Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna
Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna Zaloguj Rejestracja FAQ Szukaj

Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna » Opowiadania » "Tajemniczy Przybysz" (Digus)
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
"Tajemniczy Przybysz" (Digus)
PostWysłany: Wto Lip 15, 2008 21:18 Odpowiedz z cytatem
Digus
Kierowniczka chóru ;)
Kierowniczka chóru ;)
Dołączył: 12 Lut 2008
Posty: 1084
Skąd: Kraków




Prolog

W oddali miedzy drzewami widzę mrugające światełko, które zachęca do dalszej drogi, napełnia ciepłem i radością. Wokoło szumiące cicho drzewa i szemrzący strumyczek. Idę powoli rozkoszując się napełniająca mnie euforią. Wszystko zdaje się uśmiechać do mnie - ptaki, drzewa nawet woda.
Zbliżam się i widzę chatkę z drewna. W oknach pali się światło z komina unosi się dym. Wygląda na przestronną ale i przytulną zarazem. Po cichu skradam się po schodkach na ganek. Ostrożnie stąpam po podeście aby skrzypnięciem desek nie zdradzić swojej obecności. Powoli cichu zbliżam się do okna. Jestem już blisko. W końcu udaje mi się podejść i mogę zajrzeć do środka.
Spoglądam na zalane światłem wnętrze, które obiecuje spełnienie wszelkich marzeń. W kominku wesoło buzuje ogień, na podłodze leżą wspaniałe puszyste dywany, które aż proszą się aby na nich spocząć. W rogu pokoju do odpoczynku zaprasza olbrzymia kanapa. Ale najważniejsze jest tuz przede mną. Środek pokoju zajmuje piękne pianino. Przy nim siedzi ON. Spokojnie gra swoją ukochana melodię. Widzę jak nuci, mogę nacieszyć oczy ruchem jego warg. Wypełnia mnie wizja jego palców przebiegających po klawiszach niczym najdelikatniejsza pieszczota. Mogłabym tak trwać w bezruchu w nieskończoność patrząc na niego. Ale nagle odwraca wzrok. Spogląda w stronę okna a mi serce zaczyna bić szybciej. Wstrzymuje oddech. Wstał. Idzie w stronę drzwi. Czy będzie zły kiedy mnie tu zobaczy??
Z przestrachem obserwuje jak powoli drzwi się otwierają. Stoi tam i patrzy na mnie tym swoim rozmarzonym wzrokiem. I nagle uśmiecha się.
Jestem szczęśliwa.
Tak, jestem szczęśliwa. Stoi w drzwiach, patrzy na mnie i się uśmiecha. Powoli wyciaga dłoń w moją stronę. Kiedy nasze dłonie się stykają czuję ze serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Splata swoje palce z moimi i każdym napiętym nerwem czuję jedwabista gładkość jego skóry. Koniuszkami palców wyczuwam delikatne włoski na jego dłoni. Jest cudowny.
Delikatnie, bez pospiechu wciąga mnie do środka. Zagłębiam się w tę oazę spokoju jaką jest jego dom. Wodząc palcami po mojej dłoni prowadzi mnie w stronę sofy. Zatrzymujemy się obok niej. Puszcza moją rękę, a ja odczuwam to jak fizyczny ból. Powoli unosi dłonie i zdejmuje mi kurtkę. Na wargach błąka mu się figlarny uśmiech. Czuję na twarzy jego oddech, wdycham jego zapach. Kładzie mi dłonie na ramionach i delikatnie popycha. Siadam na sofie a on kieruję się w stronę barku. Przynosi kieliszek czerwonego wina. Kiedy mi go podaje nasze palce znów się na moment stykają i czuje jakby iskra przeszła pomiędzy nami.
Nagle odwraca się i idzie w stronę pianina. Ja rozsiadam się wygodnie. Czekam. Wiem że będzie grał tylko dla mnie.
Zaczyna i do moich uszu dolatują dzięki jego muzyki. Zamykam oczy i słucham jego głosu. Pozwalam mu się wypełnić, unieść się razem z nim w przestrzeń. Czuje ze odpływam. Znikam. Zatracam się. Powoli otwieram oczy. Widzę, że patrzy na mnie. Uśmiecham się i spoglądam na jego palce. Widzę jak delikatnie muska nimi klawisze. Każdy ich ruch odbieram jak pieszczotę, bo to nie klawisze gładzi ale moją skórę. Wyobrażam sobie jego dotyk. Unoszę wzrok i napotykam jego spojrzenie rozmarzone, głębokie, pełne obietnicy. Przestaje grać, muzyka ucicha.
Wstaje i podchodzi do mnie. bierze mnie za ręce i przyciąga do siebie.
Czuje miękkość jego kaszmirowego swetra. Boję się spojrzeć mu oczy.
Delikatnie chwyta mnie za podbródek i unosi moją twarz. Widzę jego oczy, takie piękne patrzą na mnie z zachwytem. Nachyla się i wiem że to się stanie.....


Ostatnio zmieniony przez Digus dnia Wto Lip 15, 2008 21:37, w całości zmieniany 2 razy

_________________
Ни врагу я не дам, не дам ни другу.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora

Wysłany: Wto Lip 15, 2008 21:18
Reklama





PostWysłany: Wto Lip 15, 2008 21:23 Odpowiedz z cytatem
Digus
Kierowniczka chóru ;)
Kierowniczka chóru ;)
Dołączył: 12 Lut 2008
Posty: 1084
Skąd: Kraków




Rozdział 1
To jest najpiękniejszy mężczyzna jakiego w życiu widziałam – pomyślałam obserwując leżącą na brzegu rzeki nieruchomą postać. Pomimo tego, że był mokry, ubłocony, poobijany i podrapany emanowała od niego jakaś aura dostojności.
Stałam kilka metrów od niego. Widziałam wyraźnie, że jest nieprzytomny, a z niewielkiego rozcięcia na skroni sączy się krew. Wiem, że powinnam podejść i udzielić mu pomocy, ale coś trzymało mnie w miejscu i kazało patrzeć na niego. Po prostu stać i podziwiać jego urodę.
Był to wysoki mężczyzna, około 180 cm, może więcej, proporcjonalnej budowy. Ubrany w elegancki, drogi garnitur, białą koszulę i skórzane buty. Zdecydowanie mężczyzna z klasą.
Jednak to, co najbardziej przyciągało uwagę, to jego twarz. W tej chwili spokojna, można by powiedzieć wręcz anielska. Nieznajomy miał wyraźnie zarysowana szczękę, piękne kości policzkowe i zgrabny nos. Zamknięte oczy okalały długie, niemal kobiece rzęsy. Do tego miał cudownie zarysowane miękkie wargi. Mokre włosy, powoli wysychały na wietrze, tworząc niesforną plątaninę ciemnobrązowych kosmyków. Całości dopełniał blask słonecznych promieni, prześwitujących przez poruszane wiatrem liście w koronach drzew, tworząc wokół jego postaci migotliwą aureolę światła.
W końcu udało mi się skupić myśli i ruszyłam w jego kierunku, jednocześnie uważnie obserwując okolice w poszukiwaniu innych ludzi, nikogo jednak nie dostrzegłam.
Mężczyzna leżał w połowie na brzegu, ale nogi miał w ciąż w wodzie, co groziło wyziębieniem organizmu. Kiedy podeszłam bliżej zobaczyłam, że w jednej ręce nadal kurczowo ściska resztki gumowej tratwy, jaką zazwyczaj można znaleźć w podstawowym wyposażeniu samolotów. Prawdopodobnie gdzieś w okolicy musiał się rozbić, co oznacza, że w pobliżu może być więcej osób . Na razie jednak musiałam się zająć tym nieszczęśnikiem.
Uklękłam obok niego, sprawdziłam puls – był miarowy, podobnie jak głęboki i spokojny oddech. Poza raną na skroni kilkoma zadrapaniami i siniakami, nie zauważyłam większych zewnętrznych obrażeń. Nie wyczułam również żadnej opuchlizny, która mogłaby sygnalizować złamania. W takim wypadku chwyciłam mojego rozbitka i delikatnie wyciągnęłam na brzeg. Dzięki Bogu, że akurat wybrałam się na piknik i miałam w plecaku koc, którym mogłam go okryć. Zawsze też noszę przy sobie apteczkę, więc zaczęłam przemywać mu ranę. W tym momencie za nadgarstek z wacikiem nagle złapała mnie silna męska dłoń. Z krzykiem przerażenia usiadłam na ziemi obok niego. Spojrzałam mu w twarz i utonęłam w najgłębszych zielonych oczach, jakie dane mi było ujrzeć w życiu.
- Pomogi mienia… - wyszeptał nieznajomy.
***
O mój Boże! To cudzoziemiec!!
- Pomogi mienia - powiedział jeszcze raz, tym razem już głośniej i nieco pewniej.
Dwoje niesamowicie zielonych oczu nadal wpatrywało się we mnie z olbrzymią intensywnością.
I co ja mam mu odpowiedzieć? I w jakim języku? To chyba rosyjski, ale ja nie znam rosyjskiego. Co teraz z robić?
- I don’t speak russian - powiedziałam, ponoć angielski jest językiem uniwersalnym, więc może zrozumie.
- So help me - powiedział i uśmiechnął się do mnie. O Boże jak uśmiech rozjaśnia jego twarz. Jest taki piękny kiedy się uśmiecha.
-Czy coś cię boli? Możesz wstać?
- Boli mnie głowa, ale mogę chodzić – powiedział wstając, lecz w tym momencie zachwiał się i musiałam go podtrzymać. Poczułam grające pod jego koszulą mięśnie.
- Kręci mi się w głowie.
- Spokojnie, oprzyj się na mnie i powoli dojdziemy do mojej chatki, to niedaleko stąd.
Ruszyliśmy powoli i po kilku minutach dotarliśmy do mojego leśnego domku.
Mam w górach taką oazę spokoju. Kilkadziesiąt hektarów lasu i na środku tego drewniany domek. To spadek po dziadkach, teren prywatny o którym nikt nie wie. Przyjeżdżam tu kiedy chcę się wyciszyć. Bez radia i telewizji czy telefonu, kontakt ze światem jest prawie niemożliwy. Tylko ja, las i cisza.
I teraz on – nieznajomy.
Weszliśmy do domu. Musiał zdjąć to mokre ubranie, bo się przeziębi.
Posadziłam go na sofie i poszłam zrobić herbaty i rozpalić w kominku. Po kilku minutach wróciłam z ciepłym napojem, kocami i starym dresem mojego ojca.
Kazałam mu się przebrać a sama poszłam po apteczkę. Musze mu opatrzyć te zadrapania.
Kiedy wróciłam do pokoju akurat ubierał bluzę. Cudowny widok.
Podeszłam do sofy okryłam go kocami, wręczyłam kubek i zaczęłam przemywać jego rany. Najwyższy czas dowiedzieć się czegoś o tym człowieku.
- Jak się nazywasz?? I co się stało?
- Leciałem samolotem, moją awionetką i nagle…. Nie wiem, nie pamiętam – powiedział - a na jego twarzy odmalowało się przerażenie.- O Boże nie pamiętam nawet jak się nazywam ani kim jestem!
- Tylko spokojnie. Kiedy cię znalazłam leżałeś na brzegu i ściskałeś w ręce resztki pokładowej tratwy. Rana, którą masz na skroni i zawroty głowy wskazują na to, że dość silnie uderzyłeś głową o coś twardego. To prawdopodobnie spowodowało chwilowy brak pamięci.
- Czyli za niedługo wszystko sobie przypomnę? – zapytał z nadzieja patrząc mi w oczy.
-Tak. Sądzę, że za kilka godzin, najpóźniej za kilka dni wszystkie wspomnienia wrócą.
-A jeśli nie? Opiekujesz się mną, udzieliłaś mi schronienia a nawet nie wiesz kim jestem i jak się tu znalazłem.
Ma rację, ale cóż mogłam mu odpowiedzieć? Że wyrzucę go na dwór? Czy to, że te jego zielone oczy i piękny melodyjny głos zrobiły na mnie takie wrażenie, że najchętniej już na zawsze zostałabym z nim w tej pustelni nieważne kim jest. Że kiedy patrzę jak się uśmiecha moje serce wykonuje jakieś dziwne akrobacje. Że chcę się przytulić do niego i żeby jego długie, zgrabne palce gładziły moją skórę? I może być nawet mafijnym bossem wszystko mi jedno? Tego mu raczej nie powiem.
- Mamy wtorek. Jeśli do niedzieli nic sobie nie przypomnisz – mówiłam kończąc opatrunek – skontaktuje się z moim znajomym, który przywozi mi prowiant raz w tygodniu i podejmiemy decyzję. Zapewne do tego czasu już będą trwały poszukiwania i on będzie już wiedział kim jesteś. Ale na pewno sobie przypomnisz.- powiedziałam naklejając ostatni plaster. A teraz powinieneś coś zjeść i iść spać.
- Dobrze, skoro tak uważasz.-powiedział sennie.
- Tak. Na stole czeka kolacja, a w pokoju obok pościelone łóżko.
- Nie wiem jak ci dziękować. Może chociaż ty powiesz mi jak masz na imię?
- Pola. Mam na imię Pola.
- A więc Polu dziękuję ci za wszystko co dla mnie robisz. I życzę dobrej nocy – powiedział biorąc mnie za rękę.
- Dobranoc przybyszu – powiedziałam z uśmiechem odwzajemniając uścisk. – Wyśpij się.
Chociaż ty się wypij, pomyślałam.
Mnie bowiem czeka bezsenna noc pełna rozmyślań.

_________________
Ни врагу я не дам, не дам ни другу.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora

PostWysłany: Wto Lip 15, 2008 21:24 Odpowiedz z cytatem
Digus
Kierowniczka chóru ;)
Kierowniczka chóru ;)
Dołączył: 12 Lut 2008
Posty: 1084
Skąd: Kraków




Rozdział 2
Dwie godziny później leżałam już w łóżku rozmyślając o moim tajemniczym gościu.
Kim jest ten mężczyzna? Skąd się tu wziął? I dlaczego tak na niego reaguję?
Wiem, że leciał własną awionetką, że nosi drogie markowe ubrania, wysławia się biegle w dwóch językach i jest szalenie kulturalny, co pozawala mi sądzić, że mam do czynienia ze światowym człowiekiem. Może to jakiś rosyjski businessman? Chociaż z drugiej strony mafijni bossowie również się tak prezentują. Czy to możliwe, że mam z takim do czynienia?
Zaczynam żałować, że nie mam tu chociaż telefonu, mogłabym zadzwonić do kogoś i dowiedzieć się czegoś. Może trwają już jakieś poszukiwania? Pewnie ma jakąś rodzinę, która się o niego martwi. Zastanawia mnie tylko, skąd ten strach w jego oczach? Wiem, że nie pamięta nawet kim jest, ale to nie ten rodzaj strachu. To coś innego. Strach, ale jednak przemieszany ze złością. Chociaż złość jest za słabym określeniem. W tych jego zielonych oczach kryje się wściekłość. Czyżby, mój tajemniczy nieznajomy, ktoś wyrządził ci aż tak wielką krzywdę, że nienawidzisz? A jeśli tak, to co takiego ci zrobili?
I dlaczego tak na ciebie reaguję? Czemu serce mi łopota, kiedy cię widzę. Co takiego masz w sobie? Owszem, jesteś szalenie przystojnym mężczyzną. Masz piękne oczy, cudowne usta, wspaniałe ciało – ale ja cię nie znam! Nawet nie wiem jak się nazywasz!
O Boże ależ jestem rozpalona. I to od samego myślenia o nim. Idę pod prysznic, muszę trochę ochłonąć…
Wyszłam z pokoju i ruszyłam w kierunku łazienki. W połowie drogi między pokojem, w którym śpię a łazienką jest pokój gościnny. Przechodząc obok, przystanęłam i cichutko uchyliłam drzwi, żeby sprawdzić czy czegoś mu nie trzeba. Spał niespokojnie, wiercił się, zdjął górę od piżamy. Chyba coś mu się śni. Ale zostawię go. Niech śpi. Poszłam jeszcze do kuchni nalałam sobie szklankę wody.
- Nie, nie, astawtje mienia w pakoje!
O Boże on krzyczy! Szklanka wypadła mi z dłoni i rozbiła się o podłogę. Pędem rzuciłam się w kierunku jego pokoju.
- Pazwotje mnie ujai! Astawtje mienia w pakoje!
Wpadłam do pokoju jak burza. Mężczyzna rzucał się na łóżku i krzyczał z całych sił. Ale miał zamknięte oczy. Coś złego mu się śniło.
-Niet, Boże, pomaści!
Podbiegłam do niego i zaczęłam nim potrząsać.
- Obudź się! - krzyknęłam – To tylko zły sen, obudź się proszę!
Dalej rzucał się w pościeli. Musiałam złapać go za nadgarstki, bo prawie mnie uderzył. Wyglądało to tak, jak gdyby chciał się przed kimś obronić.
- No proszę cię obudź się w końcu! – krzyknęłam jeszcze głośniej.
I wtedy otworzył oczy. Było w nich tyle strachu i złości, że aż się przeraziłam. Puściłam go.
Popatrzył na mnie już trochę przytomniej, ale wciąż bardzo szybko łapał oddech.
- Już spokojnie, to był tylko zły sen. Coś ci się śniło. Jestem tutaj.
- Co się stało? – zapytał.
- Krzyczałeś przez sen. Musiało ci się przyśnić coś złego. Pamiętasz, co to było?
- Nie wiem. Nie, nie pamiętam. – powiedział ze złością wstając z łóżka. Zaczął chodzić nerwowo po pokoju przeczesując dłońmi włosy.
- Postaraj się uspokoić, to może coś ci się przypomni. Ja nawet nie rozumiałam, co krzyczałeś.
- Dobrze już – odpowiedział rozdrażniony – ale nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak ja się czuję nie wiedząc, kim jestem.
- Wiem, przepraszam. Ale mi też nie jest łatwo. Jesteś obca osobą, a mimo to przyjęłam cię pod swój dach. Nie wiem, kim jesteś, skąd pochodzisz, czym się zajmujesz, ile masz lat, nawet nie wiem jak się nazywasz! Może jesteś maniakalnym mordercą albo gwałcicielem –skąd mam to wiedzieć! Chcę tylko, żebyś się uspokoił i postarał się przypomnieć coś sobie. – krzyczałam zdenerwowana – A ty na mnie napadasz. Jesteś moim gościem i chyba mam prawo domagać się odrobiny szacunku. Witaj w realnym świecie! - ostatnie zdanie z nerwów wypowiedziałam po polsku.
Zobaczyłam jak jego oczy szeroko otwierają się ze zdziwienia. Czy to możliwe, że to zdanie coś mu przypomniało? Wyglądał na naprawdę wstrząśniętego.
- Co to znaczy to, co powiedziałaś? – zapytał
- Witaj w realnym świecie. To w moim ojczystym języku. Jesteśmy w Polsce.
-Powtórz to. Ale tylko pierwszy wyraz!
-Welcome.
-Nie! – krzyknął - po polsku.
-Witaj.
Zobaczyłam szok na jego twarzy. On coś sobie przypomina. Czy ktoś z nim rozmawiał po polsku?
- Witaj – powiedziałam jeszcze raz.
Usiadł na fotelu. Zamknął oczy, pocierając palcami skronie. Widać było, że intensywnie myśli, że stara się sobie przypomnieć, z czym mu się to kojarzy.
Nagle uniósł głowie i popatrzyła na mnie ze zrozumieniem. Zobaczyłam na jego twarzy delikatny uśmiech.
-Co sobie przypomniałeś?
- Witaj – uśmiechnął się - podobnie brzmi.
-Ale do czego?- nic z tego nie rozumiałam.
- Witaj i Witalij. Mam na imię Witalij.- uśmiechał się coraz szerzej. –Mama na imię Witalij, Polu przypomniałem sobie jak mam na imię!
Podszedł do mnie i objął mnie mocno. To cudownie - pomyślałam. Wiemy już, jak masz na imię.
Podniosłam głowę i popatrzyłam na niego. Cieszył się, ale coś było nie tak.
- O co chodzi – zapytałam – widzę, że coś jest nie tak.
- O sposób, w jaki to sobie przypomniałem - powiedział jednocześnie sadzając mnie na kanapie i siadając koło mnie. Nadal nie puszczał moich dłoni. – Wykrzyczałaś to słowo. I tak samo ktoś wykrzykiwał moje imię.
- Kto taki? Mężczyzna czy kobieta? - dociekałam.
- Nie jestem pewny. Chyba mężczyzna. I krzyczał je w złości. A potem stało się coś złego.
- Co się stało?
- Nie wiem dokładnie. Widzę to wszystko jak przez mgłę. Lecę moją awionetką, chyba uciekam przed kimś….. mam słuchawki na uszach i w nich słyszę ten głos wykrzykujący moje imię. To męski głos, teraz jestem pewien.
- I co dalej?
- O Boże to jest trudne. Ale wiem, że coś złego się wtedy stało. Po tym, kiedy usłyszałem ten głos. Nie, przepraszam, to jest za trudne.
- Spokojnie – przytuliłam go – ważne, że cokolwiek sobie przypomniałeś.
- Wiem. Ale coś sprawia, że się boję i chcę się ukryć.
- Tutaj jesteś bezpieczny. Do przyszłego tygodnia nikt nawet nie będzie wiedział, że tu jesteś.
- Dziękuję. Naprawdę dziękuje ci za wszystko, co dla mnie robisz. Jesteś niesamowitą kobietą Polo - powiedział układając się na kanapie i kładąc mi głowę na kolanach.
- Nie masz za co dziękować. W takiej sytuacji postąpiłabym identycznie za każdym razem – powiedziałam przeczesując palcami jego jedwabiste włosy.
- Postaraj się usnąć, jestem przy tobie.
Siedziałam tak do rana, z jego głową na kolanach, bawiąc się jego włosami i zastanawiając, co też mogło się mu przytrafić. A on w tym czasie usnął i spokojnie spał.

_________________
Ни врагу я не дам, не дам ни другу.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora

PostWysłany: Wto Lip 15, 2008 21:29 Odpowiedz z cytatem
Digus
Kierowniczka chóru ;)
Kierowniczka chóru ;)
Dołączył: 12 Lut 2008
Posty: 1084
Skąd: Kraków




Rozdział 3
Obudził mnie zapach kawy.
Leżałam w łóżku z zamkniętymi oczami. Gdzieś za oknem ćwierkał jakiś ptak, drzewa szumiały poruszane delikatnymi powiewami wiatru. Przez przysłonięte zasłony do pokoju wpadały przebłyski słońca rysując pod moimi powiekami istną feerię barw.
Przytuliłam się mocno do poduszki i z przyjemnością wdychałam zapach konwaliowego płynu do płukania przemieszanego z zapachem kawy. Zaraz. Konwalie? Moja pościel nie pachnie konwaliami, gdzie więc jestem? I skoro ja leżę w łóżku to skąd się wziął ten zapach kawy?
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że pokój w którym się znajduje to pokój gościnny. Ale co ja tu robię? Siedziałam chwilę wpatrując się w refleksy światła tańczące na pościeli i usiłując zebrać rozbiegane myśli. Nagle zalały mnie wspomnienia wczorajszego dnia i nocy. Rzeka, rozbitek, nocne krzyki i rozmowa. A więc to nie był sen, mój tajemniczy przybysz jest realny, ma na imię Witalij i zapewne to właśnie on jest sprawcą tego cudownego zapachu kawy.
Wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę kuchni. Stąpałam na palcach, a że miałam bose stopy kiedy stanęłam w drzwiach od kuchni mój gość mnie nie usłyszał, więc po raz kolejny mogłam mu się przyjrzeć.
A było na co popatrzeć. Musiał brać niedawno prysznic bo zastałam go jeszcze mokrego ubranego jedynie w owinięty wokół bioder ręcznik. Stał plecami do mnie cos pichcąc przy kuchence. Z mokrych włosów woda skapywała mu na kark, spływała kroplami między szerokimi barkami, wzdłuż kręgosłupa niknąca pod ręcznikiem. Na muskularnych ramionach pod wpływem podmuchu wiatru pojawiła się gęsia skórka.
Odwrócił głowę w stronę okna mogłam wiec podziwiać jego piękny, klasyczny słowiański profil. Na jego skórze tańczyły promienie słońca, mieszał coś na patelni i cicho nucił pod nosem jakąś piosenkę. Wyglądał na spokojnego.
- Kawy? – zapytał i odwrócił się w moją stronę. Spojrzał na mnie i wybuchnął śmiechem.
W tym momencie dotarło do mnie jak głupio musiałam wyglądać. Opatulona w wielki, męski szlafrok, opierałam się o drzwi kurczowo zaciskając palce na framudze i wpatrując się w niego szeroko otwartymi oczami. Nawet usta miałam otwarte. Jak jakaś wygłodniała desperatka!! Jak ona dalej tak będzie na mnie patrzyła to zaraz zemdleję!!
- Tak, chętnie – wzięłam się w garść i szczelniej owinęłam szlafrokiem. – Z mlekiem i cukrem. Moja ulubiona.
- Moja też – powiedział z naciskiem i popatrzył mi głęboko w oczy – Wziąłem prysznic.
I uprzedzając twoje pytanie, kiedy się obudziłem spałaś koło mnie w takiej dziwacznej, niewygodnej półsiedzącej pozycji, więc cię położyłem i poszedłem się rozejrzeć. Zaglądałem do ciebie jakieś pól godziny temu, spałaś słodko jak małe dziecko, więc nie chciałem cię budzić – popatrzyła na mnie czułością.
Znowu odpłynęłam. Za każdym razem kiedy na mnie patrzył w jego oczach zapalały się jakieś figlarne iskierki, a na ustach błąkał się figlarny uśmiech. Przez głowę przemknęła mi niesamowita myśl, ze może ja mu się podobam.
Nie, to niemożliwe. To raczej dlatego, ze od wczoraj prezentuje się jak jakiś rozczochrany potwór w worku na kartofle. Wczoraj umazana trawą i błotem, dzisiaj nieuczesana i bez makijażu. Musze się jakoś zaprezentować, ale w co by się tu ubrać? Zielona bluzka bez pleców? Albo ta długa zwiewna czarna suknia…
Moje przemyślenia nad doborem odpowiedniej garderoby przerwał jakiś nieprzyjemny zapach. Ocknęłam się z zamyślenia i zauważyłam, że on też mi się przygląda z nieobecnym wyrazem twarzy. Pociągnęłam mocno nosem i zlokalizowałam źródło tajemniczego zapachu.
- Witalij – spojrzał na mnie teraz już przytomnie – nie wiem co robiłeś, ale to się już zdecydowanie nie nadaje do jedzenia.
- o Boże, moja jajecznica!! – zaczął się miotać z patelnią w dłoni, ścigany moim śmiechem. – To nie jest zabawne. Co teraz będziemy jeść skoro nic poza tym nie ma w lodówce?
- Spokojnie. Nie spodziewałam się gościa, więc nic nie przygotowałam. Zapasy są w schowku, a w piwniczce mam zamrażarkę. Mam jedzenia na 3 tygodnie.
- Dzięki Bogu – aż westchnął z zachwytu.
- Żarłok – wybuchnęłam śmiechem. Ten facet wprawia mnie w strasznie radosny nastrój- idę po coś do jedzenia, a ty się może ubierz bo się rozchorujesz w końcu.
Pognałam do pokoju, przyczesałam włosy, ubrałam się - jeansy i koszulka musza wystarczyć, i poszłam po prowiant. Po kilku minutach wróciłam do kuchni gdzie za stołem zastałam mojego gościa. Czekał na mnie również kubek kawy i błagalne spojrzenie.
-Jeść. Proszę.
Znowu zaczęłam się śmiać.
- Ok. Zrobię śniadanie i postaramy się jakoś uporządkować to co o tobie wiemy. – po chwili kładłam na stole kilka talerzy z różnymi smakołykami – smacznego. Rzuciła się na jedzenia jak jakiś wygłodniały wilk.
- Dobra ty jedz, a ja będę mówić. Masz na imię Witalij. Jesteś Rosjaninem. Zapewne jesteś bogaty, skoro miałeś własną awionetkę. Potrafisz pilotować i ktoś cię ścigał, z tego co pamiętasz mężczyzna. Boisz się go i jesteś na niego wściekły. Coś jeszcze?
- W sumie nie wiem – zamyślił się popijając kawę – śniła mi się dziś jakaś kobieta.
- Jak wyglądała? – no pięknie. Kobieta.
- Dosyć wysoka blondynka. Młoda. Długie, proste włosy. Niebieskie oczy. Wołała mnie.
- Znasz ją? Wiesz kto to?
- Nie wiem. To znaczy nie pamiętam. Bo gdzieś we mnie tkwi przekonanie, ze dobrze ją znam. Ale kim dla mnie jest nie mam pojęcia.
- Spokojnie, wszystko ci się przypomni- kim ona może być? Siostra, dziewczyna, żona. Znowu spojrzałam na jego dłonie. Zachwyciłam się długimi delikatnymi palcami i nie dostrzegłam śladu obrączki. Więc chyba nie żona. - Coś jeszcze? Coś mówiła?
- Wołała mnie po imieniu i prosiła żebym wracał. Gdzieś tam był też ten mężczyzna, słyszałem jego głos. Też krzyczał że ma wracać, ale on nie prosił, on mi rozkazywał. Wiem, że go nie posłuchałem i gdzieś odszedłem ,a wtedy ona krzyknęła jeszcze, że to nie jej wina.
- Ale co?
-Nie wiem bo wtedy się obudziłem. Czułem, że jestem wściekły, ale jednocześnie wolny. Jakbym się wyrwał z jakiegoś więzienia. I czułem że jestem nie jestem bezpieczny.
- Tutaj jesteś bezpieczny. Nikt cię tu nie znajdzie. Fragmenty twojej przeszłości będą do ciebie wracały. Do końca tygodnia już coś będziemy wiedzieć.
- Dziękuję ci – wziął mnie za rękę.
Jego palce zaplotły się z moimi palcami. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, oddychaliśmy jednym rytmem i czułam, że nasze serca też tak biją. Wiedziałam ze w tej chwili w moim życiu stało się coś ważnego. Miałam świadomość, że ten mężczyzna niezależnie od tego kim jest już na zawsze pozostanie w moim sercu. I że nieważne jest dla mnie kim jest ta kobieta bo będę o niego walczyła.
Bo jesteśmy sobie przeznaczeni.

_________________
Ни врагу я не дам, не дам ни другу.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora

Wysłany: Wto Lip 15, 2008 21:29
Reklama





 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  
  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

POLSKIE FORUM FANÓW VITASA  

To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
    Powered by Active24, phpBB © phpBB Group. Designed for Trushkin.net | Themes Database