- Więc chciałby pan, żebym dłużej swatała? A czy mogę się dowiedzieć dlaczego chciałby pan przedłużenia mojej obecności? – chichotała
- Nie jest to moja prośba ale prośba pana Vitasa, który chciałby panią zaprosić za kulisy.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

PostWysłany: Sob Paź 03, 2009 23:35 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




- Mnie???? – nie wierzyła własnym uszom – Pan sobie ze mnie jaja robi? Czy ja wyglądam na rozhisteryzowaną fankę że takie numery panu do głowy przychodzą? Zresztą facet, jak pan Vitas chciałby to by się sam pofatygował a nie ludzi wysyłał – wyhamowała żeby nie użyć innych słów
- A może jednak…. a jak to prawda i okazja koło nosa przejdzie? – zawahała się. Facet stał jak posąg i patrzył na nią. – Zatrzymała się. – Co robić, co robić – myśli przelatywały jej przez głowę z prędkością światła. Niech będzie, pójdę – postanowiła
- No więc którędy – zapytała krótko acz konkretnie. Mężczyzna poprowadził ją korytarzami za sceną. Kręciło się tam wiele osób. No oczywiście każdy zatrzymywał wzrok na niej i jej czerwonej sukience. Zatrzymali się przed drzwiami z napisem VITAS. Mężczyzna wskazał drzwi. Stała jak wryta. Ochroniarz nie był zaskoczony. Złapał za klamkę i otworzył drzwi. Kasia stała na progu jak nocny stróż w bramie. Czekała aż ktoś ją wepchnie wtedy będzie na kogo zwalić.
- Proszę wejść – Vitas odwrócił się do niej. Siliła się na uśmiech ale efekty były nędzne. – Jednak nie ustawała w wysiłkach, zmobilizowała się – A co takiego się stało że ktoś taki jak Vitas zaprasza mnie za kulisy? Często spotyka to kobiety – zapytała w przypływie odwagi. – Nie – odparł Vitas naturalnym głosem – jest pani pierwsza. Zwaliło ją z nóg. – O żesz ty idiotkę ze mnie będziesz robił – pomyślała i rozluźniła się. Vitas spojrzał na nią tak że poczuła że płonie ze wstydu chociaż nie bardzo wiedziała czego ma się wstydzić.
- Pani nie jest Rosjanką? - zapytał .No filozof nowość odkrył – Nie, jestem z Polski – odpowiedziała. Vitas cały czas coś tam układał, przekładał co jakiś czas spoglądając na nią, co ją niemiłosiernie denerwowało. Jak każda normalna kobieta pomyślała: Koleżanki nie uwierzą! – Pan z tego co wiem Rosjanin rodowity tez nie jest - odgryzła się, przypomniała co jej Natasza opowiadała. Popatrzył na nią. - Bystra pani jest. – Z takimi to ty często chyba do czynienia nie masz – pomyślała i poczuła się doceniona. – Pewnie zastanawia się pani dlaczego panią tu zaprosiłem. – No nie zaprzeczę. Więc dlaczego? – A nie domyśla się pani? Trudno było pani w tej sukience nie zauważyć i te pielgrzymki z różami… - zaśmiał się. – Przynajmniej oryginalnie, a nie z jednym wiechciem będę latała, tak to panu w oczy częściej popatrzę…. – zaśmiała się i zauważyła że się zagalopowała. Czekała na jego reakcję. Trochę zbiło go z tropu. – Teraz ma pani okazję żeby się jeszcze napatrzeć – spojrzał jej głęboko w oczy – jest pani piękną kobietą. – Oj tak mi mów, miód na moją duszę! – pomyślała i zauważyła że zupełnie się rozluźniła i nie jest już stremowana a on spoważniał. – Wodę leje aż w butach chlapie, lasek ma na pęczki a mi tu słodzi. Nie polegnę bez walki. Ale walka okazała się trudniejsza niż przypuszczała. Vitas wyszedł do pomieszczenia obok by się przebrać, przeprosił ją na chwilę. Nie wiedziała czy celowo czy przypadkiem drzwi były uchylone a jego postać odbijała się w lustrze. Nie mogła się powstrzymać. Popatrzyła na lustrzane drzwi i zobaczyła jak Vitas ubiera koszulę. Przeszedł jej po plecach zimny dreszcz. – Jezu, a mój płaszcz w szatni został!! – przypomniało jej się nagle. Szatniarz pewnie poszedł spać. Eeee, pocieszyła się – najwyżej przenocuje na kozetce w garderobie Vitasa jak pojedzie do hotelu.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

PostWysłany: Nie Paź 04, 2009 14:48 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




Zaczęła oglądać garderobę. W końcu nie zdążyła wcześniej. Przed lustrem walał się jakiś puder, chusteczki i inne klamoty. – Zupełnie jak w mojej łazience – pomyślała i uśmiechnęła się. Facet i puder. Trochę dziwne ale w tej branży naturalne. Wstała. Szkoda że tak oświetlonego lustra nie ma w domu. Z zamyślenia wyrwał ją głos Vitasa. – Podoba się pani moja garderoba? – zapytał. – Całkiem ładna, ale trochę ciasna. – Ma pani rację – zaśmiał się. W tej chwili rozległo się pukanie do drzwi. Vitas wstał i otworzył. Jakiś mężczyzna mówił że Siergiej prosi go na chwilę. - Jaki Siergiej? – pomyślała. Nie zdążyła bardziej się nad tym zastanowić bo Vitas wrócił i powiedział – Musze panią na chwilę opuścić. Poczeka pani? – spojrzał z nadzieją w głosie. – Dobrze, byle nie za długo – odpowiedziała miłym ale nie natarczywym spojrzeniem. Wyszedł. Teraz wstała i zaczęła dokładnie oglądać jego stroje wiszące na wieszakach. A wiec to jest ten „koralikowy” strój ufoludka. Obejrzała go dokładnie. Ach buty, no właśnie. Teraz wiedziała dlaczego na bilecie był taki wysoki. Nagle poczuła znużenie. Wieczorne emocje dały o sobie znać. Szkoda że nie jestem w hotelu i nie mogę położyć się w miękkim łóżeczku. Ale z drugiej strony dla takich sytuacji łóżeczko może poczekać – myślała gdy usłyszała jakieś rozmowy za drzwiami. Zaczęła nasłuchiwać. Słyszała tylko urywki słów, niewiele więcej rozumiała bo ludzie mówili szybko i niewyraźnie. Ale usłyszała w pewnym momencie - …a kto tam jest? – i odpowiedź – A jakaś panienka. Polka. Rozmówcy zaczęli się śmiać. Kasia poczuła jak krew uderza jej do głowy. Mogła sobie tylko wyobrazić za kogo została uznana, ale stwierdzenie „Polka” w takim kontekście dotknęło ja do żywego. Łzy stanęły jej w oczach. W pierwszej chwili chciała się rozpłakać. Ale przyszło opamiętanie. Właściwie to nic złego – uspokajała się. – A właśnie że złego. Smutek przerodził się w złość. Złapała torebkę z której wypadło natychmiast prawie wszystko. Zaczęła nerwowo zbierać wszystko z podłogi – Boże po co ja tu tyle pierdów noszę - pomyślała. Otwarła drzwi z impetem. Dwóch mężczyzn spojrzało na nią pytająco. – Już ja wam dam polską panienkę – powiedziała – i wybiegła korytarzem z powrotem na salę kierując się biegiem do wyjścia. Złapała za klamkę…. Drzwi były zamknięte. Jak wyjść, jak wyjść – usiłowała myśleć racjonalnie. Nie wiedziała co ma zrobić. Po tym co zrobiła wrócić za kulisy nie może a przecież spała tu nie będzie. Wróciła jednak za scenę i zaczęła rozglądać się gdzie może być wyjście. Dostrzegła jakieś tabliczki z informacjami „wyjście ewakuacyjne”. – Czyli jak dla mnie stworzone – pomyślała. Udało jej się cicho przemknąć, otworzyć nieduże drzwi i wyszła. Znalazła się na tyłach teatru. Poczuła na twarzy chłodny wiatr. Wracała jej równowaga i trzeźwe myślenie. – Czy dobrze zrobiłam? Przecież to byli jacyś robotnicy teatralni, przecież vitas mnie nie uraził. – zaczęła mieć wątpliwości. Zazwyczaj w takich sytuacjach akceptowała zaistniały stan i nie rozpaczała nad tym co się stało. Zazwyczaj…. Ale ta sytuacja była inna. Zupełnie inna. Poczuła że nie ma sił. Poszła ulica w kierunku metra. Przynajmniej będzie mniej więcej wiedziała gdzie jedzie i nie zamkną jej za włóczęgostwo. Zobaczyła ławkę. Usiadła i rozpłakała się. Emocje musiały znaleźć jakieś ujście. – Niech to jasny szlag trafi – szlochała – tak położyć TAKĄ znajomość zanim się jeszcze zaczęła to tylko ja mogę! Polak mądr po szkodzie…- przypomniało jej się. Dodała resztę - …lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie nową przypowieść Polak sobie kupi: że i przed szkodą i po szkodzie głupi”. – To jak o mnie- myślała. Stało się. Doczłapała się do metra. Jakimś cudem dotarła do hotelu. Recepcjonistki nie było. Był jej kolega. Popatrzył na Kasie która wyglądała jak po zakrapianej imprezie. Do tego rozmazana. Nagle przypomniała sobie ze w teatrze zostawiła płaszcz. Nawet nie zauważyła jak zmarzła. Weszła do pokoju, usiadła na łóżku. Nie chciało jej się rozbierać. Czerwona sukienka, tak…. Ta czerwona sukienka. Kasia padła jak długa i zasnęła niemal od razu. Rano obudziła się dopiero o 11ej. Już dawno było po śniadaniu. I kawy nie było. – Umrę bez kawy – pomyślała. Zaczęła szukać cukierków z kofeina jako że stwierdziła że spędzi w łóżku cały dzień. – Jestem po traumatycznym przeżyciu więc mi się należy – argumentowała sama sobie. Analizowała przebieg wczorajszego wieczoru. Już bez emocji. Emocji które już nie raz ja gubiły. Dlaczego była taka impulsywna. Robiła zanim pomyślała. Szkoda…. fajnie taką gwiazdę mieć wśród znajomych. Przypomniała sobie że nawet autografu nie ma. - Porażka totalna kochana – powiedziała do siebie. Za dwa dni wraca do kraju. Co z Krzysztofem? Co on robi? Nie rozmawiali ze sobą od wyjazdu. Uzgodnili że nie będą do siebie dzwonić. Czy myśli o niej? Czy tęskni? Wstyd jej było przyznać się że ona za nim nie miała nawet kiedy. Nie miała czasu o nim pomyśleć. Co zrobi jak wróci? Pomyślę jak wrócę – stwierdziła – dzisiaj jeszcze pozwiedzam jak zwlokę się z łóżka. Zwlokła się. Po południu wyszła na spacer. Wzięła mapę i zaczęła zaznaczać miejsca, których nie widziała. – A niech cholera weźmie mapę – połażę gdziekolwiek – kawę gdzieś wypije i zjem ciacho i tez będzie fajnie. Łaziła już od jakichś kilku godzin. Poczuła zmęczenie. Weszła do najbliższej kawiarni, zamówiła kawę i siadła przy stoliku. Po pierwszym łyku zrobiło się jej przyjemnie gorąco. Rozejrzała się. Widziała za oknem przechodzących ludzi. Każdy się spieszył. – Gdzie oni mogą tak chodzić – zastanawiała się. Rozejrzała się i zobaczyła stos gazet. Sięgnęła po pierwszą z brzegu. Miała dzisiejszą datę. Zaczęła ją przeglądać. Nagle zamurowało ja. Na drugiej stronie widniało wielkie zdjęcie vitasa w otoczeniu dziewcząt dających mu kwiaty. – Wczorajszy koncert – pomyślała gdy nagle dostrzegła na zdjęciu jeden dodatkowy szczegół – osobę w jaskrawoczerwonej sukience stojącą na scenie z jedną różą. Nie mogła uwierzyć, znalazła się na zdjęciu. Przeczytała napis pod zdjęciem: ”Wczorajszy koncert Vitasa okazał się wielkim sukcesem. Wielbiciele jego talentu mogli podziwiać wspaniały głos i charyzmatyczną postać Vitasa”. Resztę stanowiła długa relacja z koncertu a na czytanie nie miała ochoty. Odłożyła gazetę. – A jak cos ciekawego napisali? –wzięła ją z powrotem i zaczęła czytać. W pewnym momencie pomyślała że ją wzrok zawodzi. Ale jak wół było napisane: ”…Vitasa bardzo ucieszyło ciepłe przyjecie przez publiczność czego wyraz stanowiły dowody w postaci niezliczonej ilości kwiatów. Szczególnie, jak powiedział, ujęła go młoda dama w czerwonej sukience, która ofiarowała mu dziesięć róż, przynosząc je po jednej po każdej piosence…”. To o mnie - pomyślała. Ale dodała – I co z tego. Pomyślała o płaszczu. Był drogi. I nowy. Postanowiła że pójdzie do teatru. Może go nikt nie zwinął do tej pory. Jak postanowiła tak zrobiła. W teatrze panowała cisza. Wielkie sprzątanie. Podeszła do kasjerki i zaczęła tłumaczyć w jakiej sprawie przyszła. Po kwadransie dostała płaszcz z powrotem. – W sumie to nawet dobrze że go pani zostawiła – uśmiechnęła się kasjerka. – Dlaczego? – Kasia była wyraźnie zaciekawiona. – To pani była w tej czerwonej sukience? Ma pani dużo szczęścia – kasjerka odwróciła się do jakiegoś klienta. Kasia już nie pytała tylko wyszła.- Pewnie że mam szczęście. Jak w mordę strzelił! - pomyślała
Wyszła z kawiarni i skierowała się szybkim krokiem do hotelu. Usiadła w pokoju na kanapie. Zamyśliła się. - Wszystko jest już inaczej, nie będzie tak samo – powiedziała w duchu do siebie. Jutro wracam do Polski. Pewnie vitasa zobaczę najwyżej w MTV bo w naszej telewizji czy radiu to raczej marne szanse. Tylko jakieś denne potupajki – mało się nie rozpłakała. Postanowiła iść wcześniej spać. Chociaż i tak nie mogła zasnąć. Ostatni dzień w Rosji… - pomyślała.
Podróż do domu trwała jeszcze dłużej niż w tamtą stronę. Przynajmniej tak jej się wydawało. Nie wiedziała o czym myśleć. Vitas na jakiś czas zszedł na drugi LAN. Krzysztof. Pewnie już wrócił. Co mu powie, co on jej powie? Czy cos postanowił? A ona? Czy ona coś postanowiła? Nie, przecież nie miała czasu. Weszła do domu ciągnąć ostatkiem sił walizkę załadowaną wszelkiej możliwości klamotami. – Mogłam te badziewie chociaż poukładać – pomyślała. Rozejrzała się. W domu panował ład i porządek. Nawet kot i papuga nie wyglądały na głodne a rybki nie pozdychały. Weszła do kuchni. W oczy rzucił jej się olbrzymi bukiet białych lilii stojący pośrodku stołu. Obok niego leżała mała karteczka. Podeszła, przeciągnęła palcem po stole. Zauważyła że nawet nie miała ochoty czytać liściku. Przecież nie są od Vitasa. Jednak sięgnęła. Wykaligrafowanymi literami było napisane: „Kochanie, przemyślałem wszystko. Bardzo cie kocham, chciałbym naprawić krzywdy jakie ci wyrządziłem, chciałbym żebyśmy spróbowali jeszcze raz, daj mi szansę. Zrobię wszystko żeby cię nie zawieźć. Twój Krzysztof”. Nie ucieszył jej ten liścik. I co z tego? Kwiaty przyznała były przepiękne. - Ale nie czerwone róże…. – pomyślała. Zaczęła się rozpakowywać gdy do domu wszedł Krzysztof. – Skarbie już jesteś? Cieszę się że wróciłaś. Czekałem, tęskniłem. Ta rozłąka mi się przydała. Uświadomiłem sobie jak bardzo mi ciebie brakuje, jak bardzo cie kocham i jak mi na tobie zależy – powiedział i usiadł obok niej na podłodze. Wtulił się w jej czarne włosy. - Pachniesz lawendą – uśmiechnął się. – A czym mam pachnieć jak szampon lawendowy? Karmą dla rybek? – pomyślała. Nie była w stanie wykrztusić słowa. Nie potrafił powiedzieć mu tego co on jej. Nie była wzorem cnót wszelakich ale kłamać w oczy komuś takiemu jak Krzysztof też nie umiała. – Też tęskniłam – odparła zdawkowo. Chyba był zawiedziony tak krótką odpowiedzią ale nie dał tego po sobie poznać. – Wiesz chciałabym się wykąpać i rozpakować. Muszę się położyć wcześniej. Jutro do pracy. Wiesz jak to jest. – Wiem kochanie, już nie przeszkadzam. Acha, ugotowałem obiad. Jakbyś była głodna. Twoje ulubione gołąbki – uśmiechnął się. – Dziękuję – wysiliła się na uśmiech – ciekawe z którego baru – dodała w myślach. Ale przynajmniej się stara. Rozpakowała się, zadzwoniła do Marty – koleżanki z pracy, dowiedziała się mniej więcej co się tam dzieje. Boże jak jej się nie chciało tam wracać!
Rano wstała i biegiem ubrała się. Chciała łyknąć trochę kawy. Oczywiście „tapetowanie” trwało dłużej niż zwykle. – Cholera wyszłam z wprawy – pomyślała. Złapała torebkę (a właściwie torbę która pomieściłaby 5 kg ziemniaków), kluczyki od auta i wypadła jak burza. Podczas jazdy cały czas myślała o vitasie. I o tym jak zrobiła z siebie błazna. W pewnej chwili usłyszała za sobą sygnał radiowozu policyjnego. Zatrzymała się. – Cholerne „krawężniki” głowę zawracają – pomyślała. – Dzień dobry, kontrola, poproszę wyjść z samochodu. – A co się stało – dopytywała się ze świadomością realnego spóźnienia do pracy. I to jeszcze w pierwszym dniu po urlopie. – A pani zauważyła jaki tam jest znak – policjant wskazał ręką. Rzeczywiście ograniczenie do 50 km. – A ile jechałam panie władzo – zaczęła się mizdrzyć w nadziei że cos wskóra. Policjant był nieugięty. - Poproszę pani dowód, prawo jazdy i dowód rejestracyjny. – Gorzej być nie może pomyślała – Mandat murowany. Wyszła z auta wzięła torebkę i zaczęła szukać dokumentów. Wyciągnęła dowód rejestracyjny, prawo jazdy ale gdzie dowód osobisty. – Jezu zgubiłam! – pomyślała- Albo mnie okradli i może już ktoś wziął na mnie kredyt! Muszę to gdzieś zgłosić. – Wie pan… -zaczęła ale zaraz przemknęło jej przez myśl że jak się do zgubienia przyzna to będzie tu koczować z godzinę. Wpadła na pewien pomysł w nadziei że odniesie pożądany skutek. Zrobiła głupkowatą minę i rzekła – Już szukam tylko jeszcze chwilkę …. I zaczęła wyrzucać z torebki wszystko co jej w rękę wpadło udając jednocześnie zawzięte poszukiwania. Na dachu wylądowały chusteczki, kilka szminek, puder i inne ‘kobiece” niezbędniki. Policjant stracił cierpliwość gdy z Kasinej torebki wypadła spora paczka podpasek. – To powinno podziałać – pomyślała. Tak tez się stało. – Dobrze niech pani wsiada. Dzisiaj tylko upomnienie – powiedział policjant i wrócił do radiowozu. Kasia z nieukrywana radością ruszyła w dalszą podróż.
W pracy panował jak zwykle nieopisany gwar i bałagan co kiedyś jej zupełnie nie przeszkadzało. Teraz ja natomiast wyraźnie irytowało. Od razu przyleciała większość koleżanek z działu. – No opowiadaj jak było! Fajnie, poznałaś kogoś? - dopytywały natarczywie. – Żebyście wiedziały kogo to każda by się po szczękę na podłogę musiała schylić – pomyślała Kasia. – Nieee, to taka zwyczajna wycieczka. Wiecie nałaziłam się ale dużo zwiedziłam, wiecie siedziba Carów… - nie zdążyła dokończyć. – Ty nam tu o carach nie ściemniaj tylko o facetach! Jacy w Rosji są? Fajni jacyś? Bo jak tak to na drugi rok my też pojedziemy. Może coś wyrwiemy? – chichotały jak małolaty na dyskotece. – Nie, no co wy? Przecież jest Krzysztof. A zresztą naprawdę nie miałam czasu – uśmiechała się. – I ogólnie to won do roboty obiboki - pomyślała. Chyba odczytały jej myśli bo trochę zawiedzione zajęły się swoimi sprawami. Gdy tylko zrobiło się spokojniej Kasia włączyła komputer i wpisała w wyszukiwarkę „Vitas”. Wyskoczyło kilka linków. Rozejrzała się czy nikt jej nie podgląda i zaczęła przeglądać.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

PostWysłany: Nie Paź 04, 2009 15:46 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




„Vitas – prawdziwe imię…. – przeleciała wzrokiem.- A niech nazywa się naprawdę nawet Spiderman – pomyślała. Czytała dalej. Doczytała że jego płyty w Azji to już platynowe ileś tam razy są, obejrzała zdjęcia z rozhisteryzowanymi chińskimi fankami, zapoznała się ilością wydanych płyt. Przejrzała kilkanaście stron poświęconych Vitasowi. Zaskoczyła ja ilość fan clubów na całym świecie. Doczytała też że wynalazł go Sergiej Pudovkin. – A więc to o tego Sergieja chodziło… - pomyślała. Na deser zostawiła oglądanie zdjęć. – Za to co zrobiłam to przyszłe pokolenie mnie wyklnie. Może bym cos zrobiła żeby te polskie zadupie odwiedził? – zastanawiała się gdy jej rozmyślania przerwała Marta. – No niezły jest. Gdzie go znalazłaś? Widzę że rosyjski piosenkarz wiec chyba aż tak nudno nie było? – uśmiechnęła się. – No faktycznie nie – odparła zrezygnowana Kasia. Po czym opowiedziała jej w skrócie całą historię o Vitasie. Marta słuchała z wypiekami na twarzy. Gdy Kasia skończyła Marta wypaliła bez zastanowienia – Ale z ciebie debilka! Jezu, przepraszam. Nie chciałam – tłumaczyła się. – Nie szkodzi – Kasia nie miała jej tego za złe tym bardziej że się z tym określeniem w pełni zgadzała – popieram w pełni twoją ocenę mojej osoby. Po pracy poszły na kawę by szczegółowo omówić temat
- A nie można tego jakoś odkręcić? No wiesz, może jakiś mail na jego stronę, może… no może cos tam… - zastanawiała się intensywnie Marta
- No może zapakuje się i polecę na Tajwan bo akurat pojutrze tam ma koncert i może znowu będę koczowała przy kasie w nadziei że mnie zdepcze jakaś nawiedzona tajwańska fanka! – Kasia straciła cierpliwość.
- Nie no o aż takim radykalnym posunięciu nie myślałam…. – dumała głośno Marta. – Ale coś musisz zrobić!
- A daj mi spokój. Mam większe zmartwienia – przypomniała sobie o swoim zgubionym dowodzie – Przepie… przepraszam, zgubiłam gdzieś dowód osobisty i musze latać i załatwiać nowy. Nie chce mi się, nie mam do tego głowy.
- A gdzie go miałaś ostatnio? – spytała Marta
- No jak wylatywałam do Rosji to miałam. W hotelu też bo wsadziłam do bocznej kieszeni w torebce żeby nie był z paszportem bo nigdy nie wiadomo. Zresztą paszport to zostawiałam w hotelu. Na wszelki wypadek, żeby mnie nikt nie okradł – relacjonowała jak na przesłuchaniu. Nagle przyszło olśnienie – Wiem gdzie go mogłam posiać…
- No widzisz, mówiłam że się znajdzie! – ucieszyła się Marta
- Ty chyba durna jesteś! Pamiętasz jak ci mówiłam że mi klamoty w garderobie Vitasa z torebki wypadły?
- Nooo… - odpowiedziała niepewnie Marta
- I ten cholerny dowód też wypadł! I teraz pewnie z mojego zdjęcia zrobili sobie fototapetę żeby mięli do czego lotkami rzucać! – Kasię przyprawiła ta myśl o zawał serca.
- Eeee…. Przesadzasz. – Marta odzyskała pewność – Zauważ że są i dobre strony. Może Vitas znalazł ten dowód i wie teraz gdzie cię szukać….
- …..i pewnie za parę dni stanie u mnie w progu z bukietem czerwonych róż i słowami :”Moja lubimaja” – dokończyła Kasia.
Rozmowa wyraźnie się nie kleiła. Dziewczyny pożegnały się. Kasia przyszła do domu. Krzysztof już na nią czekał. Pocałował w policzek na powitanie. Uśmiechnęła się nie chcąc robić mu przykrości.
- Był do ciebie telefon kochanie. Z Rosji – powiedział uśmiechając się. Kasię ścięło z nóg.
- Tak? A o co chodziło? Kto dzwonił? – starała się być naturalna ale myśli przebiegały jej przez głowę z szybkością Małysza na progu skoczni.
- dzwonili z tego hotelu w którym się zatrzymałaś że zostawiłaś tam dowód. Nic mi o tym nie mówiłaś. – zauważył
- A wiesz, nie chciałam cię martwić – skłamała
- Wiesz, że teraz to chciałbym z Toba rozwiązywać każdy problem. – uśmiechnął się
Kasia myślała intensywnie
- I co kochanie powiedziałeś?
- No że jak wrócisz to może oddzwonisz albo niech oni zadzwonią wieczorem. – A co będę czekała do wieczora – pomyślała i zaczęła gorączkowo szukać folderu reklamowego z hotelu. Jest! Złapała za telefon. Już miała dzwonić.- Ale nie przy nim…. – pomyślała zrezygnowana
- Krzysiu ja wyjdę na chwile do sklepu bo trzeba puszkę dla Garfilda kupić (imię kota wymyśliła zresztą sama).
- to zostań ja pójdę – zaoferował się.- Świetnie! – pomyślała
- A mógłbyś kupić jeszcze parę drobiazgów? – spytała uśmiechając się prosząco i wręczając długa listę zbędnych zakupów. Zerknął trochę zdziwiony
- Kasiu ale cukru kupiliśmy wczoraj 5 kg. Już nie ma? – negocjował gdyż takie zakupy to co najmniej 3 godziny łażenia
- Naprawdę? No ale ze mnie gapa! Zapomniałam. Ale reszta jest bardzo potrzebna. No idź już misiaczku bo zamkną sklep - dodała słodko prawie wypychając Krzysztofa za drzwi. – Wreszcie sama – pomyślała i rzuciła się do telefonu. Wybrała numer. Odebrała jakaś kobieta. Kasia pokrótce zrelacjonowała o co chodzi i że to ona jest od tego dowodu.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

PostWysłany: Nie Paź 04, 2009 16:41 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




- A to pani – usłyszała w słuchawce – Dostarczono nam pani dokument tożsamości dlatego chcielibyśmy zapytać czy wysłać go pani na podany na nim adres? Kasia oczywiście bardzo się ucieszyła że się znalazł ale bardziej interesowało ją jak się tam znalazł
- A mogłaby mi pani powiedzieć kto go przyniósł? – niecierpliwiła się
- wie pani, dokładnie to nie wiem bo to kolega przyjmował, ale to ktos z teatru ale chyba nie pracownik był, chyba jakiś ochroniarz – odpowiedziała uprzejmie kobieta. – Pewnie to ten co mnie tak do zostania namawiał.
- To proszę przesłać na ten adres który tam jest podany – powiedziała zrezygnowana Kasia. Jedyny pożytek to taki że przynajmniej lipnym kredytem na swój dowód nie musi się martwić.
Krzysztof wrócił obładowany jak wielbłąd po przejściu przez pustynię. Ledwo zipał.
- Oj kochanie jak się zmęczyłeś – udawała troskę Kasia.
- Nie szkodzi uśmiechnął się - zrobisz mi wieczorny masaż. Nie miała na to zupełnej ochoty. Zresztą „te” sprawy tez ją jakoś przestały interesować natomiast Krzysztofa – wręcz przeciwnie. Wieczorem położyła się pierwsza spać w nadziei że jak będzie udawała że śpi to da jej spokój.
- kotku wiem ze nie spisz. Przed chwilą zgasiłaś światło – przytulił się do jej pleców. – cholera, będę mu dosypywała codziennie prochów na sen i będzie spokój. Viagry chyba nie łyka – pomyślała.
- Ale coś senna jestem – negocjowała
- to już ja cie obudzę – przytulił się jeszcze bardziej i zaczął gładzić jej włosy. Odgarnął je i zaczął muskać delikatnie jej kark. Zamknęła oczy bo nie chciała się rozpłakać. – Boże ile bym dała aby kto inny leżał obok mnie - pomyślała i poczuła ukłucie w sercu. Jeden wieczór wystarczył by moje myśli krążyły wokół mężczyzny którego widziałam tak krótko i z którym zamieniłam tylko parę słów. Nie wiedziała dlaczego ale przypomniał jej się wiersz, który kiedyś przeczytała:

„Cóż z tego że ledwo się znamy,
żeśmy pięciu słów nie zamienili?
chmurom by się poznały z błyskawic
jeszcze krótszej potrzeba chwili”
Wiersz wydał jej się tak aktualny w obecnej sytuacji. Starała się nie myśleć w obecnej sytuacji o Vitasie. To zakrawało na szaleństwo. Leżeć w łóżku z mężczyzną i myśleć o innym. Z drugiej strony nie wszystkie uczucia do Krzysztofa minęły. Nadal pociągał ją fizycznie chociaż w kwestii uczuć nadal było wiele pytań. Krzysztof zauważył że coś jest nie tak. Odwrócił ją, spojrzał w zamknięte oczy z których spływały łzy. Nie wiedział co myśleć.
- Coś się stało? – zapytał – Zrobiłem cos nie tak?
- To nie ty, to ja – rozkleiła się zupełnie
- chcesz pogadać? – zapytał. – Cholerny terapeuta się znalazł, Freud od siedmiu boleści – pomyślała poirytowana.
- Nie, chciałam tylko… daj mi trochę czasu… - żebrała
- Oczywiście, nie ma sprawy. Pójdę na kanapę – odpowiedział, jednak na odchodne zauważył oschle – Wróciłaś już trzy tygodnie temu i od tego czasu nie kochaliśmy się prawie wcale – i wyszedł
- Prawie robi wielką różnicę jełopie – pomyślała. Nakryła twarz poduszką i zaczęła płakać. Szybko zasnęła. Wstała wcześniej. W kuchni na stole stało przygotowane śniadanie. I karteczka. – Ciekawe co poeta wymyślił dla mnie - przeleciało jej przez myśl. Wzięła liścik i przeczytała: „Kochanie, myślę że ty jednak jeszcze potrzebujesz trochę czasu żeby zastanowić się nad nami. Będę mieszkał u brata. Jak coś postanowisz to daj znać. Krzysztof”. Już nie „twój Krzysztof” ale tylko „Krzysztof”. – No i spoko – pomyślała – będę mogła bez ograniczeń przeglądać strony o Vitasie w komputerze. Z drugiej strony przyszło opamiętanie. – Ale Vitas na Tajwanie czy innym zadupiu a Krzysztof tutaj – myślała – nie mogę liczyć że będę z Vitasem bo to utopia. No i bym pewnie sama nie chciała. Pożytek z niego pewnie marny po koncertach - sama się zarumieniła na ta myśl. - Pomyślę o tym jutro – postanowiła i pojechała do pracy.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

PostWysłany: Nie Paź 04, 2009 17:24 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




Nie mogła się zupełnie skoncentrować. A co będzie jak Krzysztof postawi na niej krzyżyk i znajdzie sobie jakiś „środek zastępczy”? po tym jak wczoraj zachowała się jak fontanna w siedzibie carów rosyjskich poczuła się nieswojo. Podniosła słuchawkę. Zadzwonię do niego – przeproszę i po sprawie – pomyślała. – A co będzie jak wieczorem znowu wylądujemy w łóżku?. Drugim razem ryk nie przejdzie. Marta wyrwała ja z zadumy.
- no co tak siedzisz jak mnich na medytacji? – zapytała
- mam problem natury moralnej. Być z Krzysztofem czy odejść? – powiedziała bardzo poważnie Kasia i Marta zrozumiała ze to już nie przelewki. Umówiły się na kawę po pracy
- nie mam zupełnie pojęcia co robić – mówiła Kasia – właściwie to jakby się tak spokojnie zastanowił to czego ja właściwie szukam? Mam przystojnego mężczyznę, który mnie kocha do szaleństwa, poprawił się i „zresocjalizował”, nawet gotuje, no może nie najwyższych lotów, ale się stara. Co prawda ostatnimi czasy to sex prawie umarł między nami ale kiedyś… - wyhamowała – no wiadomo.
- No ja tez się czasem zastanawiam czy ty normalna jesteś i tak sobie myślę, że jednak nie do końca – powiedziała z rozbrajającą szczerością Marta – nie masz pojęcia ile koleżanek z pracy ci zazdrości. Przecież on cię na rękach nosi. Gdzie ty następnego takiego frajera znajdziesz? Myślisz że Vitas rzuci dla ciebie karierę i przyleci jak na skrzydłach
- no jednego to mu brak – pociągnęła temat Kasia.
- Ale powiedz mi albo sama przed sobą się przyznaj czy ty go kochasz i czy ci na nim zależy – tłumaczyła Marta – bo jeśli nie to dajcie sobie siana. Szkoda czasu twojego i jego jak ma nic z tego nie być a tak każde z was może sobie jeszcze życie jakoś ułoży. Kasia przyznała w duchu racje koleżance
- Fakt muszę o tym pomyśleć – postanowiła nawet że zrobi to dzisiaj.
po powrocie do domu zauważyła że zrobił się jakiś dziwny bałagan w domu, talerze ze śniadania jeszcze nie umyte i zoo głodne. – Kiedyś nie martwiło ją to – robił to Krzysztof.
- Ale burdel – powiedziała jak weszła do pokoju – jakby tędy przeszedł front wojenny. Sprzątanie zajęło jej pół dnia. Zmęczona siadła na podłodze i wzięła kartkę papieru, podzieliła na dwie rubryki. Nad nimi napisała: plusy i minusy. Zaczęła wypisywać plusy i minusy bycia z Krzysztofem. Co wyjdzie? Plusy… jak to ująć? Zaczęła pisać: sprząta, gotuje, karmi zwierzęta…. – wydało się jej to takie naturalne – ale zaczęła dopisywać: kocha mnie do szaleństwa, robi prawie wszystko o co go poproszę, szanuje mnie, nie muszę się go wstydzić jak gdzieś wychodzimy, jest przystojny (tu się uśmiechnęła – wiedziała jak wiele koleżanek jej go zazdrościło), pomyślała o ostatnim – no i…. sex z nim to jak…. Jak…. Zabrakło jej słów na określenie tego. Ale wiedziała doskonale co ma na myśli. Nawet wstydziła się trochę tak jakby miała to potem przeczytać publicznie. – A teraz minusy – pomyślała i zaczęła intensywnie myśleć. Nic nie przychodziło jej do głowy. – Wiem – ucieszyła się! Zaczęła pisać: brudne skarpetki pojawiają się w łazience ale nie w koszu, klapa od sedesu nie zawsze jest opuszczona, beznadziejna piłka nożna i strata czasu przed TV na oglądanie meczy. Wypisała jeszcze kilka podobnych „minusów”. Zaczęła oglądać swoje „zestawienie”. Sama przyznała że blado wypadło. Właściwie facet nie ma wad. Nie było jej do śmiechu. Była w rozterce. Przypomniała sobie jak parę miesięcy temu Krzysztof wspomniał cos o ślubie. Zmieniła wtedy szybko temat. A po co ślub? Nagle zatęskniła za Krzysztofem, chciała żeby przy niej teraz był i ją objął. Spojrzała na zegarek. Minęła dopiero 20.00. Chyba jeszcze nie śpi? Ona czuła się taka samotna. Chwyciła za słuchawkę. Odebrał.
- Krzysztof to ja. Przepraszam że dzwonie tak późno – bełkotała
- Nie szkodzi jeszcze nie śpię – był wyraźnie zaskoczony jej telefonem
- Krzysztof ja już przemyślałam wszystko, kocham cie, wracaj, kochasz mnie jeszcze? – rozpłakała się jak dziecko do słuchawki, z jej ust wydobywał się potok słów – ja przepraszam, ale ostatnio nie byłam sobą, nie wiem co się ze mną stało, wróć… - ryczała. W słuchawce po drugiej stronie zapanowała grobowa cisza
- Krzysztof czy ty mnie już nie kochasz – dopytywała jak dziecko któremu zabrano lizaka – nie przyjedziesz…. To moja wina, zawaliłam sprawę… zresztą nie pierwszy raz – powiedziała i spojrzała na komputer i otwartą stronę o Vitasie – nie pierwszy raz…. Nagle usłyszała w słuchawce głos Krzysztofa.
- Nie masz pojęcia jak bardzo czekałem na ten telefon. Zaraz przyjadę – zwróciła uwagę że miał głos niewyraźny i jakiś dziwny.
Podeszła do komputera. Spojrzała na uśmiechającą się twarz Vitasa.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

PostWysłany: Nie Paź 04, 2009 18:01 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




- Przykro mi bardzo, zrobiłabym wiele żeby naprawić to co się stało – mówiła patrząc na zdjęcie w komputerze – dla ciebie pewnie poszłabym na koniec świata i bez mrugnięcia okiem zostawiłabym Krzysztofa. Vitas nadal uśmiechał się z monitora niewzruszony. Po twarzy Kasi pociekły wielkie łzy. Chyba nigdy tak się nie męczyła. Zawsze było krótko – kocham albo spadaj! Teraz sytuacja była bardziej zagmatwana. Dla niej zupełnie nie do ogarnięcia. Poszła się wykapać i zmyć z twarzy resztki łez. Opanowała się. Ubrała w koszulę. Satynowa, czerwona – prezent od Krzysztofa – bardzo ja lubił a ona wyglądała w niej bosko. Bosko… tak jak w sukience na koncercie Vitasa – pomyślała. – Boże, jak go wyrzucić z pamięci?! Ja chyba oszaleję, co się ze mną dzieje – myślała. Z rozmyślań wyrwał ją przekręcany w zamku klucz. Wszedł Krzysztof, blady jak ściana. Ich spojrzenia spotkały się. Wszedł, zamknął drzwi. Kasia zauważyła olbrzymie naręcze róż…. Czerwonych róż…. Takich których na próżno od niego czekała tyle czasu, takich jakie dała Vitasowi…. Doczekała się. Krzysztof stanął, spojrzał na nią i wszystkie kwiaty rozsypały się u jej stóp. Spojrzała zaskoczona.
- To dla mnie?...- spytała cichym głosem
- Nie, nie dla ciebie. To dla kobiety, którą kocham najbardziej na świecie, dla której byłbym gotów porzucić dom, przyjaciół krąg i wszystkie dobra tego świata….
Zatkało ją. – Boże, poeta… - pomyślała. Więcej już pomyśleć nie zdążyła. Krzysztof przytulił ją do siebie, popatrzył w oczy i spytał:
- Mam rozkładać kanapę? – spytał szeptem wtulając się w jej długie czarne włosy
- Nie…. – usłyszał tak samo cichą odpowiedź.
Tej nocy wszystko było jak z innego świata. Poznawali się na nowo, jak dzieci bawiące się w berka po raz pierwszy. Cieszyli się bliskością swoich ciał, zachowywali spontanicznie. Kasia czuła, że z nikim jej chyba tak dobrze już nie będzie, zapomniała na tę noc o całym świecie, nawet o Vitasie. Nie pomyślała o nim ani razu, widziała tylko nad sobą czarne włosy Krzysztofa i czuła się bezpiecznie w jego ramionach.
Ranek był rześki i słoneczny. Wstała jak zwykle pierwsza. – Cholera – pomyślała wchodząc do kuchni i widząc rozsypane róże – nawet nie było czasu wsadzić ich do wody. Zaczęła zbierać kwiaty z podłogi. – Gdzie on znalazł w tak krótkim czasie tyle kwiatów? – zastanawiała się – Kwieciarnię obrobił czy przeleciał okoliczne klomby?. Z rozważań wyrwał ją liścik w złotej kopercie mieniący się złotym kolorem pomiędzy czerwonymi kwiatami. Podniosła i przeczytała:
„kocham cię za to żeś ty mi jedyna
piękną kobiecą objawiła duszę
że się przed tobą kolano ugina
I myśl o tobie każdą niesie trwogę
i niepokoi się tym, i pamięta
żeś może ty dla mnie za czysta, za święta…”
- O Boże! – pomyślała – on mnie aż tak kocha!
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

PostWysłany: Nie Paź 04, 2009 19:11 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




Zaraz przyszła inna refleksja. – Czy ja na niego zasługuję? Usiadła na krześle i tępo wpatrywała się w liścik. Kilka razy czytała wiersz. Tego jeszcze nie grali – pomyślała. Z zadumy wyrwała ją ręka Krzysztofa która spoczęła na jej ramieniu. Odwróciła się. Patrzył na nią z taką czułością, wiedziała że nie ma odwrotu.
- Wróć do łóżka bo się przeziębisz. Jesteś boso – zauważył – zrobię śniadanie. – W sumie czemu nie? – pomyślała. Jak chce niech robi i poszła do sypialni. Po kwadransie wszedł Krzysztof niosąc tacę. Postawił ją przed nią. Zaczęła już jeść kiedy powiedział:
- jest jeszcze jedna sprawa o której chciałbym z tobą porozmawiać – zrobił poważną minę. – Acha, zaczynają się schody – pomyślała i kanapka uwięzła jej w gardle.
- Pamiętasz jak parę miesięcy temu wspomniałem o ślubie? Zmieniłaś temat. Ale chciałbym jednak do tego wrócić – ciągnął. Wyjął z kieszeni małe pudełeczko, otworzył, postawił przed nią i zapytał:
- Kasiu, wyjdziesz za mnie?
Myślała że się udusi. Dobrze że miała kanapkę w ustach bo miała chwile na przeanalizowanie tego co usłyszała i potwierdzenie że to co usłyszała było naprawdę tym co usłyszała. Siląc się na naturalność wypaliła:
- zaskoczyłeś mnie - skłamała – jest piękny, nie trzeba było…
- Wyjdziesz za mnie? – nie ustępował – Kasiu ja nie chcę czekać. Jestem pewien swoich uczuć i wiem że tylko z tobą mógłbym być szczęśliwy. Odwzajemniasz moje uczucia? Nie wiedziała co powiedzieć. –Rach ciach babkę w piach – przeleciało jej przez myśl. Potem gromadka dzieci podobnych do Krzysztofa, domek z ogródkiem, pies, kot, gazeta i pilot od telewizora w ręce. Ogarnęło ją przerażenie.
- ja jeszcze nie chcę mieć gromadki dzieci! – wypaliła bez zastanowienia. Krzysztof, który już wiele słyszał określeń w jej wykonaniu tym razem zamarł.
- Ale ja nie zamierzam od razu „wyprodukować” gromadki dzieci – uspokoił ją
- Powiem ci wieczorem, dobrze?
- Dobrze – odparł – czekałem tyle to i do wieczora jeszcze dam radę. Tym razem Kasia nie mogła myśleć. Mimo iż powiedziała że jedzie do pracy , wzięła urlop. Skorzystała że Marta także dzisiaj siedziała w domu. Poszła do niej i od progu zawołała:
- Krzysztof poprosił mnie o rękę
- No i co? – Marta była wyraźnie podekscytowana – Oczywiście się zgodziłaś – zapytała jednak dla pewności
- Nie, powiedziałam że dam mu odpowiedź wieczorem. Marcie zrzedła mina.
- No ty to faktycznie jakaś wycięta z innej bajki jesteś od kiedy wróciłaś od tych ruskich. Ale coś ci powiem co znalazłam – podskoczyła jak oparzona. Zaciągnęła Kasię do komputera.
- Patrz! Czytaj na głos – rozkazała. Kasia zaczęła czytać bez entuzjazmu: „W przyszłym miesiącu…”
- Nie tu, nie tu, niżej! – rozkazała Marta. Kasia popatrzyła niżej na obszerny artykuł. Ale jej wzrok zatrzymał się na małym zdjęciu w rogu. Ze zdjęcia uśmiechała się promiennie postać Vitasa w czarnym garniturze
- O tu, od tego momentu czytaj! – była stanowcza. Kasia zaczęła czytać: „promocja Vitasa w Niemczech okazała się bardzo skuteczna. Jego płyty zyskują coraz bardziej na popularności, artysta przewiduje koncert w Niemczech po koniec października z czego cieszą się szczególnie wszyscy fani zafascynowani niesamowitymi możliwościami wokalnymi i charyzmą artysty porywającego tłumy…” . Dalej Kasia nie była w stanie już czytać. Czuła jak krew uderza jej do głowy, poczuła że jest jej słabo.
- No obudź się – wrzasnęła Marta – kochana ale ci się okazja trafiła! Niemcy to nie Tajwan czy Chiny. Teraz tylko skombinować bileciki i heja w tan! – trzasnęła Kasię w plecy. Przez chwilę Kasia miała wątpliwości co do poczytalności Marty. Może coś brała – pomyślała. Ale właściwie to niech bierze i całą paczkę skrętów wypali. Nie to było najistotniejsze. Koncert Vitasa. Tak blisko. W zasięgu reki…. Można by się wytłumaczyć. Myśli przelatywały jej przez głowę. Co robić, co robić? – zastanawiała się usiłując zebrać myśli.
- To co mam szukać bilecików? – zapytała wyraźnie podbudowana Marta. Kasia popatrzyła na nią i zastanowiła się
- Szukaj! – zadecydowała – W końcu koncert to nie zdrada a Krzysztof wcale nie musi nawet wiedzieć że na nim była
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

PostWysłany: Nie Paź 04, 2009 20:48 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




Nie pamięta jak dotarła do domu. Cud że nie wywołała wypadku i nie miała jakichś trupów na sumieniu. Kiedyś jakiegoś wujka czy kuzyna w Niemczech miała…. Tak, ale ostatnio jak go widziała to miała jakieś pięć lat więc teraz to ani on jej ani ona jego by nie poznała. Co wymyślić? Kolejna wycieczka? Ten numer chyba nie przejdzie. Siedziała w fotelu i intensywnie myślała. Przecież właściwie kochała Krzysztofa. Vitasa przecież nie mogła kochać. Wyznawała zasadę, że nie ma miłości od pierwszego wejrzenia. Od pierwszego wejrzenia może pojawić się jedynie pożądanie. I ta maksyma zazwyczaj okazywała się prawdziwa. Tak….. zazwyczaj. Zostało pożądanie. Czy ona go pożądała? Może i tak. A on ją? Może i by pożądał gdybym dłużej w tej garderobie posiedziała – uśmiechnęła się na tą myśl. Wieczór zbliżał się nieubłaganie. Lada moment przyjdzie Krzysztof. Co mu powie? Nie wiedziała bo kiedy się miała zastanowić? Ach ten Vitas, burzy jej spokój duch już dłuższy czas. Jak tak dalej pójdzie to wyleją ją z pracy a w najlepszym wypadku skierują w ramach urlopu zdrowotnego na obserwacje do szpitala psychiatrycznego. Wróciła myślami do Krzysztofa. Zdała sobie sprawę że to on, nie Vitas jest koło niej w trudnych chwilach, to jemu się wypłakuje w rękaw i tylko on jeden ze wszystkich jej chłopaków potrafił cierpliwie słuchać jak to ciężko jest mieć miesiączkę i jaka kobieta jest nerwowa udając przy tym jednocześnie że Kasię rozumie. On dbał żeby nie spaliła mieszkania gdy jej się zdarzało nawet wodę przypalić. On ja pocieszał gdy złamała tipsa i wydawało się jej że to koniec świata. A gdzie był wtedy Vitas? Nawet nie wiedział że gdzieś żyje taki mały robaczek jak ona. Z zadumy wyrwał ją głos Krzysztofa:
- Czekasz na mnie kochanie? – A na kogo innego – pomyślała w duchu – kolegę Vitasa przyprowadziłeś czy co?
- Tak czekam – powiedziała.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

PostWysłany: Nie Paź 04, 2009 20:49 Odpowiedz z cytatem
Rita
Maestro
Maestro
Dołączył: 09 Sie 2009
Posty: 1980
Skąd: Lubin




Zasiedli do kolacji. Panowała grobowa cisza. Każde z nich pogrążone było w myślach. Każde w innych. Po kolacji usiedli na kanapie. Kasia oparła głowę o ramię Krzysztofa. Zapytał:
- Powiesz mi co postanowiłaś?
- Tak. Postanowiłam…. – wiedziała że to co powie zaważy na całym jej życiu, że w tej chwili powie coś czego może będzie kiedyś żałowała ale z czego się na pewno wywiąże. Spojrzała w oczy Krzysztofa. Dostrzegła niepokój i powątpienie. – Czy przeczuwa co mu powiem – pomyślała.
- Postanowiłam…. – ciągnęła – Tak. Wyjdę za ciebie….. – spojrzała chcąc zobaczyć jak zareaguje.
Nie wierzył własnym uszom. Zgodziła się. Bał się, nie wiedział czy się zgodzi. Wiedział ze jest nieobliczalna. Czy dotrzyma słowa, czy nie ucieknie sprzed ołtarza – myśli tym razem kotłowały się w głowach ich obojga. Każde myślało o czym innym. Ona się zastanawiała czy dobrze zrobiła. Już nie było odwrotu. Patrzyła na swojego przyszłego męża i ojca swoich dzieci. W pewnym momencie wystraszyła się. – I to będzie już koniec? Nie będę już mogła żyć swoim życiem?... – myślała. On: - Czy będę umiał ja uszczęśliwić, czy będzie szczęśliwa?
Tego wieczoru nie rozmawiali za dużo. Był to bardzo dziwny wieczór. Zapadła tak ważna dla nich obojga decyzja. Kochali się, pragnęli swojego szczęścia, każde chciało nim obdarować drugiego. A mimo to nie było łez szczęścia, rzucania się na szyje i padania na kolana…. W łóżku leżeli przytuleni, niemo wpatrując się w sufit. Popatrzyła na niego. Patrzył przed siebie a z oczu spływały mu łzy. Uświadomiła sobie, że po raz pierwszy widzi jak płakał. Pomyślała, że może żałuje że ją poprosił o rękę, poczuła się nieswojo. Nie chciała żeby żałował. Przez myśl jej nie przeszło że mógłby płakać ze szczęścia. Ona raczej do romantyczek nie należała. Nie wytrzymała.
- Żałujesz? Żałujesz że się oświadczyłeś? Nie szkodzi….. – powiedziała cicho
odwrócił głowę i popatrzył w jej zdezorientowane oczy.
- Czy ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z tego co ja teraz czuję? – powiedział. Racja, nie wiedziała. Zawsze w sumie było tak że to on się nią opiekował. W wielu sprawach była żenująco niezdarna. Delikatność też w tej definicji się mieściła. Nie to co on.
- Nigdy w życiu nie byłem szczęśliwszy. To do mnie dopiero teraz dociera że się zgodziłaś – ciągnął – tak długo na to czekałem ale nie żałuję. Nie żałuję żadnej chwili spędzonej z tobą. Nawet wtedy, kiedy musiałem taksówką jechać i wyciągnąć ciebie zalaną w trupa z kawiarni, bo wieczór panieński twojej koleżanki się przedłużył – uśmiechnął się.
- Mam tylko nadzieję, że twój będzie wyglądał inaczej – Acha, bada teren – pomyślała.
Rano tym razem wstała kiedy Krzysztofa już nie było w domu. Na stole jak zwykle śniadanie i liścik. Ciekawe co tym razem wymyślił . Przeczytała: „jeżeli masz czyjeś serce- masz dom, na każdym miejscu, na którym staniesz…”. – Ale się chłopak rozmarzył – pomyślała. Nagle przypomniała sobie o rozmowie z Martą. Szybko się ubrała, nie zdążyła zjeść śniadania, makijaż praktycznie robiła stojąc na światłach. Weszła stanowczo do pracy kierując się od razu w stronę koleżanki.
- I co? Masz? – zapytała z błyskiem w oku. Marta spojrzała na nią z niewyraźną miną. – Nie mam. Nie ma. Sorry że ci nadziei narobiłam…. Kasia nie wierzyła własnym uszom. Miałaby nie dostać biletów??? Nie to chyba sen.
- Co ty gadasz?! Miałaś załatwić te pieprzone bilety, nie? Sama się zadeklarowałaś?! Mylę się? – prawie krzyczała
- No niby tak….- zaczęła Marta – problem w tym że tych biletów w sprzedaży to nie ma od jakichś dwóch miesięcy. Są praktycznie nie do dostania… - tłumaczyła przyjaciółce. Kasia opadła na krzesło. Wszystko stracone… A miała takie plany… Chciała tyle powiedzieć Vitasowi , wytłumaczyć. Chociaż zwracali się do siebie „pani”, „pan” miała wrażenie że zna go już długo. A teraz wszystko przepadło.
- A na portalach aukcyjnych patrzyłaś? –spytała z nadzieją
- Od rana nic innego nie robię tylko siedzę na każdym, niemieckie wszystkie znam już na pamięć – mówiła Marta. Widać było że jest jej naprawdę przykro
- Kasia przepraszam…..
- Nie szkodzi – odparła – powinnam się skoncentrować na Krzysztofie a nie na jakimś Vitasie – próbowała uspokoić koleżankę. W końcu będę panną młodą.
- Dobrze zrobiłaś – Marta lekko się uśmiechnęła – naprawdę. Zobaczysz, będziesz szczęśliwa. Nie zapomnij tylko o wieczorku panieńskim
- Możesz już czuć się zaproszona – odparła Kasia
Mijały kolejne tygodnie podczas których Krzysztof rozkwitał, Kasia zaczęła oswajać się z pojęciem „zaręczona”. Czasem tylko przypadkiem, kiedy Krzysztofa nie było wyszukiwała w Internecie zdjęć Vitasa. Patrzyła jak urzeczona w monitor. Przypominała sobie jak patrzyła w jego oczy w garderobie, jak śpiewała kiedy on trzymał mikrofon…. Na ta myśl uśmiechała się smutnie. Przypominała sobie jak bardzo ja fascynował. Uśmiech wywoływała zawsze myśl w jaki sposób dostała bilet. Czy to przeznaczenie? – pytała sama siebie. Już tylko trzy tygodnie do koncertu – pomyślała któregoś dnia. Zobaczę, może jednak jakieś bilety są – zaczęła nerwowo przeglądać portale aukcyjne. Nic nie znalazła. Siedziała wpatrując się w okno. Pogoda była coraz brzydsza. Lało jak z cebra. Postanowiła że ślub chce wziąć latem. Krzysztof nawet się ucieszył. Stwierdził że pojedzie do ślubu jak tylko będzie miała ochotę: limuzyną, bryczką czy na wozie drabiniastym. Chciała z Marta pójść poszukać jakiejś sukni. W końcu musi wyglądać anielsko. Nie chciała żadnej kiecki w stylu secesji amerykańskiej, na kilku kołach wyglądającej jak abażur na lampę. Myślała o czymś gustownym, ale delikatniejszym kroju. Upatrzyła sobie w katalogu nawet jedną sukienkę. Miały pojechać i ja obejrzeć. Czekała na Martę. W sklepie jednak Kasia zdębiała. Było tyle do wyboru i takie piękne. Sprzedawczyni zaczęła zachęcać Kasię do przymierzenia jakiejś. „Pewnie – w końcu każda z nich kosztuje majątek”. Rozważała skorzystanie z wypożyczalni ale odrzuciła ten pomysł. W końcu raz bierze ślub i sukienka raz będzie przez nią użyta. Tylko przez nią. A potem mogą sobie ją wypożyczać. Jej uwagę przyciągnęła suknia wisząca na manekinie. Była koloru ecru. Miała prosty krój, dołem była poszerzana. Kasia doszła do wniosku że ma pięknie uszyty gorset mimo, iż była jednoczęściowa.
- Pięknie podkreśli twoja nienaganną figurę – powiedziała Marta
- Też mi się podoba. Urokiem całej sukni był jej przód. Miała naszytą jakby kolejną warstwę materiału która była zebrana po jednej stronie akurat w pasie i przylegała ściśle do sukni. Materiał układał się prześlicznie. Wyglądał jakby Kasia była okryta skrzydłem ptaka, które zasłaniało gorset . Kasia przymierzyła ją.
- Boże, jak by cie teraz Krzysztof zobaczył to by padł pokotem – stwierdziła Marta. Rzeczywiście Kasia wyglądała olśniewająco.
- Dobierze pani do tego welon i buty i będzie naprawdę pięknie – powiedziała ekspedientka.
- Nie chcę żadnego welonu – odpowiedziała zdziwionej ekspedientce Kasia. Chcę za to długie rękawiczki z tego samego materiału, a do włosów…. Zamyśliła się. A do włosów jedną różę z materiału – czerwoną. Nie bardzo kolorystycznie ale ma być czerwona – powiedziała zdecydowanie Kasia.
- Daj spokój, welon możesz wziąć, może zmienisz zdanie. Czerwona? – biadoliła Marta.
- Tak, ma być czerwona – powiedziała stanowczo Kasia.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość

Wysłany: Nie Paź 04, 2009 20:49
Reklama





 Napisz nowy temat  Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi  
  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

POLSKIE FORUM FANÓW VITASA  

To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
    Powered by Active24, phpBB © phpBB Group. Designed for Trushkin.net | Themes Database