Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna
Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna Zaloguj Rejestracja FAQ Szukaj

Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna » Opowiadania » "Niespełnione pragnienia" (Aiku)
Napisz nowy temat  Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
"Niespełnione pragnienia" (Aiku)
PostWysłany: Sob Maj 31, 2008 00:08 Odpowiedz z cytatem
Bagi
Dyrektorka opery ;)
Dyrektorka opery ;)
Dołączył: 23 Lut 2008
Posty: 4030
Skąd: Bytom




przeniesione posty - Aiku
-------------------------------------------------------------------------------------


Wracała właśnie z pracy kiedy jakiś samochód zajechał jej drogę.
- Aga! Od godziny Cię szukam. - z samochodu wysiadł dawno nie widziany znajomy. A właściwie przyjaciel ze studiów.
- To nie znaczy, że masz mnie straszyć. A tak w ogóle to co Ty tu robisz? - zapytała.
- Przecież mówię,że szukam Ciebie.Jadłaś już obiad?
- No właśnie idę coś upichcić.
- To dzisiaj sobie daruj.Wsiadaj.- otworzył przed nią drzwi samochodu.- Jedziemy do restauracji mamy.
Na miejscu Wiktor wyjaśnił jej po co przyjechał.
- Mam urodziny.Trzydziestkę.Robię imprezę i chciałbym Cię zaprosić.
- Doceniam to,że fatygowałeś się osobiście ale nic z tego.- odmówiła.
- Guśka,wiem że mnie nie kochasz ale musisz przyjechać.Potrzebuję twojej pomocy...- przyznał.
- Gdzie ta impreza?
- W domu wczasowym dziadków.W tamtym roku go przejąłem i przerabiam na hotel.Będziemy mieli dla siebie cały dom.Naliczyłem około pięćdziesiąt osób.
- Zwariowałeś?!
- Sami znajomi.Wiesz,że tylko do Ciebie mam zaufanie i dlatego proszę Cię o pomoc.To będzie długi weekend.Ja mam dziewczyny które wszystkim się zajmą ale potrzebuję pomocy przy rozlokowaniu gości..No wiesz,kto z kim,koło kogo...Poza tym z moich znajomych tylko Ty jedna znasz rosyjski a będą znajomi z Rosji i będę potrzebował kogoś kto się nimi zajmie.Proszę Gusia...Zgódź się...
Jak zwykle nie potrafiła mu odmówić.Obiecała,że przyjedzie dwa dni przed imprezą bo wtedy mieli przyjechać Rosjanie.Oczywiście jak to u niej często bywało,wypadł jej nocny dyżur i na dworzec szła prosto z pracy.Wiktor czekał na nią na peronie.Pojechali do domu w którym miała się odbyć impreza.Oprowadził ją po posiadłości i opowiedział jakie zmiany zamierza wprowadzić.Pokazał jej pokój i zostawił ją żeby mogła się odświeżyć przed obiadem.Przy obiedzie Wiktor otworzył butelkę wina.Nawet nie zauważyła kiedy pojawiła się kolejna.W końcu o osiemnastej stwierdziła,że nie ma już siły i nie będzie czekać na gości z Rosji,tylko idzie spać.W końcu miała za sobą nieprzespaną noc.
Kiedy się przebudziła,usłyszała jakieś śpiewy,śmiechy i nawoływania.Pomyślała,że to pewnie ci Rosjanie bawią się z Wiktorem i z powrotem zasnęła.Obudziło ją uczucie ciężkości na piersiach i jakieś ciche posapywanie.Otworzyła oczy i na swojej piersi zobaczyła męską dłoń.Była zbyt delikatna i zadbana jak na Wiktora.Spojrzała w bok i ujrzała jego twarz.Była piękna.Przez chwilę przyglądała mu się z zachwytem.Mężczyzna uśmiechał się przez sen.Pomyślała,że musi mu się śnić coś miłego.Nagle przysunął się do niej i na biodrze poczuła jego męskość.Zajrzała pod koc i odkryła,że jest nagi.Westchnęła.Delikatnie wysunęła się z łóżka,założyła szlafrok i poszła obudzić Wiktora.Ten spał w najlepsze.No cóż,była dopiero szósta rano.Chwilę jej zajęło,żeby w końcu otworzył oczy.Spojrzał na zegarek i na nią.
- Kobito,daj pospać.- jęknął.- Teraz mi się nie chce...
- Obudź się wreszcie.-potrząsnęła nim jeszcze raz.
- Co się dzieje? - przeciągnął się.
- W moim łóżku,w najlepsze,śpi sobie mężczyzna przecudnej urody...
- I Ty mnie budzisz?Jego wykorzystaj.
- Nie denerwuj mnie.Kto to jest i co robi w moim łóżku?
- A jak wygląda?Bo jest ich trzech...
- Młody,przystojny,ma ciemne włosy...i jest goły.-dodała.
- A to Witalik.Ale co on u Ciebie robi?Goły mówisz?
- No właśnie.
Wiktor wstał,założył spodnie i poszli do jej pokoju.Mężczyzna jakby się przebudził.Przeciągnął się zadowolony,otworzył oczy i zamarł.Wiktor postanowił go dobić i zażartował:
- Dzień dobry.Widzę Vitas,że poznałeś już moją narzeczoną.- objął ją.- I jak,fajna czy nie?
- Nie strasz chłopaka bo zacznie się jąkać.- szturchnęła go widząc przerażenie w oczach mężczyzny.
- Dobra.Co Ty tu robisz?I gdzie masz jakieś ubranie?
Vitas zajrzał pod koc i twarz najpierw mu zbladła a po chwili oblał ją rumieniec wstydu.
- Dobra chłopcy.To Wy się tu dogadajcie a ja idę do łazienki.- zostawiła ich samych bo aż przykro jej było patrzeć na tego biedaka w łóżku.
Kiedy wyszła z łazienki pokój był pusty.Pościeliła łóżko,otworzyła okno i usłyszała jakieś stukanie.Pomyślała,że Wiktor remontuje budynek,więc pewnie robotnicy się tłuką.Wyjęła z walizki sukienkę,w której miała wystąpić na imprezie i kiedy wieszała ją na wieszaku,znów usłyszała pukanie,tym razem do drzwi.
- Proszę.- zawołała.
Do pokoju wszedł mężczyzna o wyglądzie typowego dresiarza.
- Przepraszam,że przeszkadzam ale czy korzysta pani jeszcze z łazienki?Zostawiła pani zamknięte drzwi a Vitas chciałby wejść.
Dopiero teraz zorientowała się,że pokoje połączone są łazienką i dotarło do niej jak Vitas trafił do jej łóżka.
- Nie,już nie korzystam.Zapomniałam otworzyć.Myślałam,że tamten pokój jest wolny.
- Nie.Wiktor nas tam ulokował.Jestem Andriej.- przedstawił się.
- Agnieszka.Przekaż Vitasowi,że jak skończy to czekam na Was w kuchni ze śniadaniem.
W kuchni siedział już Wiktor.Posadził Agnieszkę przy stole,obsłużył i usiadł na przeciw.
- Opowiadaj.
- Ale co?- zapytała zdziwiona.
- No jak było...
- Wiktor,jest siódma rano,Mam lekkiego kacyka po tym Twoim winie a Ty zadajesz jakieś zagadki.Proszę wprost.
- Przeleciał Cię?No Vitas.Przecież nie powiesz mi,że tylko spaliście.
- Co mam Ci powiedzieć?Nie wiem co się działo.Jak się obudziłam to już był...
- Cholera,szkoda.Wszyscy twierdzą,że jest...wykastrowany.- szepnął.
Zakrztusiła się kawą.Chwilę dochodziła do siebie.
-Nie jest.- uśmiechnęła się na wspomnienie tego co widziała.- A skąd takie przypuszczenia?
- Widzisz,Vitas jest piosenkarzem.Bardzo popularny w Rosji i Azji...Ma unikalny głos.Śpiewa kontratenorem.Wyciąga takie nuty,że normalny facet nie da rady.No wiesz,taki Farinelli.Ma chyba z pięć oktaw.- podzielił się swoją wiedzą na temat Vitasa.
- Nigdy o nim nie słyszałam.Znaczy o Vitasie.Ale z tego co zauważyłam to wszystko ma na miejscu.- znów się uśmiechnęła.
Do kuchni weszło trzech mężczyzn.Vitas unikał wzroku Agnieszki.Wiktor przedstawił ich sobie i zaczęli rozmowę.
- Słyszałem,że Witalik zdążył już narozrabiać.- odezwał się Siergiej.
- Nic się nie stało.- uśmiechnęła się widząc minę Vitasa.- Zdarza się.
- Zwłaszcza jak się trochę za dużo wypije.Po prostu poszedł w nocy do łazienki i wyszedł drugimi drzwiami...Ale,że nie zauważył,że tam ktoś już śpi to nie wiem jak to mogło być.- Siergiej rozłożył ręce.
- Może myślał,że to Andriej.- próbował ratować sytuację Wiktor.
- Taa,a on miał go pilnować.- pogroził mu palcem.
Vitas wstał od stołu i wyszedł.Wiktor spojrzał na Agnieszkę,zrozumiała.Wyszła za nim.Złapała go na schodach.
- Zaczekaj.- przytrzymała go za rękę.- Przejdziemy się po ogrodzie czy nie chcesz mnie znać?
Spojrzał jej w oczy i zobaczyła w nich smutek pomieszany ze wstydem.Spojrzenie miał takie jak lubiła.Zatonęła...
- To jak,idziesz?- pociągnęła go za sobą.
Poddał się jak dziecko.Myślała,że rozluźni się na zewnątrz ale on cały czas patrzył w ziemię i nie miał zamiaru się odezwać.W końcu posadziła go na ławce i usiadła obok.
- Nie wiem ,dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać ale to chyba ja powinnam się gniewać.W końcu nie co dzień budzę się obok obcego mężczyzny.Właściwie to taka sytuacja zdarzyła mi się pierwszy raz w życiu.Owszem ,nie byłam całkiem trzeźwa ale nie pamiętam,żebyśmy się poznawali...
- Przepraszam.- szepnął w końcu.- Nie wiem jak to się stało.Byłem pijany...
- Ja myślę,że było tak jak mówił Siergiej.Uwierz mi,nic takiego się nie stało.Możesz normalnie ze mną rozmawiać.Nie jestem zła.Naprawdę.- starała się mówić najłagodniej jak potrafiła.
- Dzięki.- widać było jak odetchnął.- Ładnie tutaj.
- No...Zawsze lubiłam tu przyjeżdżać.Jeszcze jak żyli dziadkowie Wiktora.Jego babcia była cudowną kobietą.
- Ty naprawdę jesteś jego narzeczoną?- spytał.
- Nie.-zaśmiała się.- Wiktor to złośnik.Jak zobaczył Twoją minę to nie mógł się powstrzymać od żartu.Widzę,że Cię to męczyło.
- Nie będę ukrywał,że tak.W końcu jestem jego gościem.Nie darowałbym sobie,gdyby przeze mnie miał Cię stracić...
- Jedyne co mnie łączy z Wiktorem to resztki studenckiej przyjaźni...A Ty skąd go znasz?
- Siergiej załatwiał z nim jakieś interesy.Nie znam się na tym.
- A jak to jest z Waszą trójką?Kto jest kim w tym związku?
- Ja jestem piosenkarzem...Siergiej jest moim menagerem a Andriej ochroniarzem.
- Czyli Ty jesteś najważniejszy.
- Nie.Tak to tylko wygląda.Ja mam tworzyć,śpiewać a całą resztą zajmuje się Siergiej.Gdyby nie on,nie byłoby mnie tam gdzie teraz jestem.
Chwilę jeszcze porozmawiali o sobie i już w wyraźnie lepszym nastroju ,zwłaszcza Vitas,wrócili do hotelu.

Przez resztę dnia Agnieszka była zajęta przy przygotowywaniu pokoi dla gości,a po obiedzie razem z dziewczynami z obsługi zabrała się za przygotowywanie niespodzianki dla Wiktora.Andrieja postawiły na straży i zabroniły mu wpuszczać kogokolwiek do kuchni.Dziewczyny upiekły ciasto na tort i robiły krem do przełożenia.Co jakiś czas do kuchni zaglądał Vitas a Agnieszka odsyłała go to z sokami,to z jakimiś zakąskami.Kilka razy dostał łyżką po palcach bo podjadał krem z miski.W końcu przyszedł z wiadomością,że chłopcy wypytują o Agnieszkę i chyba nie utrzyma ich z daleka bo skończył się alkohol.Agnieszka sięgnęła do lodówki i podała mu butelkę wódki.Przez jakiś czas miały spokój i mogły spokojnie dokończyć - swoje dzieło.Prawie skończyły i sprzątały kiedy mężczyźni ze śpiewem wtoczyli się do kuchni.Wiktor podszedł do Agnieszki ,objął ją w pół,westchnął i powiedział:
- Patrz Siergiej.To jest kobieta,której ja mógłbym dać wszystko.
- To dawaj.
- Dałem...
- I co?- Spytał Siergiej patrząc na Agnieszkę.
- Ona nie wzięła.Nie chciała.- powiedział smutno.
- Dlaczego?
- Kocha innego.- odsunął się od niej.-Kobieto,dasz nam jeszcze wódki?
- A nie macie już dosyć?
- Nie!Jeszcze trochę się zmieści.Napijesz się z nami?
- Nie.Dzisiaj sobie odpuszczę.- podała mu jeszcze pół litra.- Ostatnia.
Wiktor pociągnął za sobą Siergieja i Andrieja.Vitas został w kuchni.Siedział przy stole i widać było,że zaczyna przysypiać.
- Nie idziesz z nimi?- spytała Agnieszka.
- Ja już nie mogę pić.- poskarżył się.-Zawołasz Andrieja?
- Po co?
- Żeby mnie odprowadził do pokoju.Nie chcę znowu zabłądzić.
- Ja Cię odprowadzę.I tak idę na górę.
Zaprowadziła go do pokoju i położyła do łóżka.Zdążył tylko powiedzieć"-Spasiba" i zasnął.Agnieszka zeszła na dół,żeby sprawdzić jak idzie reszcie towarzystwa.Siedzieli spokojnie przy wciąż pełnej butelce.Zawołała Andrieja i powiedziała mu,że Vitas już śpi i żeby go może rozebrał.Poszła do pokoju.Kiedy się kładła,usłyszała śpiewy i trzaśnięcie drzwi.Przebudziła się po północy.Usłyszała jakiś głos,otworzyła oczy i zauważyła blask światła dochodzący zza uchylonych drzwi łazienki.Obok niej spał Vitas.
- Vitja...
Włączyła światło.Z łazienki wyszedł Andriej.
- Przepraszam,że Cię obudziłem.Wiem,że miałem go pilnować.- wyszeptał.
- Co on tu znowu robi?
- Poszedł do łazienki i chyba znowu pomylił strony.A ja przysnąłem...
- Dobra.Zabieraj go stąd.
Andriej wziął Vitasa na ręce,ten nawet się nie poruszył.Agnieszka zdążyła zauważyć,że tym razem miał na sobie spodnie od piżamy.Reszta nocy minęła jej spokojnie.Rano obudził ją zapach kawy rozchodzący się po pokoju.
- Wiktor,Ty wiesz czego mi trzeba.- mruknęła jeszcze przez sen,ale obok siedział Vitas.- O,Wędrowniczek.- uśmiechnęła się.
- Przepraszam.Nie wiem co się dzieje.Zwykle trafiam z powrotem do swojego łóżka.- próbował się tłumaczyć.
Usiadła i wyjęła mu kubek z ręki.Zrobiła łyk i od razu poczuła się lepiej.
- Mam pomysł.Dzisiaj położysz się tutaj a rano obudzisz się w swoim łóżku.Mnie to nie będzie robić różnicy,bo po imprezie pewnie i tak będę pijana,Ty być może też...kto wie co się zdarzy.
- Śmiejesz się ze mnie.- spuścił głowę.
- Żartuję,ale to może być jakieś wyjście.Zawsze wstajesz w nocy?
- Tak...
- No widzisz.Skoro stamtąd przychodziłeś tutaj to może stąd wrócisz tam.A jak nie to Cię wyrzucę.A teraz idź sobie bo muszę się ubrać.Dzięki za kawę.- wypchnęła go z pokoju.
Kiedy zeszła na dół,pierwsi goście prawie wchodzili.Cały dzień spędziła w towarzystwie starych znajomych.Na imprezie Wiktor zajmował się Siergiejem i resztą mężczyzn a Agnieszka rozmawiała z kobietami.Vitas trzymał się z boku.Agnieszka nawet nie miała kiedy do niego podejść.W końcu otoczyły ją koleżanki ze studiów.
- Aga...to kiedy ten ślub?- spytała ją jedna z nich.
- Jaki ślub?- chwilę trwało zanim do niej dotarło.
- No Twój i Wiktora.
- A skąd Wam się to wzięło?- zapytała ze śmiechem.
- Nie ściemniaj.Wiktor wyraźnie mówił,że będzie niespodzianka i dał do zrozumienia,że będą zaręczyny.
- Ooo..- zdziwiła się.- To nie ze mną.Nie widziałam się z nim trzy lata.
- No co Ty.Przecież się przyjaźniliście.
- Właśnie.Wiesz,że nie umiem kłamać.To nie ja jestem wybranką ale jak chcecie to dowiem się o co chodzi.- zaproponowała.
- No byłybyśmy wdzięczne.Ale zaczekaj.Mam jeszcze jedno pytanie.Kim jest ten chłopiec przy drzwiach?- wskazała Vitasa.
- A to jakiś znajomy Wiktora z Rosji.Vitalij ma na imię.Przyjechał z tym gościem co Wiktor z nim gada.- wyjaśniła.- Dobra to ja idę na zwiady.
Podeszła do Wiktora.Po drodze wyłapała spojrzenie Vitasa i uśmiechnęła się do niego.
- Jest moja piękna!- ucieszył się Wiktor.-Dobrze,że przyszłaś bo mam problem.
- Oho.Czyżbym była ostatnią deską ratunku?
- Tak jakby.Mam dwie sprawy.- przeprosił Siergieja i wyszli na zewnątrz.
- Jest aż tak poważnie?- spytała.
- Po pierwsze,chciałbym Cię prosić żebyś się zajęła Vitalikiem,bo taki samotny widzę...
- Widziałeś,że mnie wiedźmy dopadły i nie mam jak się oderwać.Cały czas mam go na oku.
- To dobrze.Druga sprawa...trudniejsza.
- A mogę ja pierwsza?Dziewczyny mnie już zmolestowały i w szoku jestem.Podobno się żenisz...
- Taki mam plan.- uśmiechnął się promiennie.
- Mam nadzieję,że nie ze mną...
- Nie.Wiem,że mnie nie kochasz.A tak w ogóle to jesteś szczęśliwa z Filipem?
Pomyślała,że też sobie wybrał moment na takie pytania.
- Filipa już nie ma...
- Jak to nie ma?
- Irak...Dwa lata temu.
- Ale że co?
- Najechali na minę.- po policzku spłynęła jej łza.- Zginął...
- Przepraszam.Nie miałem pojęcia.- przytulił ją.
- Jeszcze dużo nie wiesz.Ale nie będę Ci psuć imprezy.- otarła oczy.Całe szczęście,pomyślała,że ich nie pomalowałam.- Co to za dziewczyna i kiedy nam ją przedstawisz?
- No właśnie tu jest problem.Marta miała być dzisiaj ale dzwoniła,że nie zdążyła na samolot i przyleci dopiero za tydzień.
- No to peszek.Wszyscy czekają na niespodziankę.Co teraz zrobisz?
- Myślałem,że Ty mi coś podpowiesz...
Nie mogła opanować płynących łez.Wiktor spojrzał na nią i znów przytulił.Na schodach zauważyła jakąś postać.
- Wiktor...A Ty coś mówiłeś,że Vitas jest piosenkarzem.Co on śpiewa?
- Ma różny repertuar.od opery poprzez dance,pop,tradycyjne pieśni rosyjskie,ballady...A co tak nagle pytasz?
- Bo tak sobie pomyślałam...To chyba on tam spaceruje?
Wiktor wypuścił ją z objęć i obejrzał się.
- No on.Chyba coś z nim nie tak.Taki jakiś zagubiony dzisiaj jest.
- No to mamy niespodziankę.Niech on zaśpiewa.Może się zgodzi.- podpowiedziała.
- Myślisz,ze będzie chciał?
- A co Ci zależy?Coś musisz zapodać bo obiecałeś...
- Porozmawiasz z nim?- poprosił.
- Dlaczego ja?
- Bo z nim sypiasz?- uśmiechnął się łobuzersko.
- Drań jesteś.Sam sobie z nim gadaj.
- Żartowałem.- podał jej chusteczkę.- Masz pięć minut.Czekam na Ciebie przed wejściem.Z Vitasem.Jak nie będzie chciał zaśpiewać to go poprosisz.Błagam,zrób to dla mnie.
Doprowadziła się do porządku i podeszła do mężczyzn.Dołączył do nich Siergiej.Vitas nie bardzo chciał zaśpiewać ale tak go namawiali całą trójką,że w końcu się zgodził.Siergiej wyczarował skądś płytę z podkładem muzycznym.Wiktor zapowiedział niespodziankę i Vitas zaśpiewał.Agnieszka pierwszy raz w życiu słyszała taki głos.Była w szoku.Zachwyciła się tymi piosenkami.Widać było,że śpiew sprawia Vitasowi ogromną radość,że to jest to co kocha.Kiedy skończył,goście podziękowali mu brawami za występ i wrócili do rozmów a Agnieszka nadal stała jak zaczarowana.W końcu Vitalij podszedł do niej i zapytał czy jej się podobało.Przez chwilę nie wiedziała w ogóle co do niej mówi.Obudziła się dopiero kiedy powtórzył pytanie.Uśmiechnął się tym swoim cudnym uśmiechem i zapytał czy wszystko z nią w porządku.
- Taaa...Dlaczego nie powiedziałeś,że tak pięknie śpiewasz?Gdybym wiedziała...- nie dokończyła myśli.- Nie słyszałam Cię nigdy wcześniej.Występowałeś już w Polsce?
- Jestem mało popularny u Was.Nie miałem tu jeszcze koncertu.Dopiero się przymierzam.A dlaczego Ci nie powiedziałem?Nie lubię się chwalić.A co by było gdybyś wiedziała wcześniej?
- Może kiedyś się dowiesz.- uśmiechnęła się.

Podeszły do nich koleżanki Agnieszki.Przedstawiła im Vitasa i przez chwilę działała jako tłumaczka.Kiedy Vitas poszedł po drinki,dziewczyny zasypały ją pytaniami o to czy coś ją z nim łączy.Nagle jedna z nich stwierdziła:
- Wiedziałam,że długo z tym swoim Filipem nie wytrzymasz.Nie pasował do Ciebie.
Tego jej trzeba było.Przeprosiła je i wyszła na zewnątrz.Za nią wyszedł Wiktor.Widząc jej łzy,wyjął chusteczkę i znów ją przytulił.Nic nie mówił i o nic nie pytał.Zawsze wiedział jak się zachować w takiej sytuacji.A ona w jego ramionach nie mogła się uspokoić.Podszedł do nich Vitas ale Wiktor dał mu znak żeby ich zostawił.Kiedy Agnieszka trochę się uspokoiła,zauważyła Vitasa siedzącego na ławce nieopodal.Otarła łzy i poprosiła Wiktora żeby podeszli do Vitalija.
- Co Ty tak sam siedzisz?Źle się bawisz?- zapytał go Wiktor.
- Nie.Impreza jest świetna,Twoi znajomi pewnie też ale nie znam języka i nie wiem o czym mógłbym z nimi rozmawiać.
- Może trzeba było spróbować po angielsku,większość zna.
- O tym nie pomyślałem...
- Dobra,chodźmy do środka bo słyszę,że zabawa się rozkręca.
Rzeczywiście muzyka grała głośniej i słychać było,że impreza trwa na całego.Vitas zapytał o coś Wiktora,a ten odpowiedział tylko:
- Lepiej nie pytaj.
Agnieszka była mu wdzięczna bo domyśliła się,że chodziło o nią.Do końca imprezy mężczyźni trzymali ją z dala od koleżanek i niestety upili.Nie pamiętała jak trafiła do łóżka ani kto ją przyprowadził.Kiedy się przebudziła,usłyszała leciutkie pochrapywanie.Obok niej spał Vitas.Uśmiechnęła się i zajrzała pod koc.Był w piżamie.Wstała i poszła do łazienki.Wzięła chłodny prysznic i przebrała się w koszulkę nocną bo nadal była w sukience.Kiedy wróciła do łóżka,Vitas przytulił się do niej.Zasypiała już kiedy wstał i poszedł do łazienki.Pomyślała,że już nie wróci.Jednak nie było go tylko chwilkę.Kiedy wrócił,delikatnie pocałował ją w ramię,później w szyję...Jego dłoń powędrowała w kierunku jej piersi.Pocałunki stawały się coraz bardziej natarczywe.Kiedy pocałował ją w usta,otworzyła oczy.Spojrzał na nią i pocałował jeszcze raz,i jeszcze,i jeszcze.Widząc,że się nie broni,ośmielił się bardziej.Zdjął jej koszulkę i wraz ze swoją rzucił na podłogę.Jego dłonie błądziły po jej rozpalonym ciele.Jego twarz przesuwała się coraz niżej.Obsypał ją całą pocałunkami i zawrócił z powrotem do ust.Spojrzał jej w oczy i wyczytał w nich przyzwolenie na dalszy ciąg.Delikatnie i powoli wszedł w nią...Odpłynęła.Zasypiali wtuleni w siebie.Obudziło ją pukanie.Otworzyła oczy,Vitas był obok.Więc to nie był sen.Byli nadzy.Zdążyła naciągnąć koc kiedy do pokoju wszedł Wiktor z dwoma kubkami kawy.Uśmiechnął się szeroko na widok gołego tyłka Vitasa,którego jakoś nie zdążyła przykryć.
- No pięknie.Miałem zamiar wypić tę kawę z Tobą a tu niespodzianka,będę ją musiał oddać.- skomentował.
Vitas na dźwięk głosu otworzył oczy.Spojrzał na Agnieszkę i obdarzył najcudowniejszym uśmiechem na świecie.Przeciągnął się i koc niebezpiecznie zsunął się z jego biodra.Wiktor podniósł z podłogi ich piżamy i rzucił na łóżko.- Ja się odwrócę a Wy się ubierzcie bo nie mogę na was patrzeć.Rozpraszacie mnie.
Vitas naciągnął spodnie,Agnieszka założyła koszulkę kiedy znów ktoś zapukał.Wiktor oddał im kubki i poszedł otworzyć.W drzwiach stał Siergiej.
- Słuchaj Wiktor.Vitalij zniknął.Nie ma go od wczorajszej imprezy.Andriej stracił go z oczu po drugiej i nie wie gdzie jest.Martwię się o niego.
- Tutaj jestem.- zawołał Vitas.- Andriej wiedział bo mówiłem mu,że idę spać do Agnieszki.
- Zapomniał?
- Nie.Prosiłem,żeby nikomu nie mówił.
- Ale mi też?
- Zwłaszcza Tobie.Potem będą gdzieś pisać,że Vitas ma w Polsce kochankę ...A po co?
- Ok.Rozumiem.A długo tak jeszcze będziecie leżeć?Na dole kilku gości chciałoby Cię poznać.W końcu już prawie południe.
Dopiero teraz Agnieszka spojrzała na zegar.Była jedenasta.Wyskoczyła z łóżka.
- Cholera!- zaklęła.- O dwunastej mam pociąg!- zaczęła się pakować.
- Wyjeżdżasz?- zapytał Vitas zmartwiony.- Tak szybko?
- Hej,Guśka.Miałaś być przez tydzień.- przypomniał Wiktor.
- Nie mówiłam Ci,że nie dam rady?Jutro rano mam badania.
- Nie mogłaś przełożyć?
- Czekam na nie od miesiąca.To dla mnie być albo nie być.
- Jesteś chora?- zaniepokoił się.
- Nie.To sprawy kobiece i nie chcę z Tobą o nich rozmawiać.
- A nie możesz pojechać jutro?- poprosił.
- Badanie mam o siódmej rano.Nie mam czym tam pojechać.Zresztą ten Twój hotel jest w takiej dziurze,że pociąg do mnie tylko dwa razy jedzie.Jeden o ósmej,drugi o dwunastej.Jak tak dalej będziesz jęczał to w końcu się na niego spóźnię.- wrzucała machinalnie rzeczy do walizki.- A teraz sio mi stąd bo chcę się ubrać!
Vitas wstał i przytrzymał ją za rękę.
- Nie wyjeżdżaj.- poprosił.
- Muszę.
- Zawiozę Cię później.- zaproponował.
- No właśnie Guśka.Odwieziemy Cię wieczorem.- podchwycił Wiktor.
- Chyba oszalałeś.
- No nie daj się prosić.Wszyscy wyjeżdżają po południu.Wsiądziemy w samochód i odwieziemy Cię do domu.- Wiktor miał już gotowy plan.-A po badaniach wrócisz z nami.Przenocujesz nas na kanapie.Albo pojedziemy do mojej mamy.
- Proszę,zostań.- niepotrzebnie spojrzała w te oczy.
- No dobra,już i tak pewnie nie zdążę.Ale jak weźmiecie się za picie i żaden mnie nie odwiezie to zabiję.- zagroziła.
- Grzeczna dziewczynka.Chodź Siergiej.Nie będziemy im przeszkadzać.
Zostali sami.Vitas przytulił się do jej pleców i szepnął jej do ucha:
- Spasiba.
- Za co?- odwróciła się do niego przodem.
- Za wsio.- pocałował ją w nos po czym puścił i poszedł do łazienki.

Usiadła na łóżku i czekała aż wyjdzie.Nie było go dosyć długo.W końcu w drzwiach pojawił się Andriej i oznajmił,że łazienka jest wolna i Vitas zaprasza ją na spacer jak będzie gotowa.Właśnie myła zęby kiedy do łazienki wszedł Vitalij.
- Długo tu jeszcze będziesz?- zapytał nieśmiało.
- No,myślę,że jeszcze trochę mi zejdzie.A co,spieszy Ci się?
- Trochę...ale poczekam.Daj mi znać jak będziesz wychodzić.
- Zaczekaj.- wypłukała usta i odłożyła szczoteczkę.- Masz dwie minuty i wracam.Myślę,że Ci wystarczy.
Uśmiechnął się i skinął głową.Ubierała spodnie kiedy wszedł do pokoju.Przez chwilę przyglądał jej się z uśmiechem,po czym ułożył się wygodnie na łóżku i spokojnie czekał aż skończy się ubierać.Myślała,że zasnął ale on tylko przymknął powieki.Kiedy podeszła do łóżka,złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie.
- Przykro mi kolego ale przed badaniami nici z seksu.- rozłożyła ręce.
- To idziemy na spacer.- wstał,poprawił ubranie i ruszył do drzwi.
Pogoda była piękna,wiosenna.Szli jakiś czas w milczeniu.
- Mogę Cię o coś zapytać?- zaczął Vitas.
- Jak musisz.Najwyżej Ci nie odpowiem.
- Wiktor powiedział,że chciałby Ci dać wszystko ale nie wzięłaś bo kochasz innego...
- No tak.Wiktor kocha się we mnie od pierwszego roku studiów.- uśmiechnęła się.- Niestety ja mogłam się z nim tylko przyjaźnić.Koło niego zawsze kręciły się jakieś dziewczyny i ja uważałam go za playboya bo to wykorzystywał.
- A kim jest ten inny?
Przez chwilę nie odpowiadała.Usiadła na ławce i pomyślała,że musi to w końcu z siebie wyrzucić.Vitasa być może już nigdy nie spotka,więc będzie łatwiej.
- Filip...- zaczęła cicho.- Filipa poznałam na trzecim roku i zakochałam się...Zaczęliśmy się spotykać.Wiktor był zazdrosny bo uważał,że jest przecież przystojniejszy i bogatszy od Filipa.Ale dla mnie nie to było ważne.On nie mógł tego zrozumieć.Zniszczył naszą przyjaźń jednym zdaniem...Powiedział Filipowi,że z nim sypiam...Filip zostawił mnie..Oblałam wtedy połowę egzaminów i musiałam poprawiać...Na szczęście Filip wrócił do mnie.Po studiach zamieszkaliśmy razem.Filip skończył szkołę wojskową i był żołnierzem,ja pracowałam w biurze.Kiedy zaszłam w ciążę,Filip oszalał z radości.Oświadczył mi się i wzięliśmy ślub.Cichy,skromny,szybki,nikt nic nie wiedział.Niestety straciłam to dziecko...- po policzku spłynęła jej łza.- Filip zaczął mnie obwiniać o to co się stało...Coraz częściej się kłóciliśmy...W końcu po pół roku oświadczył,że wyjeżdża na misję do Iraku.Obiecał,że jak wróci to postaramy się o następne dziecko i tym razem on dopilnuje żebym o siebie dbała.Niestety nie wrócił...- łzy płynęły jedna za drugą.
- Co się stało?- zapytał biorąc ją za rękę.
- Najechali na minę...Dwa lata temu...- szlochała.
- Przykro mi.- przytulił ją.- Wiem jak to jest stracić bliską osobę...
Kiedy już trochę się uspokoiła,Vitas zmienił temat.
- Co by było,gdybyś wiedziała wcześniej,że śpiewam?- zapytał.
- Że śpiewasz to wiedziałam ale nie,że aż tak...pięknie.
- Dzięki.No to co by było?
- Może nie wyrzucałabym Cię z łóżka.- zaśmiała się.
- Dzisiaj mnie nie wyrzuciłaś.
- Bo już słyszałam Twój śpiew i jak pewnie zauważyłeś,zachwyciłam się.
- No zauważyłem.- również się zaśmiał.- Mogę Cię jeszcze o coś zapytać?
- Słucham.
- Co to za badania?Powiedziałaś,że to dla Ciebie ważne...
- Nie chcę o tym mówić.- pokręciła głową.
- Przepraszam.- pocałował ją w policzek.- Wracamy?Chyba zgłodniałem.
- To czemu nie mówisz?Przecież nie jedliśmy śniadania.- przypomniała sobie.
- Ty nie jadłaś.- uśmiechnął się wstając.
- No proszę.Sam pojadł a mnie to nawet nie zapytał czy nie jestem głodna...
- Wiktor mi przyniósł i powiedział,że Ty na kacu nic nie jesz do obiadu.
- Dobra,chodź,tam już powinien być jakiś obiad.
Po obiedzie zebrali się większą grupą i zaczęli wspominać czasy studiów.Co jakiś czas ktoś z towarzystwa żegnał się i wychodził.Było ich coraz mniej.Okazało się jednak,że kilku znajomych może jeszcze zostać,Wiktor wyciągnął alkohol i impreza zaczęła się od nowa.Vitas gdzieś zniknął,Andriej też.Siergiej nie wiedział gdzie poszli.W końcu zaniepokojona Agnieszka poszła ich szukać.Zapukała do pokoju Vitasa.Otworzył Andriej i powiedział,że Vitalij odpoczywa przed podróżą.
- Wyjeżdżacie?- zapytała zdziwiona,bo nic nie wspominali.
- No przecież mamy zawieźć Ciebie.Wiktor pije więc Vitja śpi,żeby go czasem nie namawiali na picie bo obiecał Ci,że pojedzie.- wyjaśnił.
- Aha.To dobra.Daj znać jak się obudzi,to przygotuję Wam jakąś kolację.
Poszła do siebie.Sprawdziła czy wszystko spakowała i położyła się na chwilę.Miała jakiś dziwny sen,z którego nie mogła się wybudzić.W końcu poczuła szarpnięcie i otworzyła oczy.Nad nią stał Andriej.
- Nie wiem czy to ważne ale jest już ósma.Vitas jeszcze śpi a nie wiem o której chciałaś wyjechać.Wiktor i Siergiej są już pijani i raczej z nami nie pojadą.
- Dzięki Andriej.Obudź Vitalika.ja zrobię Wam coś do jedzenia.
- Ja już jadłem.Dziewczyny z kuchni przygotowały też dla Was.
- W takim razie idź po Vitasa niech zejdzie a ja idę do Wiktora po jakiś samochód.
- Już mam kluczyki i dokumenty.Vitas wziął od Siergieja.Pojedziemy naszym wozem.
- Jezu,jacy Wy zorganizowani jesteście.- westchnęła.
- Przy tylu koncertach musimy.- wyjaśnił.- Co mogę Ci zabrać do samochodu?
- Mam tylko tą walizkę.To w takim razie ja idę na dół a Ty budzisz Vitasa.- zarządziła.
- Vitas już nie śpi.- dobiegło z łazienki.
Na miejsce dotarli po północy.Agnieszka była pod wrażeniem jazdy Andrieja.Nie znał drogi a tylko parę razy zapytał jak dalej jechać.Vitas z tylnego siedzenia próbował coś zagadywać ale w końcu się znudził i przysnął.W domu Agnieszka przygotowała im kanapę w salonie i poszli spać.Nie mogła zasnąć więc wstała,włączyła komputer i wpisała w wyszukiwarkę "Vitas".Była zaskoczona ilością stron,które się wyświetliły.weszła na pierwszą lepszą i trochę sobie o nim poczytała.Dowiedziała się różnych ciekawych rzeczy,między innymi tego,że Vitas jest żonaty.
Rano poszła do lekarza.Mieli wracać razem ale po tym czego się dowiedziała,nie potrafiła.Skłamała,że wyniki będą dopiero po południu a następnego dnia musi jeszcze raz pójść do lekarza.Vitas był zawiedziony ale na drugi dzień mieli wracać do Rosji więc grzecznie pożegnał się i odjechali.Wieczorem zadzwonił do niej Wiktor i zapytał co się stało.Jego też okłamała.Nie czuła się dobrze z tym,że została wykorzystana...Nie chciała już widzieć Vitasa.Nigdy.


Ostatnio zmieniony przez Bagi dnia Sob Maj 31, 2008 10:22, w całości zmieniany 1 raz

_________________
Сложно реально, Давай виртуально, Интернеты...
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora MSN Messenger Nazwa Skype

Wysłany: Sob Maj 31, 2008 00:08
Reklama





PostWysłany: Sob Maj 31, 2008 00:12 Odpowiedz z cytatem
Bagi
Dyrektorka opery ;)
Dyrektorka opery ;)
Dołączył: 23 Lut 2008
Posty: 4030
Skąd: Bytom




Spotkali się rok później na ślubie Wiktora.Agnieszka przez ten czas zaprzyjaźniła się z nowym sąsiadem i miała przyjechać z nim.Wiktor poprosił ją jednak żeby przyjechała kilka dni wcześniej i została dłużej.Pojechała więc w środę,Michał miał dojechać w sobotę.Pierwszą noc prawie całą przegadały z narzeczoną Wiktora - Martą.Okazało się,że mają wiele wspólnych zainteresowań.W czwartek w południe przyjechali Rosjanie.Vitas był z żoną.Na widok Agnieszki uśmiechnął się rozpromieniony.Ona jednak tylko się przywitała i uciekła do kuchni gdzie rządziła mama Wiktora.Spędziła z nią resztę dnia.Kiedy szła spać słyszała jeszcze śpiewy dochodzące z dołu.Obudził ją hałas dobiegający z łazienki.Po chwili usłyszała odgłosy wymiotów i uspakajający głos Vitasa.Zasnęła.Kiedy ponownie się przebudziła,Vitas spał obok.Obudziła go.
- Co Ty tu robisz?- zapytała zła.
- Przepraszam...- wstał i poszedł do siebie.
Rozdrażniona do rana nie mogła już zasnąć.Odgłosy z łazienki powtórzyły się jeszcze kilka razy.Rano zapukała do niej sprzątaczka z pytaniem czy może sprzątnąć łazienkę.Po chwili wyszła.
- Agnieszko,możesz mi pomóc?- zapytała.
- A co się stało?- zdziwiła się bo była tam wcześniej i wydawało się,że wszystko jest w porządku.
- Wszedł do łazienki ten Rosjanin,ten ładny taki...coś do mnie mówił,pokazywał swój pokój,ale ja go nie rozumiem.Nie wiem czy chciał,żebym wyszła czy żebym pokój poszła posprzątać.Możesz potłumaczyć?
-Jasne Basiu.- z całą obsługą hotelu była już na Ty.
Zapukała do łazienki i usłyszała "Minutku",po czym w drzwiach stanął Vitas.Był tylko w spodniach od piżamy.Obie z Basią westchnęły.
- Dobrze Aga,że już nie śpisz bo pani mnie chyba nie rozumie.Pomożesz mi?- zapytał.
- Co się stało?
- Moja Svietłanka za dużo wczoraj wypiła i w nocy trochę chorowała...
- Słyszałam.
- Przepraszam.- zawstydził się.- Ona raz nie zdążyła do łazienki i zwróciła na podłogę...Ja to sprzątnąłem ale może trzeba jakoś przemyć,żeby plama nie została...Możesz poprosić panią,żeby potem przyszła do pokoju?I podziękuj,że mnie zostawiła samego.- uśmiechnął się do Basi.
Skinęła głową.Przekazała Basi prośbę Vitasa i poszła na dół,na kawę.Svietłana cały dzień nie wychodziła z pokoju i Vitas siedział przy niej.Agnieszkę cieszyła ta sytuacja.Wieczorem urządziły sobie z dziewczynami wieczorek panieński.Żadnych szaleństw,tylko one i wino.Svietłana dołączyła do nich i okazała się całkiem sympatyczną dziewczyną.Siedziały do drugiej w nocy.Kiedy Agnieszka wróciła do pokoju w swoim łóżku znalazła śpiącego Vitasa.Weszła do łazienki równocześnie ze Svietłaną.
- Szukasz czegoś?- uśmiechnęła się.
- Nie widziałaś przypadkiem Vitalija?Nie ma go w pokoju...
- A widziałam.Śpi u mnie.
- Jak to u Ciebie?
- No,opowiadałam Wam o Wędrowniczku...
- Vitalik?- domyśliła się.
- Właśnie szłam po Ciebie bo ja nie mam sumienia go budzić.
- No to ja go obudzę.Na chwilę go spuścić z oczu...
Weszły do pokoju.Svietłana włączyła światło.Vitas kręcił się na łóżku,chyba miał jakiś zły sen.Agnieszka zdążyła zauważyć,że leży na samym brzegu łóżka,kiedy Svietłana krzyknęła
- Vitalij!- i biedak spadł z łóżka.
Rozweselone winem spojrzały na siebie i zaczęły się śmiać.Po pierwszym wybuchu śmiechu,Svietłana podeszła do niego żeby sprawdzić czy nic mu się nie stało.Na szczęście spadł razem z poduszką,która zamortyzowała trochę upadek.Agnieszka nie mogła opanowac śmiechu.Vitas spojrzał na nią,na żonę,rozejrzał się po pokoju i znów spojrzał na Agnieszkę.Wciąż się śmiejąc skinęła głową,że tak,znów jest u niej.Pokręcił z niedowierzaniem głową.Svietłana pomogła mu wstać.Kiedy spojrzała na jego minę,zaczęła się śmiać razem z Agnieszką.
- Która mnie zrzuciła.- zapytał z gniewem w głosie.
- Żadna,sam spadłeś.- odparła Agnieszka ze śmiechem.
- Aj,Vitaliku a jak pięknie leciałeś.- wtórowała jej Svietłana.Klepnęła go w tyłek.- To kara za to,że się włóczysz po obcych łóżkach.
Biedak miał taka nieszczęśliwą minę.Agnieszka szepnęła Svietłanie,żeby zabrała go już spać bo nie mogła patrzeć na nieszczęśnika.Kiedy poszli,wzięła prysznic i położyła się spać.Rano obudził ją namiętny pocałunek.Poczuła zapach perfum swojego mężczyzny.Otworzyła oczy i go zobaczyła.
- Misiek!Jak cudownie,że już jesteś.- rzuciła mu się na szyję.
- Spokojnie kobieto!Udusisz mnie. - śmiał się Michał.- Aż tak tęskniłaś?Niemożliwe.
- Wcale nie tęskniłam ale mam kacyka to wszystko mnie cieszy.
- No czuję.- zaczął się śmiać.Przytrzymał jej dłoń na pasku.- Nie teraz.- poprosił.- Pół nocy jechałem żeby zdążyć.
- O mój Ty biedny.Głodny pewno jesteś.
- Nie.Mama Wiktora już się mną zajęła.Przyjechałem godzinę temu.
Resztę przedpołudnia zajęły im przygotowania do ślubu.Ceremonia była jak zawsze dla Agnieszki wzruszająca.Vitas na prośbę Wiktora zaśpiewał Ave Maria.Przepięknie brzmiał w średniowiecznych murach kościoła.Agnieszka siłą powstrzymywała łzy.Po ślubie wrócili do hotelu na przyjęcie weselne.Wiktor usadził Agnieszkę i Michała przy jednym stole z Rosjanami i dwiema swoimi siostrami.Było ich dziesięcioro.Bawili się świetnie.Michał tańczył z e wszystkimi dziewczynami ale Agnieszce nie pozwolił zatańczyć z Vitasem.Chyba był trochę zazdrosny bo potem tańczył już tylko z nią.A Vitas jak zobaczył ją w objęciach Michała,posmutniał.Oczywiście jak to na weselach bywa,alkohol lał się strumieniami i całe towarzystwo się upiło ale okazało się,że byli najweselszym stolikiem na sali.Balowali do szóstej rano.Michał poszedł pod prysznic.Agnieszka nie miała już siły ale rozbawiona zdjęła sukienkę i po cichu dołączyła do niego.Kiedy zakradła się do kabiny aż zamruczał zadowolony.Odświeżeni i zrelaksowani położyli się spać.Agnieszka obudziła się w południe.Michał jeszcze spał więc postanowiła się dobrać do niego.Przebudził się i z uśmiechem oddał się w jej ręce.Kiedy leżeli już po wszystkim,przytulił się do niej i szepnął do ucha:
- Tak mnie możesz budzić codziennie a zrobię dla Ciebie wszystko co sobie tylko zażyczysz.
- Na razie to napiłabym się kawy.
- Rozumiem,że to ja mam po nią pójść.- niechętnie wstał z łóżka.
Od szesnastej trwały poprawiny.I znów przy ich stoliku było najweselej.Tym razem jednak zabawa skończyła się o północy.Kiedy Agnieszka się przebudziła,zauważyła światło dochodzące z łazienki i w drzwiach stanął Vitas.Zerwała się z łóżka i wepchnęła go z powrotem zanim Michał zauważył.
- Co się dzieje kochanie?- zapytał.
- Nic nic.Śpij,ja zaraz wrócę.- zamknęła za sobą drzwi.- Czy Ty zwariowałeś?! zwróciła się do Vitasa.- Tam śpi Twoja żona,tutaj mój facet a Ty leziesz do mnie jak gdyby nigdy nic?- napadła na niego.
- Przepraszam,ale mylą mi się te drzwi...
- To budź Svietłanę,niech Cię pilnuje.A teraz ja wychodzę a Ty zamknij za mną drzwi żeby Cię już nie kusiło.
- Dzięki.- posłusznie wykonał polecenie.

Rano obudził ją jakiś hałas.Otworzyła oczy i zobaczyła Michała dobijającego się do łazienki.
- Co jest Miśku?- spytała.
- No właśnie nie wiem.Chyba zamknęli drzwi i zapomnieli otworzyć a ja się tu za chwilę...- poskarżył się.
Przypomniała sobie,że kazała Vitasowi zamknąć a pewnie jeszcze śpią.Wstała,założyła szlafrok i wyszła na korytarz.Zapukała do pokoju Vitasa.Otworzyła Svietłana.Była już ubrana.
- Cześć Svietłanko.Czy korzystacie jeszcze z łazienki?- spytała.
- Nie a co się stało?
- Nie otworzyłaś drzwi od naszej strony.
Za Svietłaną stanął zaspany Vitas.
- Co się dzieje?- zapytał ziewając.
- Nic takiego.To jak,mogę już otworzyć te drzwi?Bo mój mężczyzna mi tam zaraz kałużę pod drzwiami zrobi.
- Jasne,wchodź.- wpuściła ją do środka.
Wchodząc do łazienki usłyszała jeszcze jak Vitas mówi,że on też chce.Michał szczęśliwy wpadł do łazienki.Dosyć długo nie wychodził.W końcu Agnieszka usłyszała jak z kimś rozmawia.Ciekawa zajrzała do łazienki i ujrzała jak obaj z Vitasem stoją przed lustrem,golą się i coś sobie opowiadają.zapytała tylko czy długo tam jeszcze będą i wyszła.Kiedy Michał wyszedł,stwierdził,ze Vitas to całkiem fajny gość jest.Agnieszka się tylko uśmiechnęła bo gdyby wiedział o nocnych wędrówkach Vitalika to pewnie by go tak nie polubił.Poszła do łazienki i spotkała tam Svietłanę.Przy makijażu zaczęły rozmawiać.
- Fajny ten Twój mąż.taki męski.- pochwaliła Svietłana.
- dzięki,ale Michał nie jest moim mężem.twój mąż tez jest całkiem niezły.
- Szkoda,że nie dla mnie.- westchnęła.
- Ale co Ty opowiadasz.Nie podoba Ci się?
- Nie o to mi chodziło.Chciałam powiedzieć,że fajny to on jest ale rzadko tylko mój.Wiesz,artysta...fanki,koncerty...- machnęła ręką.
- Wiesz co,jest ładna pogoda,tutaj mają taki fajny ogród,może po śniadaniu przejdziemy sie na spacer?Chłopcy zajmą się sobą...- zaproponowała.
- A wiesz,chętnie się przejdę.- zgodziła się.
- No,to jesteśmy umówione.
Michał był tylko trochę zawiedziony,że wybrała spacer ze Svietłaną.Wiktor szybko znalazł im zajęcie.Agnieszka nie chciała nawet wiedzieć co to będzie.W ogrodzie Svietłana opowiedziała trochę o sobie,o tym jak poznała Vitasa i jak się pobrali.Później westchnęła i wyznała,ze nie jest jej lekko.
- Wiesz,zazdroszczę kobietom które mają normalnych mężów.Oni spędzają z nimi wolne chwile.Mają siebie dla siebie.Ja nie mam tak dobrze.Vitalik codziennie ma koncerty,jakieś nagrania...jak nie to wyjeżdża i nie ma go w domu kilka tygodni...Praktycznie cały czas jestem sama.- poskarżyła się.
- A ile Wy już jesteście po ślubie?- Spytała.
- Cztery lata.
- Nie myśleliście o dziecku?
- A kiedy my niby mamy je zrobić?- zdenerwowała się.- Rano Vitja ćwiczy,próbuje,potem go nie ma,jak wraca po koncercie to jest zmęczony...W nocy coś pisze,tworzy.Albo go nie ma jakiś czas...Nawet nie wiem czy możemy mieć dzieci...
- Nie robiliście badań?
- Takie ogólne to sobie zrobiłam i niby wszystko jest dobrze.Ale żeby robić szczegółowe badania to musielibyśmy się kochać regularnie i przez dwa lata musiałabym nie zajść w ciążę...Nie kochamy się często...A czasem nawet mam wrażenie,że Vitas unika seksu...
- Ale zawsze tak było?
- Nie...ja rozumiem,że jest zmęczony po koncertach,nagraniach i innych zajęciach ale ma czasem wolny dzień i kiedyś potrafił w całości spędzić go w łóżku.Od jakiegoś roku wymawia się bólem głowy,natchnieniem...wymyśla jakieś zajęcia,byleby tylko uciec z łóżka.Jak próbuję z nim porozmawiać to stwierdza,że przesadzam albo się czepiam...Nie wiem jak z nim rozmawiać.
- Może spróbuj mu wprost powiedzieć co czujesz.
- Próbowałam.już nawet nie chodzi o moje uczucia.Gdyby było dziecko,nie byłabym wiecznie sama i miałabym cząstkę Vitalika przy sobie.
- Powiedz mu,że chcesz dziecka.
- Boję się.
- Czego?Przecież to normalne,że małżeństwo chce mieć dziecko.Boisz się,że on nie chce?
- Nie wiem czego się boję.Vitalij lubi dzieci ale jakoś nigdy nie rozmawialiśmy o naszym dziecku.
- Na Twoim miejscu powiedziałabym mu wprost,że chcę mieć z nim dziecko i jak chce żebym nadal była jego żoną to ma mi je zrobić.
- A jak powie,że nie muszę nią być?
- To znaczy,że jest dupkiem.Nie wyobrażam sobie,że jestem ileś tam lat po ślubie i nagle okazuje się,że mój mąż woli żebym odeszła niż żebym urodziła mu dziecko.Nie pozwoliłabym sobie na to.
- A Michał chce mieć dzieci?
- Nie wiem,nie rozmawialiśmy jeszcze na ten temat.
- No widzisz,a mnie namawiasz.
- Tylko widzisz Svietłanko,ze mną nie jest tak łatwo...Dla mnie rozmowa z mężczyzną o mojej ewentualnej ciąży to trudny temat.
- Tak jak dla mnie.
- Nie rozumiesz.Ty masz męża i nie wiesz czy on chce mieć dzieci.Ja miałam męża,chcieliśmy mieć dziecko i byłam nawet w ciąży...- wyznała.
- I co się stało?
- Poroniłam...mąż był wojskowym,wyjechał do Iraku i zginął...
- Michał wie o tym?
- Wie.I podejrzewam,że dlatego nie mówi o dziecku.Czeka aż ja będę gotowa na taka rozmowę.Widzisz więc,że to nie to samo co z Wami.
- A będziesz chciała mieć dziecko z Michałem?
- Jeśli on będzie chciał i się uda,to niejedno.- uśmiechnęła się.- I tak sobie myślę po tej rozmowie,że może nawet dzisiaj podziałamy...Tobie też radzę.Dobierz się do Vitalika w nocy i nie odpuszczaj.Jak trzeba będzie to go nawet zgwałć.Potem przeprosisz.- doradziła.
Svietłana zaczęła się śmiać a Agnieszka razem z nią.W samą porę bo zauważyły zbliżających się do nich mężczyzn.
- Hej dziewczyny,coście tak od nas uciekły?- spytał Wiktor.
- A bo ileż można pić.- zauważyła Agnieszka czując od nich alkohol.
- Oj można,można.- zaśmiał się Michał obejmując ją.
- Przyszliśmy po Was bo robimy imprezę.Znalazłem zestaw do karaoke i jakieś stare nagranie.Goście już się schodzą to zrobimy konkurs na najlepsze wykonanie.Chodźcie.Dosyć już tego plotkowania.
Poszli na salę.Większość miejsc była już zajęta.Usiedli więc z tyłu.Wiktor wyjaśnił zasady i powiedział,że szanse będą równe.Agnieszka nie zgodziła się z nim i stwierdziła,że Vitas nie powinien brać udziału w konkursie bo już na starcie jest lepiej przygotowany.
- No to w takim razie Ty też nie zaśpiewasz.- zdecydował Wiktor.
- A ja dlaczego?- zdziwiła się.
- Zaraz Ci pokażę.- włączył film.
Na sali rozległy się szepty.Wszyscy byli ciekawi co to za nagranie.
- To jest nasza ostatnia impreza ostatkowa na studiach.- wyjaśnił Wiktor.- Mam tylko karaoke,nie wiem co się stało z reszta.Ale ważne,że jest to co najlepsze.
I zaczęło się.Agnieszka losowała jako pierwsza.Ucieszyła się i zaczęła śpiewać Małgośkę.Uśmiechnęła się wspominając tamten moment.
- Masz rację Wiktor.Ona niech nie śpiewa.- zawołała Marta.
- Zaczekajcie bo to nie wszystko.To dopiero próbka jej możliwości.Teraz będzie jazda.

W jednej chwili do Agnieszki wróciły wszystkie wspomnienia.Na ekranie zobaczyła Filipa.Wylosował piosenkę,przeczytał tytuł i ze śmiechem podszedł do niej i oświadczył,że może ją zaśpiewać tylko ze swoja dziewczyną.Wyszła więc z nim na środek i zaśpiewali "Something stupid".Poczuła łzy płynące po policzkach.Z jednej strony Michał ujął jej dłoń a z drugiej Vitas objął ją ramieniem.Za jej plecami powiedział coś do Michała.Ten puścił jej rękę i poszedł do Wiktora a Vitas szepnął coś Svietłanie,podniósł Agnieszkę z krzesła i cały czas obejmując wyprowadził ją na zewnątrz.Nie mogła się opanować.Od śmierci Filipa minęły dopiero trzy lata...A teraz zobaczyła go takiego pięknego,uśmiechniętego...Vitas cały czas ja przytulał i gładził uspokajająco po plecach.Była mu wdzięczna za to co zrobił.Stali tam dosyć długo.Czuła,że koszula Vitalija mokra jest od jej łez a on tylko stał i przytulał ją do swojej piersi.W końcu zapytał czy już jej lepiej.Skinęła tylko głową.Ale wcale lepiej się nie czuła.Vitas uniósł jej podbródek i spojrzał głęboko w oczy.Otarł kciukiem łzy nadal płynące po policzku i pocałował ją lekko,delikatnie.Widziała pożądanie w jego oczach.Przymierzał się do kolejnego pocałunku kiedy usłyszeli głosy.Agnieszka odwróciła się i zobaczyła zbliżających się do nich mężczyzn.Michała,Wiktora i Siergieja.Michał podszedł do niej,przytulił i zapytał jak się czuje.Powiedziała,ze źle i żeby Wiktora trzymał z daleka od niej.Jednak Wiktor miał inne plany.
- Agnieszko...Ja bardzo żałuję,że to zrobiłem.Nie pomyślałem,że to nagranie może sprawić Ci ból.Przepraszam...Wiem,jestem dupkiem ale proszę wybacz.Po za tym piosenka była piękna...
- Może Ty już nic nie mów.- uciszył go Michał.- Najlepiej będzie jak sobie pójdziesz.
- Nie Michał,niech zostanie.To nagranie sprawiło mi ból ale rzeczywiście wtedy zaśpiewaliśmy pięknie.I Filip był...- przerwała i westchnęła.
- No właśnie Guśka.Był.Przykro mi ale jego już nie ma.Teraz masz Michała i pora przestać płakać.
- Wiktor!- natychmiast zareagował Michał.- Zamknij się wreszcie!
- Zaczekaj.- przytrzymała go.- Wiktorku...kim Ty jesteś żeby mówić mi jak długo i w jaki sposób mam opłakiwać stratę męża?!Co Ty w życiu przeżyłeś?!Kiedy cierpiałeś?!- zaatakowała.- Kogo straciłeś?!
- Cały czas cierpię,odkąd Cię poznałem...- wyznał z opuszczoną głowa.- I dlatego nie mogę patrzeć jak ty się męczysz.Wiem,że niepotrzebnie się wtrącam...Ale wiesz,że zakochałem się w Tobie od pierwszego wejrzenia i wciąż Cię kocham,chociaż wiem,że nigdy nie będziesz moja...I zawsze będę Cię kochał...
- Wiktor...- brakło jej słów.Takiego wyznania się po nim nie spodziewała.
- Człowieku,ożeniłeś się dwa dni temu z piękną kobietą.Przysięgałeś jej miłość i wierność...- zaczął Michał.
- Michał,nie słuchasz co ja mówię.Chcę żyć normalnie.Mieć żonę,dzieci jak każdy.A że niestety nie chce mnie kobieta którą kocham to muszę spróbować ułożyć sobie życie i pokochać inną.Ale Agnieszka zawsze będzie dla mnie na pierwszym miejscu.
- Ty nie jesteś normalny.- stwierdził Michał.- A Agnieszka teraz jest moja.
- Pobijcie się o mnie.- zaproponowała.- Wszyscy trzej.- dodała wskazując jeszcze Vitasa.- Będzie pięknie.
- No,nareszcie się uśmiechnęłaś.- wtrącił się Siergiej.- Nie jestem w temacie bo nikt mi nic nie mówi ale proszę Cię,nie płacz już.Zobacz,trzech mężczyzn Cię pociesza...
- Dobrze Siergiej,postaram się już nie płakać.Ale jeszcze Ty mnie musisz pocieszyć.- zażartowała.
- Ja to mam pomysł i propozycję dla Ciebie i Vitasa.
- Słuchamy.- Vitas stanął obok nich.
- Tak sobie pomyślałem przy tym karaoke,że można by z tego klip zrobić.No wiecie,coś jak tamten filmik,że losujecie...
- Nie.- przerwał mu Vitas.- Nie zgadzam się.
- Ale Vitja.Agnieszka ma dobry głos.Dlaczego nie wykorzystać tego?Chciałeś nagrać nowy klip,jest okazja.
- Nie.- uparł się.
- Dlaczego nie?
Vitas odciągnął Siergieja na bok i coś mu tłumaczył.Ten nadal próbował go przekonać.W końcu Vitas ostatni raz powiedział"nie" i odszedł.
- O co chodzi z tym klipem?- zapytała Agnieszka.
- Teraz to już o nic bo Vitas nie zaśpiewa.A z tym Waszym karaoke wyszłoby fajnie.
- A dlaczego on nie chce zaśpiewać?
- Powiedział,że nie będzie wykorzystywał Twojego cierpienia.Nie bardzo go zrozumiałem ale mówił coś o mężu...Ten na filmie to był on?Przepraszam,że pytam...
- Nie szkodzi.Tak to był mój mąż.A czy Vitas nie chce zaśpiewać tylko ze względu na mnie czy ma jeszcze inny powód?- zapytała.
- No tak zrozumiałem.A zgodziłabyś się wystąpić?To i tak będzie nagrane amatorsko i dopiero w studio będzie obrabiane,ale o to mi właśnie chodzi,żeby wyglądało jak filmik z imprezy.- tłumaczył.
- Tylko że ja słabo znam piosenki Vitasa.I obawiam się,że głosu też nie mam rewelacyjnego.
- Guśka,proszę Cię.Głos to Ty masz lepszy od niejednej dziewczyny z którą Vitas śpiewał.Uwierz mi.- wtrącił się Wiktor.
- Dajcie jej spokój.Nie chce,niech nie śpiewa.
- Ale Michał,może ja chcę zaśpiewać z Vitasem...Musiałabym usłyszeć tę piosenkę.
- Nie ma sprawy.Zawsze wożę ze sobą płyty.Jeśli tylko chcesz,to mogę poszukać.
- A co z Vitasem?- zapytał Wiktor.- Jak go namówicie?
- Jak Agnieszka zgodzi się wystąpić to ja go nie będę prosił tylko po prostu powiem,że ma zaśpiewać i koniec.To ja decyduję w czym on wystąpi.Focha może sobie strzelić po nagraniu.
- Dobrze.To Ty idź poszukaj tej płyty.A Ty Wiktor idź przygotuj towarzystwo,bo coś tam za cicho jest.
- Hm...Myśmy im już powiedzieli jaki mamy plan i się przygotowują...
- To teraz jestem ciekawa co zrobicie jak Vitalij nie zaśpiewa.
- Zaśpiewasz z Michałem.
- Mnie w to nie mieszaj.Ja nie umiem śpiewać.- bronił się Michał.
- Nieważne.W studio i tak dograją Vitasa i podłożą jako twój głos.
- Ładna ściema.Dobra,jakby co to ja Vitalika biorę na siebie.No co?- zauważyła spojrzenie Michała.- Jak wystąpię w teledysku to będę sławna.
- A Ty spryciaro.Jakby nie to to byś się nie zgodziła?
- W życiu.- skłamała.
Przy wejściu Siergiej wręczył jej płytę i powiedział którą piosenkę chce nagrać.Wiktor udostępnił jej sprzęt i odsłuchała raz,drugi,trzeci...Postanowiła spróbować.Siergiej podał jej kartkę z tekstem.Zaśpiewała całą sama.Przy drugiej próbie Siergiej nagrywał.Kiedy Agnieszka wysłuchała nagrania była w szoku.Wyszło na prawdę dobrze.Siergiej poszedł z nagraniem do Vitasa.Agnieszka,Wiktor i Michał poszli za nim i podsłuchiwali pod drzwiami.Najpierw się kłócili,potem Vitas obejrzał nagranie,znów się pokłócili,w końcu drzwi otwarły się z hukiem i z pokoju wyszedł wściekły Vitas.Spojrzał na nich,wziął Agnieszkę za rękę i pociągnął za sobą do ogrodu.Kiedy byli już w wystarczającej odległości od hotelu,Vitas zatrzymał się,przyciągnął ją do siebie i pocałował.Chciała go odepchnąć ale zbyt mocno ja trzymał.Całował namiętnie,pożądliwie.Pomyślała,że zaraz zrobi jej krzywdę i kopnęła go kolanem w krocze.Oprzytomniał,zaklął i odszedł kawałek.Chciała wykorzystać okazję i uciec ale zorientował się i złapał ją.
- Zaczekaj.Przepraszam.Nie wiem co się dzieje ale wariuję przy Tobie...Nie potrafię się opanować.- przyznał.
- A to peszek.- usiadła na ławce.- Co na to Svietłana?
- Nie mówię jej o takich rzeczach.
- Ostatnio to chyba w ogóle o niczym jej nie mówisz.I niczego z nią nie robisz.
- O co Ci chodzi?- zapytał zdziwiony.
- Siadaj.- wskazała ławkę.- Rozmawiałam dzisiaj z Twoja żoną i chyba nie chciałabym być na jej miejscu.
- Dlaczego?Przecież ma wszystko czego zapragnie...
- Jak Ty mało wiesz o kobietach.Nie liczą się pieniądze...Co jej z tego,że ma męża jeśli musi się nim dzielić z milionami kobiet i nie tylko...
- Wiedziała o tym przed ślubem.
- A co z dziećmi?Dlaczego nie macie?Nie chcesz być ojcem?Nie możesz?
- Nie mam ochoty z Tobą o tym rozmawiać.- zdenerwował się.
- To może najwyższy czas porozmawiać z żoną.Bo ona chciałaby mieć z tobą dziecko ale boi się powiedzieć Ci o tym.
- To nie są Twoje sprawy.- wstał.
- Dobrze,nie wtrącam się.Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie i kończę temat.Svietłana powiedziała,że zauważyła że od jakiegoś roku unikasz zbliżeń...Przy mnie nie panujesz nad sobą a poznaliśmy się rok temu...czy to ma jakiś związek ze mną?
- Svietłana przesadza a Ty nie musisz wszystkiego wiedzieć.To są nasze prywatne sprawy.- denerwował się coraz bardziej.
- Przepraszam.Chciałam Ci tylko trochę otworzyć oczy bo Svietlana może w końcu odpuścić i odejść.- ostrzegła.
- Dosyć!Nie będę z Tobą rozmawiał o mojej żonie i naszych problemach!Zajmij się swoim życiem!- krzyknął.
- Dobra,już spokojnie.- wystraszyła się.-Powiedz,czy odmawiasz Siergiejowi ze względu na mnie?- zapytała.
Spojrzał na nią zaskoczony nagłą zmiana tematu.Chwilę myślał.
- Wydawało mi się,że tak będzie lepiej.
- A jeżeli ja się zgodzę to zaśpiewasz ze mną?
- A zgodzisz się?Sama pięknie ja zaśpiewałaś.- pochwalił.
- Wyobrażasz sobie jak będzie brzmiała z Twoim głosem?Tam wszyscy już czekają bo Siergiej i Wiktor powiedzieli im,że wezmą udział w nagraniu teledysku.Mam ochotę zrobić im psikusa i odmówić ale chcę zaśpiewać jeszcze raz tę piosenkę...z Tobą.
Vitas uśmiechnął się szczęśliwy i zanucił "Wracać chcę do Ciebie wciąż..."

w hotelu wszyscy w napięciu czekali na ich powrót i decyzję.Kiedy za plecami Vitasa Agnieszka pokazała im ok,odetchnęli z ulgą.Siergiej przygotował już podkład,tekst do wyświetlenia na ekranie i kamerę,żeby nagrać występ.Poinformował,że początek klipu już jest i że od razu zaczyna od nich.Wyszli na środek i zaśpiewali piękną balladę.Nie było w niej typowych syrenich tonów Vitasa ale i tak była piękna.Siergiej chciał żeby na koniec Vitas pocałował Agnieszkę jakby była jego ukochaną ale oboje zaprotestowali i tylko ją przytulił.Kiedy oglądali to co nakręcił Siergiej,Agnieszka była zdumiona.Rzeczywiście wyglądało jak filmik z imprezy a ona z Vitasem jak para zakochanych.Michał stał z boku i nie oglądał nagrania.Kiedy Agnieszka spytała dlaczego,odpowiedział że na żywo widział wystarczająco dużo.Zorientowała się,że jest zazdrosny kiedy zapytał czy widziała jak Vitas na nią patrzył śpiewając.Nie pomogły jej tłumaczenia,że Vitalij jest aktorem i to było na potrzeby klipu.Zły poszedł do pokoju.Vitas przyglądał się ich rozmowie i podszedł do Agnieszki.
- Co mu się stało?- zapytał patrząc za Michałem.
- Jest zazdrosny.- wyjaśniła.- O Ciebie.
- A ma powód?
- Proszę Cię...Na nagraniu wszystko widać.Wszystko.- podkreśliła.-I wcale się teraz Svietłanie nie dziwię.- zostawiła go i poszła za Michałem.
Stał przy oknie.Podeszła do niego.Wyglądał jak zbity pies.Przytuliła się do niego.
- Miśku...Nie bądź zły.- poprosiła.
- Nie jestem.- westchnął.
- Przecież widzę.- spojrzała na niego.- Aż się w Tobie gotuje.
- To prawda,że spałaś z Vitasem?- spytał nagle.
- Wiktor?- domyśliła się.Skinął głową.- Tak,ale to było zanim poznałam Ciebie i zanim dowiedziałam się,że ma żonę.Po za tym byłam pijana.- tłumaczyła.
- Ale on nadal Cię pragnie i to widać.
- Ale ja mam Ciebie i nie chcę nikogo innego.- pocałowała go.
Odsunął się od niej.
- A gdybym odszedł?Związałabyś się z nim?
- Zwariowałeś?!Vitas ma żonę.Dla mnie jest stracony.Nawet gdyby mi teraz powiedział,że się rozwodzi.Nie potrafiłabym żyć tak jak ona.Nie umiem się dzielić moim mężczyzną.Tym bardziej z milionami kobiet...Co Ci biedaku chodzi po głowie?
- A gdybym teraz poprosił...- uklęknął przed nią i wyjął z kieszeni pudełeczko.- Żebyś wyszła za mnie?- dokończył.
Zaniemówiła.Z wrażenia aż przysiadła na łóżku.Przez chwilę zdawało jej się że zemdleje.Michał patrzył z nadzieją,cały czas klęcząc.W końcu Agnieszka doszła do siebie i kiedy już widziała łzy w oczach Michała,wzięła pudełeczko,uśmiechnęła się najsłodziej jak potrafiła i powiedziała"Tak".Michał szczęśliwy wziął ją na ręce i zatańczył wkoło pokoju.Później delikatnie posadził ją na łóżku.Otworzył pudełeczko ,wziął pierścionek i założył jej na palec.
- Teraz jesteś już tylko moja.- oświadczył dumny.
- Oj,bo się rozmyślę.- pogroziła mu ze śmiechem.
- Będę już grzeczny tylko się nie rozmyślaj.- poprosił.
- A wiesz co ja planowałam na dzisiaj?
Opowiedziała mu o rozmowie ze Svietłaną i o planach związanych z dziećmi.I o swoich planach na tę noc.
- O Wy wiedźmy.Planowałyście zamach na naszą męskość.- zaśmiał się.
- A tam zaraz zamach.Svietłana jest mężatką to to jego obowiązek jest a Ty i tak chcesz się ze mną ożenić więc też możesz już coś podziałać.
- No to działam.- przewrócił ją na łóżku i ze śmiechem zabrał się do rzeczy.
Kiedy Michał zasnął,Agnieszka nadal leżała i oglądała pierścionek na palcu.Nie mogła uwierzyć w to co się stało.Spojrzała na śpiącego mężczyznę i uśmiechnęła się na myśl,że teraz już zawsze będzie się budzić obok niego.Przytuliła się do niego i usłyszała pukanie.Dochodziło z łazienki.Wstała i podeszła do drzwi.W łazience stała zapłakana Svietłana.Agnieszka weszła i zamknęła za sobą drzwi.
- Co się stało? - spytała.- Przez niego płaczesz?
Svietłana skinęła głową.
- Co Ci zrobił?
- Nic...Już nic mi nie chce zrobić...- poskarżyła się.
- Spokojnie.Co się dokładnie stało?
- Jak Ty poszłaś za Michałem to on tak popatrzył za Tobą a potem wyszedł.Pomyślałam sobie,że jak jest sam to może z nim porozmawiam i poszłam do niego.Był jakiś zły.Jak spytałam co się dzieje,to najpierw się nie odezwał a potem nakrzyczał na mnie,że jakim prawem skarżyłam się Tobie na niego.Że on stara się jak może żeby zapewnić nam godne życie a ja skarżę się obcym ludziom.Był wściekły.Potem powiedział,że jak chcę mieć z nim dziecko to on mi je zrobi.Zaciągnął mnie do tej altanki i tam chciał...Nigdy nie widziałam go w takim stanie.Wystraszyłam się...ale on nie mógł...Wtedy wściekł się jeszcze bardziej.Myślałam,że mnie uderzy...Ale on tylko zapiął spodnie i ze łzami w oczach powiedział żebym się wynosiła bo chce zostać sam.Próbowałam go jakoś uspokoić ale mnie odepchnął.W końcu wypchnął mnie stamtąd i powiedział,że nie chce mnie widzieć...Że to już koniec...Że ma dosyć tego wszystkiego...I że nikogo już nie chce widzieć...Boję się o niego...- szlochała.
- Gdzie on teraz jest?
- Dalej tam siedzi.Kazałam Andriejowi go przyprowadzić ale jego też wyrzucił to siedzi niedaleko i go pilnuje.
- A Siergiej?
- Nie mogę go znaleźć...Wiktor też gdzieś zniknął...Proszę Cię,może niech Michał z nim porozmawia...
- Michał śpi,zresztą to nie jest dobry pomysł.
- Dlaczego?
- Później Ci wytłumaczę.Ty ogarnij się trochę i idź poszukać Siergieja.Ja się ubiorę i pójdę zobaczyć co z Vitalikiem.I uspokój się już bo to nie pomaga.Spróbuj zajrzeć do kuchni,może tam będzie Wiktor.
Po cichu,żeby nie obudzić Michała,ubrała się i wyszła.Po drodze spotkała Wiktora.Pożyczyła od niego latarkę i dowiedziała się,że Siergiej pojechał na lotnisko i raczej nie wróci do rana.Nie powiedziała mu o co chodzi.Poszła do altanki.Na ławce nieopodal siedział Andriej.Podeszła do niego.
- I jak?- spytała.
- Cały czas tam siedzi.Nie chce nikogo widzieć.Znalazłyście Siergieja?
- Pojechał z Tanią na lotnisko.Wróci rano.- poinformowała.
- No to pięknie.Jak Tobie nie uda się go stamtąd wyciągnąć to obaj tu zamarzniemy.
- Rzeczywiście robi się zimno.Na wszelki wypadek przynieś jakiś koc,butelkę wódki i gorącą słodką herbatę.- poleciła.- Ja idę z nim pogadać.Może mnie nie wyrzuci.
Andriej pobiegł do hotelu a Agnieszka z duszą na ramieniu stanęła w progu altanki.

Usłyszała pociąganie nosem.Płacze?- pomyślała.
- Vitalij?- nie mogła go znaleźć w tych ciemnościach.Włączyła latarkę.
- Zgaś to i idź sobie.- usłyszała.
Siedział w kącie na podłodze,z podciągniętymi kolanami i głową opartą o ramię.Kiedy uniósł głowę i zobaczyła załzawioną twarz,wyłączyła światło.Podeszła i usiadła obok niego.Nie protestował.Przez chwilę siedzieli w milczeniu.
- Co się dzieje?- spytała Agnieszka.
- Nic o czym musisz wiedzieć.Idź sobie stąd.
- Dlaczego?Polska to wolny kraj i mogę sobie siedzieć gdzie mi się podoba.
- To sobie siedź ale nie odzywaj się do mnie.
- Zimno tu masz i tak ciemno...
- Nie podoba się to wyjdź.Nikt Cię tu nie zapraszał.- warknął.
- Dobra,już nie narzekam.Tak tylko powiedziałam.
- Miałaś się nie odzywać.- przypomniał.
- Przepraszam.- zamilkła.
- Agnieszka?- usłyszała głos Andrieja.- Mam wszystko.
Podeszła do wejścia.Andriej podał jej koce,termos,butelkę i dwa kubki.Usiadła z tym obok Vitasa.Otworzyła termos i nalała sobie herbaty.Zrobiła parę łyków i poczuła ciepło rozchodzące się po ciele.Wzięła drugi kubek,nalała do połowy herbaty,resztę uzupełniła wódką.
- Co tam masz?- zainteresował się Vitas.
- Herbatkę.Chcesz?- podała mu kubek.
Vitas zrobił łyk i zakrztusił się.
- Co to jest?!- zapytał kaszląc.
- Herbatka.- uśmiechnęła się.- Z prądem.
- A ten prąd to co to jest?- spytał robiąc następny łyk.
- Wódka.Mam tu cały zestaw ratunkowy.Kocyk,herbatkę,wódeczkę i chusteczki.
- A kogo ratujesz?
- Ciebie.Bo coś mi się zdaje,że źle z Tobą.Kocyk chcesz?- zaproponowała.
- A daj bo trochę zmarzłem.Tej wódki to dużo masz?
- Dla Ciebie wystarczy.
- Mówiłaś coś o chusteczkach...
Podała mu paczkę przezornie wziętą z pokoju.
- Dzięki.
- Hm...po co ja tu przyszłam...Aaaa...Możesz mi powiedzieć co się dzieje?
- Nie.
- Ale jeszcze nie czy w ogóle nie?
- Odczep się już!
- No ładnie się odwdzięczasz.To ja tu z wódeczką a Ty co?
- Przepraszam...Nie chcę o tym rozmawiać.Nie teraz i chyba nie z Tobą.
- No to kogo Ci tu podesłać?Svietłana tam oczy wypłakuje.Boi się o Ciebie.
- Mnie się boi...Zachowałem się jak skończony bydlak.Wystraszyła się...
- Wiem.
- Powiedziała co zrobiłem?
- Tak.Vitja,ona nie wie co się dzieje.Dlaczego tak się zachowałeś ale boi się o Ciebie.Że nie wiem,coś sobie zrobisz...Dlatego przyszła do mnie...
- A Ty?- spytał cicho.
- Co ja?
- Czy Ty też się mnie boisz?
- A mam powód?
- Kopnęłaś mnie...- przypomniał.
- No tak,wtedy się wystraszyłam.Ale chyba nie zrobiłam Ci krzywdy...
- Chyba nie.Masz jeszcze tą herbatkę?Z prądem...
Zrobiła mu drugą porcję.Kiedy podawała mu kubek,dotknęła jego dłoni,była lodowata.Włączyła latarkę.Vitas siedział na kocu,który mu dała.
- Wstań i przykryj się dobrze tym kocem bo jeszcze się przeziębisz.Usiądź na moim.- przesunęła się robiąc mu miejsce.- Ani herbatka Ci nie pomoże.
- Ale zgaś to światło.- grzecznie zrobił to o co prosiła.- A teraz Ty zmarzniesz.
- To...albo nie.- zrezygnowała z propozycji przytulenia się do niego.
- To co?- sam wpadł na ten pomysł.
- To pójdę do hotelu.Nie mam zamiaru spędzić tu z Tobą całej nocy.
- Szkoda.- westchnął zasmucony.
Oparł głowę o jej ramię i przez chwilę myślała,że zasnął.
- Co Svietłana Ci powiedziała?
- Płakała,więc niewiele zrozumiałam.Tylko to,że nakrzyczałeś na nią,że trochę nią poszarpałeś,powiedziałeś,że to koniec i nie chcesz już nikogo widzieć.I,że boi się o Ciebie.- przemilczała wstydliwy moment i poczuła,że odetchnął.- Co Ci się w ogóle dzisiaj dzieje?
- Nie wiem...Chyba...jestem zazdrosny.- powiedział cicho.
- O Svietłanę?- udała,ze nie wie.
- Nie...Ona nie daje mi powodów do zazdrości,zresztą nie mam czasu żeby o tym myśleć.
- Chciałam zauważyć,że w ogóle nie masz dla niej czasu.
- Miałaś się nie wtrącać.- upomniał ją.
- Przepraszam.Nie panuję nad tym.Rozmawiamy o Tobie.
- Właśnie.
- To co z tą zazdrością?
- Nie wiem...Zresztą nieważne.- znów zamilknął.
Pomyślała,że w ten sposób to faktycznie będą tam siedzieć do rana.Musiała coś szybko wymyślić.Wzięła kubki,nalała wódki i wypili po jednym,drugim,trzecim...i stwierdziła,że ona ma już dosyć.Miała nadzieję,że Vitasowi w końcu rozwiąże się język i dowie się co się stało.
- Vitja,powiesz mi teraz co jest grane?- spytała.
- Nie mogę...I nie dawaj mi już wódki.- poprosił.- Nie wiem co się ze mną dzieje.Odkąd Ciebie poznałem,nikt inny dla mnie nie istnieje.
- Co Wam się wszystkim dzisiaj stało?!- nie wytrzymała.- Jakaś pełnia jest czy co?- wyjrzała na zewnątrz,ani śladu księżyca.- Wszyscy mnie nagle kochają.Cholery można dostać.Najpierw Wiktor,potem Michał,teraz Ty.Co to ja jestem?Czy ja Was jakoś wabię czy co?
- Przepraszam...
- Nie przepraszaj.Jestem zła bo ten dzień jakiś popieprzony jest.Powinnam się cieszyć a się wściekam.Trzech facetów wyznaje mi miłość...A ja mogę być tylko z jednym.- zaczęła się śmiać.
- Wiktor jest żonaty...
- Ty też.A Michał właśnie poprosił żebym za niego wyszła...- pochwaliła się.
- I co zrobisz?Zgodzisz się?
- Już się zgodziłam.- włączyła latarkę i pokazała mu pierścionek.
- A ja myślałem...
- Lepiej nie myśl za dużo.Wybij mnie sobie z głowy.I uwierz,Svietłana Cię kocha a ja nigdy nie mogłabym być Twoja...
- Dlaczego?- wyłączył światło.
- Bo nie dzielę się moim mężczyzną.Z nikim.Nie nadaję się na żonę artysty.
- A gdybym przestał śpiewać?
- Chyba oszalałeś!Nie wolno Ci tego zrobić.Jeszcze nie miałeś koncertu w Polsce.
- Ale ja nie mogę przestać myśleć o tamtej nocy...
- Vitas...Byliśmy pijani.Nic ale to nic oprócz seksu nas nie połączyło.Gdybym wtedy wiedziała o Svietłanie,do niczego by nie doszło.Posłuchaj,Ty masz żonę która Cię jeszcze kocha.Ja właśnie podjęłam decyzję,że wyjdę za Michała.Zrozum,nigdy nie będziemy razem.
- To nie jest sprawiedliwe.
- Nikt nie obiecywał,że będzie łatwo.Oboje jesteśmy dorośli i musimy ponosić konsekwencje własnych decyzji.U nas jest takie powiedzenie:"Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma".I to działa.Spójrz na Wiktora.Kocha mnie ale ożenił się z Martą bo mnie mieć nie może.Znalazł sobie kogoś kto go pokochał,więc Ty możesz kochać kogoś kogo już masz.
- Ale ja kocham Svietłanę...
- To czego chcesz ode mnie?
- Nie wiem...
- Posłuchaj.Zostawiłam śpiącego Michała,żeby przyjść po Ciebie.Jeśli obudzi się i nie będzie mnie przy nim to zacznie mnie szukać.Jak znajdzie mnie z Tobą to zadowolony raczej nie będzie.Więc rusz z łaski swojej szanowna dupę i idź już do żony bo ona tam czeka.
- Nie mogę...
- A dlaczego?
- Bo zachowałem się jak cham...Wyżyłem sie na niej...
- No to ją przeprosisz.Przyznasz,że jesteś idiotą...
- Aż tak to może nie.- przerwał jej.- Ale i tak nie mogę...
- Co znowu?
- Ja chciałem...Chciałem jej...zrobić krzywdę.- przyznał się.
- Jak z nią porozmawiasz to zrozumie i wybaczy.
- Gwałt?
- Jaki gwałt?- spytała zaskoczona,że się przyznał.
- Byłem wściekły i chciałem ją...zgwałcić...
- Ty nie mówisz poważnie.
- Mówię...Wściekłem się,że powiedziała Ci o nas,o dziecku...i chciałem jej zrobić to dziecko już,teraz...Nie wiem co się stało...Na szczęście moje ciało jest chyba mądrzejsze ode mnie...i odmówiło współpracy.Pierwszy raz tak się zachowałem.Widziałem przerażenie w jej oczach.Nie wiem jak ja mam teraz spojrzeć jej w twarz.Jak mam w ogóle do niej podejść...
- Nie dowiesz się jak nie spróbujesz.
- Jest mi tak strasznie wstyd...Ona nie pozwoli mi się teraz zbliżyć...
- Musisz być delikatny.Jeżeli przez te wszystkie lata od kiedy jesteście razem,Ty dopiero teraz wariujesz,to jak się rozładowywałeś do tej pory?
- Nie wiem.Nigdy nie czułem się tak jak dzisiaj.
- Chcesz powiedzieć,że nigdy nie byłeś zazdrosny?
- Właśnie.Zawsze godziłem się z tym,że inni mają to czego ja mieć nie mogę.Dzisiaj,kiedy Michał powiedział Wiktorowi,że jesteś jego...zabolało.A potem Ty poszłaś za nim...i nie wiem co się ze mną stało...Svietłana mi nie wybaczy.
- Wybaczy.Musisz tylko z nią porozmawiać.
- Zostało tam jeszcze coś w butelce?
- Tak trochę do herbaty.
- Mogę jeszcze dostać?Na odwagę...- poprosił.
Podała mu kubek.Chwycił jej dłoń.
- A Ty?- zapytał.- Ty mi wybaczysz?
- Ale co ja mam Ci wybaczyć?Mnie nie skrzywdziłeś.
- Wiesz,ja wtedy chciałem do Ciebie zadzwonić ale Wiktor nie chciał dać mi numeru a nie miałem jak przyjechać.Do dzisiaj zastanawiam się dlaczego wtedy z nami nie pojechałaś.Bo wcale nie chodziło o badania,prawda?
- Kiedy spałeś,poczytałam sobie trochę na internecie i dowiedziałam się o Svietłanie...Było mi przykro,że ją zdradziłeś ze mną...I że mi nie powiedziałeś,że masz żonę.- wytłumaczyła.- I czy zadzwoniłbyś,czy przyjechał,potraktowałabym Cię tak samo.Masz żonę więc się jej trzymaj.
- Myślisz,,że będziesz z nim szczęśliwa?- zapytał nagle.
- Już jestem.Przy nim w końcu mogę zacząć nowe życie.Nie muszę myśleć o tym jak byłoby z Filipem...bo wiem jak jest z Michałem.A,jeszcze Ci nie podziękowałam.
- Za co?
- Że zabrałeś mnie stamtąd i pozwoliłeś wypłakać się w koszulę.
- Wyschła.- machnął ręką.
- Ale z tym całowaniem to przesadziłeś.Mogłeś sobie darować.
- Nie potrafiłem.Za bardzo Cię pragnę...
- Wstawaj!- zarządziła.- Idziemy do hotelu.
- Idź sama,ja jeszcze zostanę.
- Nie ma mowy.Andriej!- zawołała ochroniarza.- Pomóż mi.
Andriej pomógł wstać Vitasowi.Zarzucił mu koc na ramiona i poprowadził do hotelu.Dopiero teraz Agnieszka poczuła chłód nocy.W holu czekała na nich cała trójka:Svietłana,Wiktor i...Michał.Svietłana podeszła do męża i przytuliła się do niego.Agnieszka zauważyła zaskoczenie na jego twarzy.Chciała podejść do Michała ale uciekł na górę.Wiktor uspokajał ją.
- Svietłana mu wytłumaczyła co się stało i chyba zrozumiał.
Agnieszka poszła do pokoju.Michał leżał na łóżku z rękami pod głową.Usiadła obok niego.Wziął ją za rękę i spojrzał na pierścionek.Zobaczyła błysk w jego oku.Uśmiechnął się do niej i przyciągnął do siebie.
- Moja Ty Samarytanko.- zaczął ją rozbierać.
Zasypiała szczęśliwa w ramionach Michała.Niestety rano Michał musiał wracać.Chciała jechać z nim ale Wiktor się uparł,że obiecała zostać dłużej.W końcu on z żoną wyjeżdżał w podróż poślubną a nikt z zostających nie znal dobrze rosyjskiego.Została więc jeszcze parę dni.

Kiedy Agnieszka wróciła do pokoju,czekała na nią Svietlana.Była rozpromieniona.
- Nie wiem co mu zrobiłaś ale nie ważne.Strasznie Ci dziękuję.
- Ale za co?- nie rozumiała.
- Że oddałaś mi mojego Vitalika.
- Opowiadaj.- usiadła kolo niej.
- Jak Ty poszłaś za Michałem to my z Andriejem przyprowadziliśmy Vitalika na górę.On zdawał się być w szoku i chyba lekko pijany...
- Był pijany.Wypiliśmy butelkę wódki.
- Aha.No nie ważne.Był zmarznięty.Pomogłam mu się rozebrać i położyłam go do łóżka.Położyłam się koło niego...chciałam zrobić to co mi radziłaś ale on wstał...powiedział,że musi do łazienki.Pomyślałam,że znowu ucieka...Nie było go długo ale wyszedł świeży,pachnący,w samym ręczniku...który mu spadł zanim doszedł do łóżka.Ja siedziałam na brzegu.On stanął przede mną,rozłożył ręce i powiedział,że dzisiaj jest cały mój i mogę z nim zrobić co tylko zechcę.- zaśmiała się.- Siedziałam bez słowa bo aż mnie zatkało.A on uklęknął,położył głowę na moich kolanach i prosił żebym mu wybaczyła...Żebyś widziała jaką miał minę jak mu powiedziałam,że się nie gniewam.Jakbyś dała dziecku wymarzony prezent.A potem był taki delikatny...- westchnęła.
- No,to może coś z tego będzie.- mrugnęła do niej ze śmiechem.
- A Michał?Gniewał się na Ciebie?On powiedział mi,że jest zazdrosny o Vitalija.Ja wiem,że Wy byliście ze sobą rok temu...Vitja mi wszystko powiedział...Ale nie mam do Ciebie żalu,nie wiedziałaś o mnie.
- Cały czas wiedziałaś?
- Nie.Ale domyślałam się bo tak patrzył na Ciebie i na tym nagraniu było widać,że darzy Cię uczuciem...On przyznał mi się jak już leżeliśmy i rozmawialiśmy o tym co się stało.Cieszę się,że Cię poznałam,bo na prawdę jesteś dobrą dziewczyną i nie dziwię się,że vitalik oszalał na Twoim punkcie.
- Svietłana...
- Nie powiedziałaś co z Michałem.- zmieniła temat.
- Myślałam,że się gniewa ale chyba dobrze wytłumaczyłaś mu sytuację.A wcześniej miałam Ci się pochwalić ale tak jakoś nie było jak.- pokazała jej dłoń z pierścionkiem.- On poprosił mnie wczoraj o rękę a ja się zgodziłam.
- Cieszę się ale Vitalik już mi powiedział.
- Plotkarz.A podobno to kobiety lubią plotkować.- zaśmiała się.- A tak w ogóle to gdzie on jest?
- Śpi.Źle spal po tych rozmowach.Miał jakieś koszmary.Odsypia teraz to skorzystałam z okazji,żeby porozmawiać z Tobą.Pewnie się już nie spotkamy...
- No,ciężko będzie.Ale podam Ci adres mailowy i będziemy mogły do siebie napisać od czasu do czasu.- zaproponowała.
Właśnie wymieniały się adresami kiedy ktoś zapukał w drzwi łazienki.
- Wejdź!- zawołała Agnieszka domyślając się,że to Vitas.
- A,tu się schowałaś.- wszedł zaspany jeszcze w piżamie.- A ja Cię szukam...
- Dzień dobry się mówi jak się w gości przychodzi.- zwróciła mu uwagę Agnieszka.
- Zdrawstwujtie.- uśmiechnął się tym swoim cudnym uśmiechem.- A gdzie Twój narzeczony?
- Pojechał do pracy.Nie każdy może sobie pozwolić na miesiąc urlopu.A Ty jak się dzisiaj czujesz?
- Lepiej.- usiadł obok Svietłany.- I mam nadzieję,że tak już zostanie.
- No nie tylko Ty.
- To co Vitja,dzisiaj my musimy się zająć Agnieszką bo pewnie tęsknić będzie.
- Ja może lepiej nie będę się nią zajmował...Ale jak uważasz,że powinniśmy to Ty się lepiej nadajesz.- bronił się.
- To Ty może idź się ubierz.Chyba,że wracasz do łóżka?
- No Vitas,lepiej idź jeszcze pośpij bo długa noc przed Tobą.- doradziła Agnieszka ze śmiechem.- Zbieraj siły bo trzeba w końcu zrobić tego małego Vitalika.
- Albo Vitalinkę.- dołączyła do niej Svietłana.
- Chciałem Wam powiedzieć,że jesteście wredne.Idę od Was.
Resztę dnia spędziły w swoim towarzystwie na obgadywaniu swoich mężczyzn.Trochę czasu spędziły z Siergiejem i Andriejem na oglądaniu po raz kolejny nowego klipu Vitasa,a po kolacji poszły do swoich pokoi.Kiedy Agnieszka leżała już w łóżku zadzwonił Michał.Przegadali dwie godziny.W końcu padła jej bateria w telefonie i musiała skończyć rozmowę.Szybko zasnęła ale przebudziła się w nocy z uczuciem,że ktoś coś do niej mówi.Otworzyła oczy,obok niej spał Vitas.Włączyła światło i szturchnęła go.Przez chwilę nie wiedział co się dzieje.Usiadł i przyglądał jej się zdziwiony.
- Ufo Cię przeniosło.- podpowiedziała.- Co Ty tu znowu robisz?
- Svietłana mnie wyrzuciła.- poskarżył się.
- Dlaczego?
- Nie pamiętam.Pójdę do Siergieja...- wstał z łóżka.
- Zaczekaj.Co jej znowu zrobiłeś?
- Nie wiem...
- Siedź tu i nigdzie nie chodź.- przykazała i poszła do Svietłany.
- Co się stało?- spytała rozespana.
- No właśnie przyszłam zapytać o to samo.
- Nie rozumiem.- usiadła.
- Gdzie Vitas?
Rozejrzała się po pokoju.
- U Ciebie?- domyśliła się po chwili.
- Powiedział,że go wyrzuciłaś.Ale nie pamięta o co poszło.
- Ja?!- zaczęła się śmiać.- Jemu się coś śniło...Wstał i poszedł do łazienki.Myślałam,że się obudził...
- Lunatykuje?
- Nie.Ale czasem coś mu się przyśni i jak się nie wybudzi tylko wstanie do łazienki albo się napić to potem wydaje mu się,że to było na prawdę.I teraz pewnie też tak jest.
- Aha.Śniło mu się,że go wyrzuciłaś.Tylko dlaczego przylazł do mnie?
- Nie wiem.Może miał najbliżej.
Weszły do pokoju Agnieszki.Vitalij siedział na parapecie.Svietłana podeszła do niego.
- Vitja,co się dzieje?- spytała.
- Wyrzuciłaś mnie,kazałaś mi zniknąć z Twojego życia...
- To byl tylko sen.- przytuliła go.- Nigdy bym Ci tak nie powiedziała.
Agnieszka zostawiła ich samych i zeszła do kuchni po coś do picia.Kiedy wróciła do pokoju Vitas znów leżał w jej łóżku.Zrezygnowana usiadła obok niego.
- Vitas,dlaczego dalej tu jesteś?- spytała.
- Svietłana powiedziała,że skoro tak bardzo Cię pragnę to mam sobie tu zostać.
- Vitas!Miałeś uważać na to co mówisz.
- Uważałem.Sama to wymyśliła.Powiedziała,że nie może patrzeć jak się męczę i ona pozwala mi spędzić z Tobą ostatnią noc.- wytłumaczył.
- Wy oboje chyba zwariowaliście.Tobie to się nie dziwię bo faceci nie są normalni ale ona?Wstawaj w tej chwili i wynoś się do swojego łóżka.Od wczoraj jestem zaręczona i nie mam zamiaru zdradzać Michała z nikim.Rozumiesz?Nie chcę Cię tu więcej widzieć.
Vitas wstał niechętnie i ociągając się poszedł do siebie.Agnieszka zła nie zasnęła już do rana.

W hotelu Wiktora Agnieszka spędziła jeszcze parę dni.Vitas już się nie pokazywał.Za to Svietłana całe godziny przesiadywała z Agnieszką.Ostatniego wieczora przyszła się pożegnać.Znów była zasmucona.
- Wiesz,będę tęsknić za Twoim towarzystwem.- wyznała.-Wolałabym mieć Cię blisko siebie.
- Masz męża.- przypomniała.
- Co to za mąż,który kocha inną kobietę.
- Kocha Ciebie.A w każdym bądź razie tak mi powiedział.
- To co czuje do Ciebie?Ja wiem,że on cały czas myśli o Tobie.Od czasu jak go wyrzuciłaś,prawie się nie odzywa,nie chce jeść,źle śpi...Nawet jak w nocy wstaje do łazienki to w ostatniej chwili i budzi mnie żebym z nim poszła...żeby czasem do Ciebie nie poszedł.Co Ty mu powiedziałaś?
- Tylko prawdę.Że nie mam zamiaru zdradzać Michała.I,że nie chcę go widzieć w swoim pokoju...
- A już było dobrze...- spojrzała na nią z wyrzutem.
- No sorry Svietłana ale to Ty kazałaś mu się ze mną przespać.
- Wiem,ale on tak na Ciebie patrzy...
- Trudno.Ja mam swoje życie on swoje.Przypadkiem się spotkaliśmy,coś było i tyle.Wszystko przez to,że nie powiedział mi o Tobie.
- Boję się,że w końcu odejdzie.
- Nic się nie bój.Teraz tylko postaraj się zajść w ciążę.Jak Vitas zobaczy dziecko to zapomni o innych.Niestety o Tobie na jakiś czas też.- uśmiechnęła się.
- Obiecaj mi,że jak będzie źle to przyjedziesz z nim porozmawiać.
- Dobra ale zobaczysz,że mu przejdzie.- zapewniła sama w to nie wierząc.
- Mam nadzieję,że masz rację.O której wyjeżdżasz?
- Jeszcze nie wiem.Michał ma po mnie przyjechać bo będzie wracał z trasy to wstąpi po drodze.A Wy?
- Chyba koło ósmej.Nie pamiętam czy ten samolot leci o dziewiątej czy o dziesiątej.
- To możemy się już nie zobaczyć.Zanim Wy wstaniecie to mnie już nie będzie.
Pożegnały się i Svietłana poszła do siebie.Agnieszka przygotowała się do wyjazdu i położyła na łóżku.Nie wiedziała kiedy zasnęła.Obudził ją pocałunek.
- Misiek.- zarzuciła mu ręce na szyję.- Cieszę się,że już jesteś.
- Ja też tęskniłem.Jedziemy teraz czy rano?Pożegnałaś się już z kochankiem?
- O czym Ty mówisz?Jaki kochanek?
- Żartuję przecież.- pocałował ją.- Jest po północy.Ja chętnie bym się zdrzemnął.
- Zmęczony jesteś?
- Od sześciu godzin za kółkiem.Oczy mnie już bolą...- poskarżył się.
- Mój biedaku.To w takim razie pojedziemy rano.- zadecydowała.
Michał zasnął jak tylko przyłożył głowę do poduszki.Agnieszkę niedługo potem uśpił jego miarowy oddech.Kiedy się obudziła za oknem było już jasno.Spojrzała na zegarek- była ósma.Pomyślała,że Michał niedługo się obudzi i będzie chciał jechać.Wstała więc i poszła do łazienki.Kiedy wychodziła spod prysznica,usłyszała kłótnię Vitasa ze Svietłaną.Miała wyjść z łazienki,żeby nie słyszeć ale w tym momencie drzwi się otworzyły(chyba zapomniała zamknąć) i stanął w nich Vitas.
- Muszę się z nią zobaczyć!Ten ostatni raz!- krzyczał wchodząc.
- Dzień dobry Vitalij.- przywitała się.
Sytuacja była dość niezręczna.Vitas wzburzony stał z otwartymi ustami i przyglądał się Agnieszce.Ona z mokrymi włosami,w samym ręczniku a w drzwiach Svietłana.
- Mówiłaś,że pojechali.- zwrócił się zły do żony.- A ja tylko chciałem...
- No co chciałeś?- zachęciła.
- Chciałem Cię tylko zobaczyć ostatni raz i pożegnać się bo już się chyba nie spotkamy.- powiedział smutno.
- Aguś...- do łazienki wszedł Michał.- Witam państwa.Co się dzieje?
- Nic takiego.Państwo Graczew wyjeżdżają i wpadli się pożegnać.
- No właśnie.- Svietłana podeszła do Agnieszki i uścisnęła ja.- Będę się odzywać.
Vitas stał mierząc wzrokiem Michała.A Michał czekał cierpliwie na jego ruch.W końcu Agnieszka podeszła do Vitalija,podała mu dłoń i pocałowała w policzek.On lekko ja przytulił i szepnął do ucha,że będzie tęsknił.Agnieszka zdążyła mu jeszcze szepnąć,że będzie dobrze i Svietłana odciągnęła go od niej.Agnieszka pomyślała,że mimo wszystko będzie jej go brakować.Wyjechali z Michałem godzinę później.

_________________
Сложно реально, Давай виртуально, Интернеты...
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora MSN Messenger Nazwa Skype

PostWysłany: Sob Maj 31, 2008 00:13 Odpowiedz z cytatem
Bagi
Dyrektorka opery ;)
Dyrektorka opery ;)
Dołączył: 23 Lut 2008
Posty: 4030
Skąd: Bytom




Minął kolejny rok i Agnieszka przygotowywała się do ślubu z Michałem.Miało być cicho i skromnie ale Wiktor jak tylko się dowiedział od razu wziął na siebie organizację wesela.Miało więc być hucznie i z pompą w jego hotelu.Przez kilka dni była gorąca linia pomiędzy Wiktorem i Michałem.Agnieszka czuła,że coś kombinują ale nie mogła nic wyciągnąć od Michała.Zapraszała Svietłanę ale odpisała,że Vitas ma chyba jakiś koncert i nie dadzą rady przyjechać.Agnieszka trochę żałowała ale z drugiej strony odetchnęła.Od ostatniego spotkania codziennie dostawała dwa maile.Jeden od Svietłany,która informowała jak im się układa i co porabiają.Drugi od Vitasa,który pisał,że tęskni,nie może o niej zapomnieć,chciałby ją zobaczyć i że jest mu bez niej źle.Svietłanie odpisywała,dzieliła się z nią informacjami o sobie i Michale.Vitalija z początku podtrzymywała na duchu i pisała,żeby był silny i zapomniał.Potem przestała mu odpisywać a on wciąż wysyłał jedno słowo"Tęsknię".W końcu jakieś dwa miesiące przed ślubem Agnieszki przestał pisać.
Kiedy przyjechali do kościoła Agnieszce wydawało się,że wśród gości widzi Svietłanę ale była zbyt zdenerwowana,żeby zaprzątać sobie tym głowę.Ale kiedy usłyszała Ave Maria...zamarła i odwróciła się w stronę chórku.Stał tam i śpiewał.Michał szepnął jej tylko,że to niespodzianka.Umarła.Wiedziała,że Vitas śpiewa tylko dla niej.Głos miał czysty,silny.Dopiero na filmie z ceremonii zauważyła,że ukradkiem ocierał łzy.Musiało mu być ciężko.Przy składaniu życzeń Agnieszka przyjrzała mu się.Zmienił się.Już nie był tym Vitalikiem którego poznała.Zeszczuplał,oczy straciły swój blask,uśmiech też już nie był taki sam,we włosach zauważyła kilka srebrnych nitek.Życzył jej tylko wszystkiego najlepszego a całując szepnął,że ma nadzieję,że jest szczęśliwa.Nie widziała go na przyjęciu ani następnego dnia.Svietłana też się nie pokazała.Agnieszka nie miała jednak czasu ich szukać.Dopiero w poniedziałek zapytała Wiktora czy już wyjechali.Powiedział,że nie.Że przyjechali na dwa tygodnie.Spotkała Svietłanę przy obiedzie.Vitas nie zszedł.Michałowi Svietłana powiedziała,że źle się czuje.Ale kiedy Agnieszka ją zapytała co mu jest,szepnęła,że przecież wie.Nie wiedziała.Michał poszedł do niego i dosyć długo go nie było.Agnieszka zaczęła się już martwić kiedy wrócił.Miał dziwną minę ale nie chciał jej nic powiedzieć.Dopiero kiedy byli sami zapytał:
- Co czujesz do Vitasa?
Spojrzała na niego zaskoczona pytaniem.
- A co mam czuć?
- No właśnie nie wiem...
- To po co zadajesz takie pytania?
- Bo chciałbym wiedzieć,kogo kocha moja żona.- wyjaśnił.
- Twoja żona to kocha swojego męża i nikt inny jej nie interesuje.
- A Vitas?
- Coś się go tak uczepił?
- Bo widziałem w jakim jest stanie i rozmawiałem z nim...
- I co Ci jaśniepan powiedział ciekawego?
- Że on wie,że Ty go kochasz ale wyszłaś za mnie bo on ma żonę...
- Ja zawsze wiedziałam,że Wy jesteście nienormalni ale aż tak?Miśku,rozmawialiśmy już kiedyś o tym i ja zdania nie zmieniłam.Nie wiem co Vitas chce osiągnąć mówiąc Ci takie rzeczy ale o mnie niech zapomni.
- Porozmawiasz z nim?
- Nie mam o czym.Zresztą chyba nawet nie mam ochoty.
- A jak Cię poproszę?Wiem,że to dziwnie brzmi ale wiem jak czułbym się będąc na jego miejscu.Dam Wam tyle czasu ile będziecie potrzebować żeby sobie wszystko wyjaśnić.Tylko z nim porozmawiaj.On przecież ginie w oczach.To już nie ten sam człowiek.
- Michał proszę...- spojrzała na niego błagalnie.
- Żono moja kochana...Bardzo Cię proszę.Potem już Ci nie pozwolę.- uśmiechnął się.
- Ale o czym ja mam z nim rozmawiać?Wszystko co miałam mu do powiedzenia,powiedziałam ostatnim razem.Myślałam,że wystarczy.
- Widocznie nie zrozumiał.
- Mówiłam po rosyjsku...- westchnęła.
Michał przytulił ją,pocałował a potem szepnął do ucha:
- To co?Mam pójść po niego?Obiecałem mu,że Cię namówię.
- Zostań.Sama zajdę.Jest ładna pogoda to wyciągnę go do ogrodu.
Otworzyła jej Svietłana.Vitas spał.Dopiero teraz było widać jak źle wygląda.Agnieszka nie wierzyła,że to przez nią.
- Obudzę go.
- Nie,zostaw.Niech pośpi.Jak wstanie to przyślij go do mnie.
- Zaczekaj.- Svietłana wyszła z nią na zewnątrz.- Dziękuję.
- Za co?
- Że przyszłaś.
- Svietłana,dlaczego nie napisałaś,że jest tak źle?Przecież mogłaś.
- Zabronił mi...Wiesz,on od jakiegoś czasu zamyka się w sobie.Boję się,że jest chory i nie chce mi powiedzieć.Wiem,że Siergiej był z nim u lekarza ale niczego nie mogę się od nich dowiedzieć.
- A bierze jakieś leki?
- Z tego co widziałam to to same witaminy i jakieś wzmacniające.Nic co bym mogła powiązać z chorobą...
- Rozumiem,że jak pytałaś to Cię zbył.- domyśliła się.
- Nawet nie.Przytulił mnie i powiedział,że wie,że się martwię ale nic mu nie jest.Trochę tylko męczą go już te ciągłe występy i potrzebuje więcej odpoczynku.A ja i tak mu nie wierzę.Bardzo dużo schudnął.Szybko się męczy.Ma problemy z zasypianiem.Jak ma wolne to potrafi całymi godzinami siedzieć i patrzeć w jeden punkt...Ja już nie wiem co się dzieje.Ktoś mi mówił,że to depresja...
- A jak się zachowuje na scenie?
- No śpiewa i tańczy jak zawsze ale mało się uśmiecha i tak jakoś mało życia jest w tych ruchach.A,i przestał śpiewać "Mamę" bo na jednym koncercie rozpłakał się i nie mógł dokończyć...Zawsze udawało mu się opanować.
- Dobra,ja będę u siebie.Jak Vitalij się obudzi i będzie chciał pogadać to przyślij go do mnie.A jak nie to daj znać,że nie śpi i ja przyjdę.

Svietlana zapukała do Agnieszki dopiero trzy godziny później.Wytłumaczyła,że poszła na spacer i zapomniała...Kiedy Agnieszka weszła do pokoju,Vitas leżal skulony na łóżku.Podeszła i usiadła obok.Otworzył oczy,były puste,bez wyrazu.
- Hej,Vitasku,co się dzieje?Źle się czujesz?- spytała.
- Nie...
- To co tak leżysz?Taka ładna pogoda.Może pójdziesz na spacer?- zaproponowała.
- Nie mam ochoty.
- Ze mną?No chodź.- wzięła go za rękę.
Vitas posłusznie wstał,założył buty i wyszedł z Agnieszką.Szedł z opuszczoną głową i dłońmi schowanymi w kieszeniach spodni.Agnieszka myślała,że odezwie się do niej ale on nawet na nią nie patrzył.Był jakiś nieobecny.Zatrzymała się przy altance.Vitas uniósł głowę,spojrzał na Agnieszkę i powiedział,że tam nie wejdzie.Nie zmuszała go.Usiedli na ławce niedaleko altanki.Nie miała pojęcia jak zacząć rozmowę więc siedziała milcząc obok niego.W pewnym momencie zobaczyła zbliżającego się do nich Andrieja.Coś niósł.Kiedy podszedł bliżej,zorientowała się,że to jej słynny zestaw ratunkowy.Andriej zaniósł to do altanki ze słowami,że może się im przydać i odszedł.Vitas chyba przypomniał sobie ostatnią akcję bo lekko się uśmiechnął.
- Słuchaj,wiesz że nie wyciągnęłam Cię tutaj żeby sobie posiedzieć na ławce bo od tego mam Michała,więc może ze mną porozmawiaj.
- Nie chcę.
- Ale rozmawiać czy ze mną?
- Rozmawiać.Z nikim.
Dotarło do niej,że jest gorzej niż przypuszczała ale pocieszyła się,że może to nie o nią chodzi.Może to z nim coś się działo.
- Ale ja jednak wolałabym żebyś ze mną porozmawiał.Martwię się o Ciebie.Zmieniłeś się od tamtego czasu.
- Każdy się zmienia...- wzruszył ramionami.
- Nie aż tak.Nie obraź się ale wolałam Cię w tamtym wydaniu.Teraz mi się nie podobasz.- próbowała go podpuścić.
- To chyba dla Ciebie dobrze.- spojrzał na nią ze złością w oczach.
- Dobrze to by było jakbym to ja przestała podobać się Tobie.
- Przyjmij do wiadomości,że nigdy mi się nie podobałaś.- wstał z ławki i zamierzał odejść.- Nigdy!- dodał zły.
- Zaczekaj.- zatrzymała go.- Siadaj!
Grzecznie usiadł i spojrzał na nią.W oczach pojawiły się łzy.Nie chciała żeby płakał bo męskie łzy to dla niej najbardziej wzruszający obrazek.Nic jej tak nie rozklejało.
- Policz do dziesięciu i uspokój się.- poleciła.
Uśmiechnął się i zamrugał powiekami zdziwiony.Spojrzał w stronę altanki.
- Jak myślisz,będzie tam herbatka?- zapytał.
- Trzeba sprawdzić.- wstała i weszła do środka.
Na stoliku leżały koce,obok stał termos,butelka wódki i dwa kubki.Na kocach stało pudełko chusteczek.Vitas powoli wszedł za nią.
- Wszystko jest.- ucieszył się.
Agnieszka otworzyła butelkę i chciała nalać wódkę do kubków.Vitas przytrzymał jej rękę.
- Do herbaty.- poprosił.
Przygotowała napój i podała mu kubek.Usiedli jak ostatnio na kocu rozłożonym na podłodze.Chwilę siedzieli w milczeniu popijając herbatkę.Vitas oparł głowę o ramię Agnieszki.
- No to teraz opowiedz mi swoją historię.- poprosiła.
- Nie mogę...
- Dlaczego?
- Bo mnie wyśmiejesz.
- Nigdy się z Ciebie nie śmiałam.Co Cię boli?
- Nic...- podniósł głowę i oparł o ścianę.
- Vitas!Dzieje się z Tobą coś złego i to widać na pierwszy rzut oka.Wszyscy się martwią o Ciebie więc nie mów,że nic Ci nie jest.
- Ty też się martwisz?- zapytał cicho.
- Ja nieszczególnie ale Svietłana...nawet mój Michał jest przerażony Twoim stanem.
- Robisz to dla niego?Bo Cię poprosił?
- Nie,kazał mi.- zażartowała ale widząc jego minę dodała- Robię to tylko i wyłącznie dla Ciebie.Bo...- przerwała.
- Bo co?- ożywił się.
- Bo przykro mi,że Tobie jest źle i nikt nie chce Ci pomóc.
- Wszyscy chcą...ale ja nie potrzebuję pomocy.
- Dobra.Dosyć.- zrobiła kolejną porcję herbatki.- Nie pójdziesz stąd dopóki nie powiesz mi co jest grane.A jak to potrwa za długo to Michał się tu zgłosi.
- Ale co ja mam Ci powiedzieć?- spojrzał na nią z rozpaczą.
- Svietłana mówiła,że byłeś u lekarza...jesteś chory?
- Nieee...- pokręcił głową.
- To co jest?Masz jakieś problemy?No powiedz do cholery!- zdenerwowała się.
- Dobra,już mówię.Tylko nie krzycz.- wystraszył się.
- No słucham.
- Nie wiem od czego zacząć...
- Od początku najlepiej.- podpowiedziała.
- Nie mam pojęcia co się dzieje...Byłem u lekarza bo Siergiej się martwił i siłą mnie zaprowadził.
- I co?
- Nic.Wszystkie wyniki mam dobre.Lekarz nic nie znalazł.Jestem zdrowy...
- A myślałeś o psychologu?- podpowiedziała.- Może powinieneś pójść?
- Nie chcę...
- Ja nie jestem Twoją fanką a przestałeś mi się podobać.Chcesz stracić wszystkich fanów?
- Nie.- pokręcił głową.
- To zrób z tym coś.
- Ale co?
- Ja mam wiedzieć?Przecież nic mi nie chcesz powiedzieć.
- Pytaj o co chcesz.Odpowiem Ci na wszystkie pytania.Tylko nie każ mi samemu mówić...- poprosił.- I nie pytaj co się dzieje bo nie wiem.
- No dobra.Spróbuję się zabawić w psychologa ale nie ręczę za diagnozę.Zacznę może od wyglądu.Dużo schudłeś?
- Jakieś piętnaście kilo...
- Podaj mi tę dietę,proszę...Ja chcę tylko pięć...
- Agnieszka...
- Wiem,rozmawiamy o Tobie.Ale co,ćwiczysz?Dietę jakąś sobie narzuciłeś?
- Ćwiczę ale nigdy aż tak nie spalałem.
- A jak z jedzeniem?
- Nie odczuwam głodu.Mogę cały dzień nic nie jeść tylko pić i nie jestem głodny.
- Ale jesz...
- Nie zawsze...- przyznał się.
- Vitja!Musisz jeść.Przy Twoim trybie pracy potrzebujesz energii.Nie możesz całymi dniami nie jeść.
- Nie mogę jeść...Jak się zdenerwuję to boli mnie brzuch i nie mogę nic przełknąć...
- Ale przecież nie denerwujesz się cały czas.
- To nie powiedziałem,że wcale nie jem.
- Dobrze...To czym się tak denerwujesz?
- Nie wiem...Od tej akcji tutaj...co jakiś czas mam takie napady złości...Boję się...
- Czego?
- Siebie.Boję się,że w szale mogę zrobić Svietłanie krzywdę...Ona też się mnie boi.
- Co Ty znowu bredzisz?Ona wcale się Ciebie nie boi bo wie,że jej nie uderzysz...
- Ja nie jestem tego taki pewien.- przerwał jej.
- No przecież nie mógłbyś chyba tego zrobić.
- Skąd wiesz?Nie znasz mnie.
- No nie.Ale jesteś do tego zdolny?
- Nie wiem.To tutaj to było pierwszy raz.Potem jak wróciliśmy do domu to przez parę dni wszystko było ok.Ja byłem spokojny i myślałem,że już wszystko będzie w porządku.Ale nie było..

- Co się działo?
- Przez pierwsze dni bałem się,ze Svietłana nie pozwoli mi się zbliżyć do siebie więc dałem jej spokój ale potem już nie chciałem czekać.Pierwszy raz jak ją dotknąłem,poczułam jak zesztywniała.Bala się mnie ale się oddała...Z każdym następnym razem było coraz gorzej.Im bardziej starałem się być delikatny tym bardziej ona była spięta.W końcu zaczęła mnie unikać.A to bolała ja głowa,coś musiała ważnego zrobić akurat w tym momencie,wcześniej zasypiała,to znowu źle się czuła,to nie mogła bo jakieś babskie sprawy...Odpuściłem jej na jakiś czas...No ale jak już ona chciała to ja...nie mogłem.Bałem się...
- Wiem.Svietłana radziła się mnie co ma zrobić i napisała później,że nie wyszło.
- Po co ja Ci to opowiadam jak już wiesz?- zezłościł się.
- Nie wiem wszystkiego.Ale sypiacie ze sobą przecież.
- Rzadko...
- Svietłana twierdzi,że regularnie.Ktoś ściemnia?
- No chyba,że sypia z kimś innym albo raz na miesiąc to u niej norma.
- Aha.No to na tego małego Vitalika się nie doczekam.Przepraszam,nie powinnam tego mówić.- zobaczyła jego spojrzenie.- Co było dalej?
- Zaczęło mnie to wkurzać.Chodziłem coraz bardziej zły.Nie miałem się komu pożalić...Miałem do wszystkich jakieś ale i wszystko mnie denerwowało.Któregoś dnia napisałaś mi,że nie będziesz już odpisywać na moje maile...Zrobiło mi się przykro bo do niej pisałaś codziennie.Nakrzyczałem na Svietłanę o jakąś pierdołę,już nie pamiętam.Wystraszyła się i uciekła do sypialni.Potem poprosiłem Andrieja żeby pojechał do Siergieja po mojego laptopa i znowu była awantura bo powiedział,że nie będzie specjalnie jeździł skoro i tak mamy tam być za dwie godziny.Wydarłem się na niego,nawet zagroziłem że go zwolnię ale mnie olał...Nie pojechał.Chciałem pojechać sam ale zabrał mi kluczyki.To mnie jeszcze bardziej wkurzyło.Taki zły pojechałem z nimi do Siergieja.Siergiej się o coś do mnie przyczepił.W żartach ale ja byłem już tak naładowany,że skoczyłem do niego z pięściami.Przytrzymał mnie i razem z Andriejem zaprowadzili mnie do sypialni dla gości i zamknęli.Byłem wściekły i wyładowałem złość na sprzętach.Zdemolowałem pół pokoju.W końcu jak Siergiej to zobaczył to złapali mnie we dwóch,związali i zostawili...Siedziałem tak do wieczora.Wieczorem Siergiej przyszedł i zapytał czy już się uspokoiłem i jestem gotów go przeprosić.Powiedziałem,że nie to położył mnie na łóżku i znowu zostawił...Andriej pojechał ze Svietłaną do domu a o mnie Siergiej zapomniał.Przyszedł dopiero o trzeciej w nocy.Byłem cały zdrętwiały,wszystko mnie bolało,było mi zimno i chciało mi się pić.Ale oni zakleili mi usta żebym nie krzyczał.W końcu przysnąłem i wtedy przyszedł Siergiej.Obudził mnie i powiedział,że jak go przeproszę to mnie rozwiąże.Kiwnąłem głową,że to zrobię.Odkleił taśmę,rozwiązał mnie i czekał.A ja byłem już tak zmęczony tą złością,że puściły mi nerwy i rozpłakałem się jak dziecko.Powiedziałem,że strasznie mi przykro,że tak się zachowałem i nie wiem co się stało...że on jest dla mnie jak ojciec a ja mu się tak odwdzięczam...
- Co on na to?
- Powiedział"Mój ty maleńki syneczku",przytulił mnie i pozwolił się wypłakać.Przytulał mnie dotąd aż się uspokoiłem.Potem przyniósł mi coś do picia i siedział przy mnie dopóki nie zasnąłem.Rano pozwolił mi dłużej pospać.Obudził mnie dopiero jak przyjechał Andriej.
- To rzeczywiście jak ojciec.- uśmiechnęła się.
- To jeszcze nic.Parę dni później polecieliśmy na koncert do Tajwanu.Svietłana rano mi oznajmiła,że wyznaczyliście z Michałem datę ślubu i było mi z tym jakoś źle.Ale nie złościłem się tylko chodziłem obrażony na cały świat.Źle zniosłem lot,wkurzali mnie fani na lotnisku i warczałem cały czas na Andrieja.Ale w hotelu położyłem się spać i był spokój.Na drugi dzień po koncercie naskoczyłem na Andrieja o jakąś głupotę ale mnie szybko ustawili z Siergiejem.A potem to już byłem coraz bardziej rozdrażniony.W końcu wściekłem się bo mieliśmy mieć wolny dzień a tu Siergiej zaplanował jakiś występ w telewizji do którego w ogóle nie byłem przygotowany.Wytrzymałem dopóki nie wróciliśmy do hotelu i tam znowu skoczyłem do niego.Niestety pomógł mu Andriej...Złapali mnie we dwóch i stłukli...
- Pobili Cię?
- Nooo...- uśmiechnął się.- Ani moje karate nie pomogło.A potem zaciągnęli mnie do łazienki i wstawili pod zimny prysznic.
- Żeby Cię ostudzić...
- Chyba tak.Trzymali mnie tam dopóki nie powiedziałem,że mam już dosyć i będę grzeczny...Teraz się ich boję...
- Znaleźli na Ciebie sposób.- uśmiechnęła się.
- Raz wybuchnąłem w samochodzie to zatrzymali się,wysiedli,zamknęli mnie tam i włączyli alarm.Jak zacząłem szarpać za klamki to alarm zaczął wyć.Myślałem,że tam zwariuję...
- Ty,to oni się normalnie nad Tobą znęcają.
- Teraz jak widzą,że zaczynam świrować to albo zamykają mnie w jakimś pokoju samego albo prowadzą na salę ćwiczeń żebym się mógł wyładować.A najlepszy numer był jak kiedyś wróciłem do domu po koncercie.Wiesz,zawsze dostaję od fanów jakieś prezenty i w domu mam jeden pokój na nie przeznaczony.Pół pokoju zajmują miśki...Dostałem właśnie takiego ogromnego i zaniosłem go tam.Zawołałem Svietłanę,żeby przyszła go zobaczyć.Nie wiem czy nie słyszała czy co,zawołałem drugi raz,w końcu wyszedłem z pokoju i krzyknąłem...a ona prawie podeszła...na to wszedł Andriej.Pomyślał,że krzyczę na nią,złapał mnie i wrzucił na te miśki.- zaczął się śmiać.
- Wyobrażam sobie co się działo jak stamtąd wyszedłeś...
- No działo się.Tak,że wrzucił mnie tam drugi raz i zostałem już do rana.Ale za to rano nie mogli mnie znaleźć bo jak spałem to zakopałem się w tych miśkach,żeby nie zmarznąć.
- To nie mogłeś wyjść stamtąd?
- To jest pokój zamykany na klucz.Niektóre z tych pamiątek są cenne.Po za tym trzymam tam też nagrody.
- No dobra ale skąd u Ciebie takie zachowanie?Svietłana pisała,że stałeś się agresywny ale,że aż tak?
- Nie wiem...Ze strachu?
- Czego się boisz?
- Już mówiłem,że siebie...
- A tak na prawdę?
- Nie wiem,że któregoś dnia nie będzie Andrieja i uderzę Svietłanę..A co będzie jak pojawi się dziecko...jeśli je też uderzę...
- Ale to co?Denerwujesz się bo boisz się co będzie?Stąd to wszystko?
- Nie wiem...Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje.Ale cały czas myślę o tym i nie wiem co zrobić.
- Dlaczego nie porozmawiasz z żoną?Ona chciałaby to wiedzieć.Pisała mi,ze nie wie co Ci jest i chciałaby Ci pomóc ale nie wie jak.
- Nie chcę jej mówić,że się boję...
- To porozmawiaj z Siergiejem.
- Nie bo on już teraz całkiem traktuje mnie jak dziecko.
- Z kimś musisz.
- No przecież z Tobą rozmawiam.
- Teraz.A wrócisz do domu i znowu będziesz się wściekał bez powodu.Ja Ci nie pomogę.- rozłożyła ręce.- Obiecaj mi,że pójdziesz do lekarza...
- Już byłem.Jestem zdrowy.
- Do psychologa.
- Nie.- pokręcił głową.- Nie lubię lekarzy...A do psychologa nie chcę iść.
- Zrób to dla Svietłany,dla siebie,dla dziecka...
- Nie!
- Dla mnie...
- Nie.
- To dla fanów.Svietłana mówiła,że przestałeś pisać...Nie możesz.Dopóki Cię kochają,czerp z tego ile się da bo sława szybko mija i może być tak jak w tej piosence o jałmużnie...
- Znasz?
- No przecież Siergiej mi przysłał wszystkie Twoje płyty.I w tym roku miała być nowa.
- Nie mam natchnienia,żeby pisać nowe piosenki.Nie wiem o czym...
- To napisz o strachu,o bolu,złamanym sercu,niespełnionej miłości...Ja Cię mam uczyć o czym się pisze piosenki?Przecież to Ty jesteś artystą.Po za tym chyba nie wszystko piszesz sam.
- No nie.Ale nic z tego co napisali inni nie przypadło mi do gustu.
- Bo może za bardzo wybrzydzasz.

- Mogę Ci zadać jeszcze jedno pytanie?- spytała.
- Słucham.
- Podobno nie śpiewasz już "Mamy" na koncertach.Dlaczego?Jest piękna.
- Nie potrafię...
- Nutki Ci się zmieniły?
- Nie...Wiesz,że moja mama odeszła...i to jest piosenka jej poświęcona...
- No wiem.
- Ja bardzo za nią tęsknię i nie mogę pogodzić się z tym,że jej już nie ma.Za każdym razem kiedy śpiewałem,przeżywałem jej odejście od nowa...Zawsze ból ściskał mi gardło i miałem łzy w oczach ale jakoś udawało mi się opanować.Kiedyś zaśpiewałem i przy ostatniej zwrotce...łzy popłynęły jedna za drugą,głos mi się załamał i nie potrafiłem już zaśpiewać refrenu...Musiałem zejść ze sceny.Nie mogłem się opanować.Dopiero Siergiej kazał mi coś wypić i uspokoiłem się ale bałem się wrócić na scenę.Wypchnął mnie tam siłą.Dostałem brawa na stojąco ale nie potrafiłem podziękować...Dopiero na koniec koncertu powiedziałem,że dziękuję za zrozumienie...
- No widzisz.Musisz się zająć sobą ze względu na fanów.Ale przede wszystkim ze względu na siebie.Jak Ty się wyciszysz i uspokoisz to wszyscy to odczują.Może spróbuj medytacji...- podsunęła.
- A wiesz,już kiedyś próbowałem.
- No proszę.To pozycja lotosu i medytujemy.- zarządziła.
Siedzieli tak dosyć długo w milczeniu.Agnieszka obserwowała Vitasa.Był skupiony,oddech miał spokojny,równy.Ale po jakimś czasie zaczął się nerwowo kręcić.W końcu otworzył oczy i spojrzał na nią.
- Oszukiwałaś.- powiedział z wyrzutem.
- Nie.Rozproszyłeś mnie tym wierceniem się.- skłamała.- Co się stało?
- Nic...tylko...- wstał i spojrzał na nią zakłopotany.- Muszę wyjść na chwilę.
Nie było go rzeczywiście chwilkę.Wchodząc zapinał jeszcze spodnie.Agnieszka wlała resztę herbaty i wódki do kubków.
- No,ostatnia porcja i wracamy do hotelu.
- Możemy jeszcze zostać?Proszę...
- Ale po co?Ty już nic więcej mi nie powiesz a ja nie wiem jak Ci pomóc.
- Ale może Ty mi coś powiesz...- usiadł obok.
- A co chcesz wiedzieć?
- Dlaczego przestałaś do mnie pisać?
- Wytłumaczyłam Ci to w ostatnim mailu.Wszystko co chciałeś wiedzieć pisałam Svietłanie.A Twoje uczucia do mnie...wolałam przemilczeć.
- Ale one się nie zmieniły.- szepnął.
- Vitas,przerabialiśmy już ten temat i wydawało mi się,że wystarczająco dokładnie.Nie mam Ci już nic więcej do powiedzenia.- zdenerwowała się.
- Ale ja mam Tobie.I teraz wykorzystam okazję i zapytam o to o co do tej pory nie miałem odwagi zapytać.Pamiętasz tę naszą pierwszą i jedyną noc?
- Tak...
- To teraz mi odpowiedz,ale bardzo Cię proszę,szczerze.Gdybyś się nie dowiedziała o Svietłanie,wróciłabyś ze mną do Wiktora?
- Miałam taki zamiar...Ale niestety.- rozłożyła ręce.
- A gdybym nie był żonaty?
- To co?
- Czy miałbym wtedy u Ciebie szansę?
- Wtedy?- zastanowiła się chwilę.- Tak.
- Czyli wyszłaś za Michała bo ja jestem żonaty.To tak jak Wiktor...
- Nie Vitas.Nie upraszczaj tak.Przespałam się z Tobą bo chciałam...Owszem,spodobałeś mi się i gdyby nie Svietłana,być może coś by między nami było.Ale za Michała wyszłam bo go kocham.A Ciebie nie zdążyłam poznać na tyle dobrze,żebym mogła coś poczuć.Mam już tyle lat,że nie zakochuję się od pierwszego wejrzenia.Gdybyś był wolny albo nie dowiedziałabym się o żonie,być może zakochałabym się i teraz to ja wyglądałabym tak jak Ty.
- Na prawdę mogłabyś się we mnie zakochać?
- Jesteś...- przyjrzała mu się.- Byłeś przystojnym ,młodym mężczyzną,fajnie mi się z Tobą rozmawiało,pięknie śpiewasz...lubię takie rzeczy.I na dodatek sam pchałeś mi się do łóżka.- zaśmiała się.- I wiesz jak zadbać o kobietę jak już się do niej dobierzesz.
- Już Ci się nie podobam...- powiedział smutno.
- Niestety.Ale ja nie podobam się Tobie więc jesteśmy kwita.
- Kłamałem...
- Kiedyś powiedziałeś mi,że kochasz Svietłanę...
- Bo ją kocham...
- To o co chodzi ze mną?
- No dobra,już Ci powiem wszystko.Od początku do końca...Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem w tej koszulce...pomyślałem sobie,że Wiktor ma cholerne szczęście i dobry gust,że znalazł sobie taką dziewczynę.Dopiero później zastanowiło mnie,że niby jesteś jego narzeczoną a spaliście osobno...Potem powiedziałaś,że nie jesteś związana z Wiktorem i wtedy postanowiłem,że bez względu na wszystko,zdobędę Twoje serce.Byłem gotów zostawić Svietłanę,żeby tylko być z Tobą.Potem Wiktor powiedział,że kochasz innego...trochę się załamałem ale pomyślałem,że skoro przyjechałaś sama to jest szansa...Na imprezie nie mogłem oderwać od Ciebie wzroku.Byłem zły,że wyszłaś z Wiktorem i już nie wiedziałem o co chodzi jak zobaczyłem,że Cię obejmuje.Dopiero później jak odprowadzaliśmy Cię do łóżka,spytałem go o tego drugiego i powiedział,że nie żyje...Zrobiło mi się Ciebie żal.Chciałem Cię jakoś pocieszyć ale spałaś.Jak się obudziłem i zobaczyłem Cię w tej koszulce...tak bardzo na mnie podziałałaś,że musiałem to zrobić.A Ty się poddałaś.A potem powiedziałaś,że musisz jechać.Nie chciałem żeby to się tak skończyło.Dlatego pojechałem z Tobą.A Ty rano byłaś taka...Myślałem,że denerwujesz się tymi badaniami.Teraz wiem,że chodziło o mnie...W samochodzie przypomniałem sobie,że nie wziąłem od Ciebie numeru telefonu ale byliśmy już daleko i Andriej nie chciał wracać.Wiktor nie dowiedział się od Ciebie prawdy...Nie chciał dać mi Twojego numeru...To ja podałem mu swoje namiary i miał Ci przekazać.Czekałem tak długo a Ty się nie odzywałaś...Nie mogłem przyjechać bo miałem prawie trasę koncertową po Chinach.Potem Siergiej przyniósł zaproszenia na ślub Wiktora.Chciałem jechać sam bo miałem nadzieję,że będziesz,ale Siergiej kazał mi zabrać Svietłanę...Kiedy zobaczyłem Cię jak schodziłaś do nas po schodach,żałowałem że go usłuchałem.Wyglądałaś pięknie w tej sukience i z ta swoją burzą loków na głowie.Ale Ty tylko się przywitałaś i uciekłaś...Nie widziałem Cię cały dzień.A potem Svietłana się upiła...i rano było mi tak za nią wstyd...A później stało się coś czego nie mogłem zrozumieć.Wy się zaprzyjaźniłyście.Spędzałyście ze sobą więcej czasu niż ze mną.I jeszcze przyjechał Michał.Jak zobaczyłem Was razem,wiedziałem,że to już jest koniec.Nigdy nie widziałem tak dobranej pary.Tak bardzo do siebie pasujecie.Byłem zły,że nie pozwolił mi z Tobą zatańczyć.A potem było to nieszczęsne karaoke...i zobaczyłem Filipa...i pomyślałem,że Michał bardziej do Ciebie pasuje.Ale Ty się rozpłakałaś.Skorzystałem z okazji i wyszedłem z Tobą.Mógłbym Cię tak przytulać całą wieczność...A potem Siergiej wymyślił ten teledysk...Kiedy usłyszałem jak śpiewasz...oszalałem.Chciałem Cię mieć tylko dla siebie,teraz,już...Byłem zły,że zgodziłaś się wystąpić i jak teraz oglądam ten klip to wiem,że miałaś rację...Wszystko było widać...Myślałem,że zostaniesz ze mną ale Ty poszłaś za Michałem.Wkurzyłem się i niepotrzebnie wyładowałem złość na Svietłanie.Ona zdecydowanie za dużo Ci mówiła.A potem Ty przyszłaś specjalnie do mnie...Po tej rozmowie trochę się uspokoiłem.Byłem zaskoczony zachowaniem Svietłany.Myślałem,że nie będzie chciała mnie znać...A ona była taka...kochana.Nie była na mnie zła.Dopiero jak poszedłem spać do Ciebie...Coś mi się śniło,nie pamiętam ale chyba się kłóciliśmy i myślałem,że to było na prawdę...Jak wyszłaś to ona zapytała dlaczego przyszedłem do Ciebie a ja powiedziałem,że dlatego że...chciałbym żebyś to Ty była na jej miejscu...Dlatego zostałem...Svietłana się obraziła.Nie umiałem jej przeprosić.

- Później już było tylko gorzej.Wiedziałem,że już nie będziesz moja bo zaręczyłaś się z Michałem ale chciałem tylko Cię widywać od czasu do czasu,pogadać,przytulić się do Ciebie,tak po przyjacielsku.Ale Ty wolałaś Svietłanę...Byłem zazdrosny...i dlatego pisałem takie głupoty...A Ty przestałaś się odzywać.Kiedy Svietłana powiedziała mi,że bierzecie ślub...było mi przykro,że jej pierwszej się pochwaliłaś.A potem dostałem od Was zaproszenie na ślub...nie chciałem jechać.Dopiero Wiktor zadzwonił i poprosił żebym zaśpiewał w kościele,że to ma być niespodzianka dla Ciebie.Pomyślałem,że w końcu będę mógł sprawić Ci przyjemność i zgodziłem się.Musiałem okłamywać Svietłanę żeby nie wygadała się przed Tobą ale udało się.Kiedy zobaczyłem Cię w sukni ślubnej...żałowałem,że to nie dla mnie ją włożyłaś...Ale tak już w życiu bywa.I jeśli Ty będziesz szczęśliwa to ja też...teraz pragnę tylko żebyś o mnie nie zapomniała i odezwała się czasem.Tak bardzo chciałem Cię zobaczyć i pożalić się jak mi źle a Ciebie nie było...
- Dlaczego nie napisałeś?
- Bo nie odbierałaś moich wiadomości...
- Trzeba było wysłać ze skrzynki Svietłany.Od niej odbierałam.
- Nie znam hasła a nie chciałem żeby wiedziała...Byłoby jej przykro,że z nią nie chcę porozmawiać.I tak już dosyć miała mojego zachowania.Unikała mnie,bała się...A ja nie umiałem zapanować nad sobą.Boję się,że zrobię jej coś złego i wtedy denerwuję się jeszcze bardziej.Na niczym nie mogę się skupić bo cały czas myślę o tym,żeby się uspokoić.Tylko,że wtedy złoszczę się bo mi nie wychodzi...Nie zmieniłem się z Twojego powodu.Pogodziłem się już z myślą,że jesteś żoną Michała.Zmienił mnie strach.Ja wystraszyłem się sam siebie,tego co mogę zrobić w złości.I to najbliższej osobie.Na samą myśl o tym jestem przerażony...To mnie męczy i gnębi...Może gdybym mógł wcześniej z Tobą porozmawiać,dałbym sobie z tym radę.Teraz już jest za późno...
- Dlaczego?Wyrzuciłeś to z siebie i teraz możesz spojrzeć na to inaczej.Nie wiem co mam Ci doradzić ale widziałam,że potrafisz się skupić i wyciszyć więc może medytacja to nie jest głupi pomysł.Ale na Twoim miejscu i tak poszłabym do psychologa.
- Nie chcę...
- Nie poradzisz sobie sam a ja nie mogę być przy Tobie.Jutro wyjeżdżamy.
- Wiem.Ale może...będę mógł zadzwonić czasem?- zapytał z nadzieją.
- Jasne,że tak.Cieszę się,że zrozumiałeś w końcu sytuację.Teraz mogę Ci się przyznać,że kiedy zobaczyłam Cię pierwszy raz,też miałam zamiar Cię zdobyć.- uśmiechnęła się.- Niestety los lubi płatać figle.Ale jeżeli chcesz to możemy się przyjaźnić.Tylko błagam,nie mów już Michałowi,że wyszłam za niego bo Ty jesteś żonaty.To nie jest prawda a on niepotrzebnie się denerwuje.
- Przepraszam.Nie chciałem tego powiedzieć.Ale chciałem,żeby dał mi spokój.
- Misiek jest uparty.Jak chce coś osiągnąć to będzie męczył dotąd aż się uda.Nie ma tak,że powiesz coś na odczepnego i spokój.Sto razy zada Ci to samo pytanie aż w końcu odpowiesz...No dobra.Zrobiło się zimno.Wszystko już sobie powiedzieliśmy to może już pójdziemy?
Przejechał delikatnie palcem po jej ramieniu,zanurzył twarz we włosach i szepnął:
- A może...tak ostatni raz...- pocałował ją w szyję.
- Zwariowałeś?!Mówiłeś,że już odpuściłeś.- przypomniała.
- Wiem.Tak mnie coś tylko naszło.- odsunął się od niej.- Przepraszam.
Przed altanką stał Michał.Agnieszka z Vitasem spojrzeli na siebie zastanawiając się jak długo tam czekał.Mężczyzna jakby czytał w ich myślach.
- Dopiero przyszedłem.- objął Agnieszkę.- I jak,już w porządku?- zapytał.
- Tak.- odparł Vitas.- Dzięki.
- Tylko nie myśl sobie,że pozwolę Ci ją często tak zabierać.- uprzedził.
- Ale porozmawiać będę mógł?
- A to już zależy od niej.- pocałował ją w policzek.- A ona pewnie będzie chciała.
Zaczęli się śmiać.Następnego ranka Agnieszka żegnając się z Vitasem zauważyła błysk w jego oku kiedy obiecała,że zadzwoni.Pomyślała,że będzie dobrze.Kilka tygodni później zobaczyła w telewizji koncert Vitasa.Nie był to ten Vitalij,którego poznała ale wyglądał lepiej.Kiedy zadzwoniła do Svietłany dowiedziała się,że Vitas poszedł do psychologa i Siergiej jeździ z nim dwa razy w tygodniu na terapię.Zaczął medytować i coraz rzadziej miewał napady złości.Agnieszka ucieszyła się.Kilka dni później Vitas napisał jej o tym w mailu.Przez jakiś czas pisał co u niego słychać i wyraźnie czuła,że jest coraz lepiej.W końcu któregoś dnia napisał,że jest szczęśliwy.Będzie ojcem.Svietłana potwierdziła wiadomość a Agnieszka odpisała im,że będzie mamą.Rodziły w tym samym dniu.Agnieszka urodziła synka a Svietłana córkę.Kiedy Michał na prośbę Agnieszki zadzwonił do Svietłany odebrał Vitas.
- Cześć Vitalij!
- Witaj Michał!Dobrze,że dzwonisz bo mam dla Was wiadomość.
- Zaczekaj,ja pierwszy.Właśnie zostałem ojcem!
- Ha!Ja też!Mam córeczkę!
- A ja syna!
Przez kilkanaście minut opowiadali sobie o swoich maleństwach.Agnieszka przysłuchiwała się rozmowie z uśmiechem.Była szczęśliwa.I cieszyło ją to ,że Vitas w końcu też jest szczęśliwy.Spotykali się co jakiś czas całymi rodzinami u Wiktora.Wtedy Vitas zabierał Agnieszkę na spacer po ogrodzie i rozmawiali o sobie przez parę godzin.Zawsze czuł się po tym lepiej.Dzieci bardzo się lubiły i utrzymywały ze sobą kontakt.Syn Agnieszki wyrósł na przystojnego chłopaka.Wybierał się na studia medyczne.Córka Vitalija zaczynała karierę modelki.Wszyscy mieli nadzieję,że młodzi zwiążą się ze sobą.Niestety Witek zakochał się w córkach Wiktora.Miał ogromny problem bo były identyczne.Nie wiedział,którą z bliźniaczek wybrać.A one spotykały się z nim na zmianę...A Liliana spotykała się z synem znanego łyżwiarza...(Especially for jednej pani na forum:wink: )

THE END

_________________
Сложно реально, Давай виртуально, Интернеты...
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora MSN Messenger Nazwa Skype

Wysłany: Sob Maj 31, 2008 00:13
Reklama





 Napisz nowy temat  Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi  
  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

POLSKIE FORUM FANÓW VITASA  

To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
    Powered by Active24, phpBB © phpBB Group. Designed for Trushkin.net | Themes Database