Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna
Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna Zaloguj Rejestracja FAQ Szukaj

Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna » Opowiadania » "Hotelowy galimatias" (LaVieMystique) Idź do strony Poprzedni  1, 2
Napisz nowy temat  Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
PostWysłany: Sob Sty 03, 2009 17:15 Odpowiedz z cytatem
LaVieMystique
Kierowniczka chóru ;)
Kierowniczka chóru ;)
Dołączył: 19 Lut 2008
Posty: 3895
Skąd: Białystok




XLVI

Trochę wody upłynęło zanim wszyscy odbyli pokutę po słonecznych nadużyciach. Vitas zdążył już narzucić jakieś spodenki i koszulkę, które dziewczyny wygrzebały z odmętów szafy i posmarować plecy Gośki. Udało mu się przy okazji trochę z nią pogadać. Okazało się że w Polsce jest tylko od wielkiego dzwonu, jak ma jakąś ważną sprawę do załatwienia dla firmy, albo coś w tym stylu. Powiedziała mu też, że czasami jeździ do Rosji, ale tylko dlatego, że ma tam znajomego jeszcze z czasów "młodości". Ogólnie rzecz biorąc, to spędzili ze sobą całkiem miłe pięć minut. Później wygoniła go do dużego pokoju pod pretekstem posmarowania reszty ciała i przebrania się.

Wyszła po 10 minutach wypachniona i ciągle jeszcze czerwona jak burak, a biała lniana koszulka i czarne bawełniane spodenki jeszcze ten efekt zburaczenia pogłębiały. Jedynym pocieszeniem był fakt, że wszyscy wyglądali tak samo.

Gabi siedziała z piwem przyciśniętym do dekoltu. Ewka z Agatą paliły na balkonie, znów. Maciek i Vitas zawzięcie o czymś dyskutowali. Gocha spojrzała na stół: "popcorn gotowy, kanapki też, browary... jeden, drugi, trzeci, czwarty - jasne, a mi to nikt nie przyniósł" - pomyślała, fuknęła złowieszczo i poczłapała do kuchni żeby się obsłużyć.

Kiedy wróciła wszyscy siedzieli razem wgapiając się w nią, jakby im rodziców widelcem zatłukła.
- Co?!
- Jajeczko, dłużej nie można było? - Agata postanowiła podjąć dyskusję.
- Byłoby szybciej, gdybyście i mi browar przynieśli, a nie zajęli się sobą.
- O! Wypraszam sobie, nikt się sobą nie zajmował, to się dzieje tylko w nocy! - wtrącił zalotnie Maciej.
- Przecież browar na ciebie czeka, mam ci okulary sprawić, czy nauczyć cię liczyć? - ciągnęła tyradę Agatka.
- Jak to? Przecież sprawdzałam... - dopiero teraz Gośka się zorientowała, że nie policzyła "ochładzacza" Gabi. - No tak.. Yjasne.
- Siadaj tłumońcu i nie denerwuj. - Ewka doszła do wniosku że czas najwyższy zakończyć rozmowę. - Albo nie, jak już stoisz przy telewizorze, to włącz film.
- Już się robi mamo...

XLVII

Andriej wygrzebał się spod kołdry, bo ktoś zaczął porządnie łomotać do drzwi. W jego głowie łomotanie pobrzmiewało 10 razy głośniej. "Job twoju... kogo czort niesie i dlaczego aż tak głośno go tu ciągnie!" - przez łomotanie przedarło sie kilka myśli. Tymczasem łomot nie ustawał.
- Idę, idę, po co te nerwy?!
Dowlókł się do drzwi, z trudem uchwycił mocniej klamkę i wkładając w to wszystkie siły skacowanego ciała pociągną mocno do siebie. Nic. Spróbował jeszcze raz. Znów nic. "Wot.. Blać, co, zamknęli nas?". Kiedy miał spróbować po raz kolejny, usłyszał znajomy głos:
- Popchnij baranie...!
Poszedł więc za radą głosu. To było nawet łatwiejsze, bo wystarczyło tylko się oprzeć. Po chwili drzwi stały otworem, a przed nimi Andriej ujrzał... No właśnie, kogo? Coś jakby Siergiej. Tyle, że to chyba Siergiej nie był, bo coś taki zbladziały na twarzy, nieogolony, rozczorchany i w ogóle dziwny.
- Vitas zniknął. Wiesz coś o tym? - stwór wykrzyczał mu w twarz. A może spokojnie mówił, "byczek" nie był w stanie tego odróżnić, niestety.
- Jaki Vitas? - postanowił grać na zwłokę.
- Jak cie zaraz... to se przypomnisz jaki! - Siergiej wykonał zamaszysty ruch.
Ok, to na pewno jest Siergiej tego Andriej był teraz zupełnie pewien i do tego jeszcze był wpieniony jak stado os.
- Nic nie wiem, może poszedł się przejść. - starał się myśleć trzeźwo pomimo bólu głowy.
- Nie.
- Co nie?
- Nie, nie poszedł się przejść. Dostałem od niego smsa, że jest na wycieczce krajoznawczej i wróci jutro rano.
- To w czym problem? Będziemy się martwić jeśli nie wróci rano. Słuchaj, masz jakiś alka zelcer, albo 2kc?
- Nie! - to powiedziawszy odwrócił się na pięcie i pomaszerował po raz kolejny do baru.
- Ok... - Andriej wtoczył się do pokoju, ciągnąc za sobą drzwi w celu ich zamknięcia.. Kiedy mu się już to udało wrócił do łóżka.

- Kto to był? - zapytała Lidka przewracając się na plecy.
- Siergiej...
- A co chciał?
- A nic, pytał tylko czy nie wiem gdzie Vitalik zniknął..
- Vitas zniknął?!

XLVIII


- Aaaa! To żałosne jest! Dlaczego oni cały czas śpiewają?!
- Bo to musical jest! - chóralnie odpowiedziano na zaczepki Agaty.
- Wszystko jedno! I tak nie lubię Beatlesów, idę zajarać. - stała i niezwłocznie udała się na balkon.
- To co, zmieniamy film? Przy niej i tak nie da się oglądać. - Gabi postanowiła jakoś zaradzić problemowi.
- Mnie tam wszystko jedno, ja to już widziałem. - powiedział Maciek.
- Taa, ja też. - tu odezwał się Vitas.
Reszta spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- No co, w Rosji też mamy kino, nie zatrzymaliśmy się na epoce kamienia łupanego, wbrew pozorom. A teraz wybaczcie mi, ale muszę siku.
- Ok, to zmieniamy płytkę. - Gocha podeszła do dvd - Co wybieramy? Komedia homantyszna czy horror?
- Horror!
- Komedia! - Gośkę zalała kakofonia dźwięków.
- Już, spokój! Robimy głosowanie jak wrócą Agata i Vitas. - zasądziła Gośka.

No i masz ci los, stanęło na horrorze.
- Nieee! - jęczała Garyśka.
- Oj, przestań, przytulisz się do Macieja. - Ewka wpadła na genialny pomysł.
- To ruszamy! - Gośka włorzyła płytkę i wcisnęła PLAY.

_________________
"Live your dreams it's not as hard as it may seem..."
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger Nazwa Skype

Wysłany: Sob Sty 03, 2009 17:15
Reklama





PostWysłany: Sob Sty 03, 2009 23:46 Odpowiedz z cytatem
LaVieMystique
Kierowniczka chóru ;)
Kierowniczka chóru ;)
Dołączył: 19 Lut 2008
Posty: 3895
Skąd: Białystok




XLIX

- Aaaaaaaaaaa!
- Aaaaaaaa!
- Aaaaaaaaa!
- Aaaaaaaa!
- Spokój! - krzyknął Maciek - Ogarnijcie się dziewczyny!
- Łatwo ci mówić, mężczyźni nie ulegają tak łatwo psychozie tłumu... - powiedziała Gosia odklejając się od Vitasa - Przepraszam - mruknęła do wybawiciela.
- Gabi, przestaniesz tak krzyczeć? - Maciek zaczynał tracić cierpliwość.
- Mówiłam, żeby obejrzeć komedię, ale wy i tak zawsze swoje wiecie, Leppery jedne.
- Ty mi tu nauczycieli nie cytuj, tylko oczy zamykaj, jak wiesz, że zaraz coś się stanie.
- Pomyślę o tym...
- To co, mogę włączyć play, czy raczej poprzestaniemy na menu? - zapytała Gocha, trzymając w dłoni pilota.
- Włączaj! - krzyknęła reszta. Oczywiście oprócz Gabryśki, która siedział nadąsana.
- No to jedziemy... - to powiedziawszy usadowiła się wygodniej na kanapie obok nowego znajomego, który, nawiasem mówiąc, pociągał ją coraz bardziej.

L

Niestety, Gabriela nie potrafiła powstrzymać się od krzyków podczas seansu, toteż całe półtorej godziny okrzyki wybuchały jak w reakcji łancuchowej. Ona zaczynała, a reszta dziewczyn wrzeszczała za jej przykładem. No ale co zrobić, siłą się jej nie zaknebluje przecież.. A może? Nie, następnym razem, a co! Teraz musieli to jakoś przeżyć, bo nikomu nie chciało się ruszać zadka po jakąś skarpetę, albo taśmę, a nikt też nie chciał ryzykować ugryzienia. Myśleli, że pomoże przytulanie przez Maćka, ale nic z tego. Darła się jak oparzona. MASAKRA! A przez nią... No właśnie.
- Znów przepraszam najmocniej, ale to jest silniejsze ode mnie. - Gośce zrobiło się strasznie głupio, bo to był chyba z dziesiąty raz kiedy odczepiała się od Vitalika.
- Co? Pociąg do mnie?
- Nie, potrzeba schronienia.
- A co ja schronisko jakieś jestem?
- A nie? Facet w końcu jesteś! Ale jak ci to tak bardzo przeszkadza, to ide sie do Agaty przytulać... - już spuściła nogę z kanapy, żeby wstać (bo po turecku na niej siedziała).
- Oj, żartowałem... Chodź tutaj. - pociągnął ją za rękę, posadził obok siebie i objął.
- Ała! A ty co? Udusić mnie chciałeś?
- Nie, ja tylko daję schronienie.
- Ta, łamiąc mi wszystkie kości, dziękuję, od razu mi lepiej...
- Zamkniecie się w końcu? - warknęła Ewka.
- Oj co? przecież szeptem gadamy!
- Ta, właśnie słyszę! - usłyszeli z drugiej strony pokoju kolejną naganę Ewy.
- Dobra, już jesteśmy cicho...
- Cisza! - włączył sie Maciek.
- Szzzzz.... - uciszyła go Gosia i wtuliła się wygodniej w ramie Vitalija.
- Auu.. Uwaga, ramie też mam przypalone...
- Ups, przepraszać.
- SZZZZZZ! - uciszył ich zgodny chór.
- To co on powiedział? - Gośka zapytała Gabi.
- Nie wiem, nie usłyszałam, bo gadałaś!
- Acha.

LI

- Może już panu wystarczy?
- A która jest godzina?
- Wpół do jedenastej.
- Ostatniego drineczka i spadam.
- Dobrze, ale może niech pan go weźmie do pokoju, bo klientów pan nam straszy. Nikt nie chce usiąść, ani stanąć koło kogoś, kto ma w oczach żądzę mordu.
- Nie, ja też jestem klientem i będę tu siedział, nawet gdybyście mnie siłą próbowali wyciągnąć! - Siergiej krzyknął barmanowi prosto w twarz.

Prosił się, aż się doprosił. Nie trzeba było boruty siać, nie musiałby teraz iść pod rękę z dwoma dżentelmenami dość pokaźnych rozmiarów. A wszystko przez tego dzieciaka. Bo jak inaczej nazwać kogoś, kto jedzie sobie grom wie gdzie, nie zostawia żadnej wiadomości, telefon ma wyłączony, a po kilku godzinach nieobecności przysyła tak głupiego smsa? DZIECIAK! A najgorsze jest to, że on tego dzieciaka nie upilnował. No nic, jedyne co mu zostało, to czekać. Dobrze, że podczas szamotaniny w barze przechwycił butelkę, przynajmniej będzie miał się czego napić, bo w mini barze w pokoju zostały już tylko tik taki. Kiedy ci dwaj drwale go wypuszczą, będzie mógł coś dziobnąć.

Uf... Dobrze, że go nie przeszukali jak już go zostawili pod windą. Sięgnął do kieszeni, wyciągnął butelkę i... A to ci dopiero, niezły zonk! Nie ma to jak nawalić się piccolo! Swoją drogą... Co oni tam do cholery sprzedają?! Napoje musujące dla dzieci w barze? "Polska... wszystko na odwrót!" - pomyślał. No nic, przynajmniej pić mu się nie będzie chciało... Otworzył drzwi do pokoju i ruszył w stronę kanapy.

LII

No i skończyli oglądać film. Nie było aż tak źle, pomijając te wszystkie krzyki. Najgorsze było to, że nikomu nie chciało się wstać, żeby zmienić płytkę... Postanowili więc, że podarują sobie tą komedyjkę. Po co psuć sobie nastrój grozy? Włączyli telewizję, ale nie było nic ciekawego, oprócz jakiegoś pornola, ale to sobie podarowali. Telewizor poszedł więc w odstawkę. Agata, Gabryśka i Ewka wyszły zapalić. Gocha została z Vitasem i Maćkiem. Zegarek pokazywał, że troszkę już poźno, ale to nic, jeszcze chwilkę mogli posiedzieć. Zaczęły się rozmowy na dziwne tematy. Po raz kolejny Małgośka i Maciuś zaczęli rozprawiać na temat zranionych uczuć rzeczy martwych. Tym razem za przykład obrali sobie chusteczki higieniczne.
- No i wyobraź sobie co czuje taka chusteczka, jak np. masz katar i zużywasz ich masy i masz ostatnie opakowanie, zostaje ona jedna, a tobie się kończy katar, więc wrzucasz ją do torby czy tam plecaka. - Gośka wpadła w trans.
- Nie wiem, na pewno jest jej bardzo smutno....
- A co ona musi czuć, jak leży w tej torbie i wie, że masz się w nią wysmarkać, a ty sobie nią tyłek podetrzesz? - Vitalik podchwycił temat.
- To w ogóle jest straszne... Takie poniżenie!
- Ja bym chyba takiej hańby nie zniósł. - powiedział Maciek...

Rozmawiali tak dłuższą chwilkę, aż do pokoju nie weszły dziewczyny. Brutalnie przerwały całą dysputę. Jedyne pocieszenie jest takie, że wniosły ze sobą odrobinkę wieczornego chłodku panującego na dworze.
- To co robimy chłopaki i dziewczyny? - Ewa zacierała już łapki - która jest?
- W sumie północ. - odpowiedziała jej Agata.
- O której macie pociąg?
- 5.05 - uzyskała odpowiedź od Gochy.
- A... To co, robimy coś jeszcze, czy raczej idziemy spać?
- Może chodźmy spać... Jak śpimy? - oczy Gabi rozbłysły.
- Smacznie! - skomentował Vitalij.

_________________
"Live your dreams it's not as hard as it may seem..."
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger Nazwa Skype

PostWysłany: Nie Sty 04, 2009 22:49 Odpowiedz z cytatem
LaVieMystique
Kierowniczka chóru ;)
Kierowniczka chóru ;)
Dołączył: 19 Lut 2008
Posty: 3895
Skąd: Białystok




LIII

Przebudziła się w środku nocy, bo trzecią nad ranem chyba można tak nazwać. Mniejsza o to, skupmy się na tym dlaczego się obudziła. No właśnie, chyba chodziło o to, że coś ją przygniatało. Niby poszła spać sama i było jej całkiem wygodnie, rozwaliła się na całe łóżko, a teraz coś zagradzało jej drogę do drzwi. A, jeszcze jedno. Kto do jasnej ciasnej odkręcił ogrzewanie? Tak się nie da funkcjonować, a może raczej spać. No nic, przeturlała się przez przeszkodę, przy okazji sturlała się z łóżka i upadła z lekkim hukiem na podłogę. Oczywiście uważała, żeby nie narobić zbyt wiele hałasu i nie obudzić reszty. Vitas przecież musiał choć trochę się wyspać...
- Co to za hałasy? - doleciał ją męski głos kiedy, złapawszy się krawędzi łóżka, podnosiła się do włącznika światła.
- A co to za ogrzewanie? - Gocha nie do końca jeszcze się obudziła.
- Jakie ogrzewanie? Ja nic nie czuję. Za to poczułem się z deka rozwałkowany...
- A w ogóle to kim ty jesteś kaloryferze?
- Jak to kim?
- Jenyyy... Vitalik, co ty robisz u mnie w łóżku?! Miałeś spać w ostatnim pokoiku, sam...
- Smutno mi było tam tak... samemu.
- Jasne... Wracaj do siebie! - rozkazującym gestem wskazała palcem drzwi.
- Zmuś mnie! - to powiedziawszy odwrócił się na bok, tyłkiem do niej.
- Won dziadu! Wyjdź mnie stąd! Tam będziesz miał dobrze! Nikt nie będzie ci pierdział, ani się rozpychał! - Gośka zaczynała tracić cierpliwość.
- Ani mi się śni. Nie przeszkadzają mi wiatry, jeśli są pod kołdrą, rozpychanie też mnie nie rusza. A tam wiatr wyje jakby ktoś zarzynał stado bawołów! I pościel jest szorstka!
- Facet jesteś! Powinieneś lubić dreszczyk emocji i szorstkość...
- Jestem artystą i muszę o siebie dbać. Dlatego śpię dziś w satynie! Koniec i kropka! - przysunął się bliżej ściany.
- Dobrze! Śpij sobie tutaj. Ja idę tam... - zebrała zadek w troki i wyniosła się do uprzedniego pokoju Vitasa.

Uklepywała właśnie poduszkę, po tym jak położyła ją po drugiej stronie łóżka, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Z deczka się zdziwiła, bo któż to mógł być o tej porze? Jakiś strudzony wędrowiec? Lunatyk? A może... Podeszła cicho do drzwi i próbowała zobaczyć coś przez szybę, ale nie zobaczyła nic ciekawego, bo ten ktoś nie zapalił światła w korytarzu. Tymczasem znów rozległo się pukanie. Otworzyła drzwi i ujrzała, a jakże, Vitalika.
- Słucham pana? Czego dusza potrzebuje?
- Noclegu w rzeczy samej.
- Miałeś spać w satynie.
- Przeszło mi już.
- Nie dość, że wymagający, to jeszcze marudny i zmienny jak kobieta. Ty na pewno jesteś facetem?
- Na pewno... Jak chcesz, to możesz sprawdzić. - rzekł całkiem zalotnie.
- Nie, podziękuję... A teraz idź do satynki, bo tu się nie zmieścimy we dwójkę. Paa! - zamknęła mu drzwi przed nosem.
- Ej, to nie było fajne!
- I nie miało! Dobranoc słodki książę!

LIV

Poczuł jak coś gramoli mu się do łóżka. Małe to to, ale jakie rezolutne! Rozpycha się, jakby miało dwa metry wysokości i szerokości. Postanowił sprawdzić co to. Odwrócił się od ściany i podniósł się na łokciu. Otworzył oczy i stał się cud! Widział w ciemności! Dobra, teraz można sprawdzić o co tutaj chodzi. Po pierwsze, zobaczył, że zajmuje przestrzeń około 30 centymetrów, może odrobinkę więcej. Po drugie znalazł przyczynę tego stanu rzeczy. Obok niego, rozwalona na 3/4 łóżka leżała Gosia. Pochylił się nad nią i sprawdził czy śpi. Niestety, spała, ale pogada z nią rano. Ależ bedzie ubaw! Uśmiechnął się szyderczo sam do siebie, położył się spowrotem, odwrócił przodem do ściany i chciał zasnąć. Chciał, ale wpadł na lepszy pomysł... Wypiął tyłek i odepchnął się lekko od ściany. I jeszcze raz! O, udało się! Położył się wygodniej na, siłą wydartych, kolejnych 20 centymetrach przestrzeni.

LV

Biiiipbip! Biiiipbip! Biiiipbip! Kurza melodia! Co za arcywredne ustrojstwo! Nawet minuty się nie spóźni! I jak tu żyć?! Nic, tylko wypierdzielić takiego przez okno! Ale z drugiej strony, co by wtedy budziło na czas? Budzik, mimo swego okrucieństwa, to jednak pożyteczna rzecz. Nie ma to tamto. Do takiego właśnie wniosku doszła Gośka, kiedy wyłączała swego mechanicznego kata. Po drobnym wychyleniu ciała w celu naciśnięcia przysicku oznaczonego mianem stop alarm powróciła do pozycji "na wznak". Jedno jej tylko nie dawało spokoju. Dlaczego wokół niej jest fioletowo, a nie żółto? Czyżby wróciła do siebie? A jeśli tak, to znaczy, że... Zaczęła się powoli odwracać w stronę ściany.
- Witam Jasia Wędrowniczka!
- Spadaj! - rzuciła i usiadła.
- O co chodzi? Przecież to nie ja cię tu przyniosłem. Sama przyszłaś. Z własnej i nieprzymuszonej woli. Czyżbyś się stęskniła?
- Oj, cisza. Musiałam przez sen przyleźć. Nic ci nie zrobiłam?
- Niestety nie...
- Stety, stety. Niech mnie kule biją... Po co ja tu przlazłam?
- Mnie nie pytaj, ja nic nie wiem.
- A, już wiem! Przyszłam po telefon, bo tam był budzik! Usiadłam na łóżku i zamiast schylić się po telefon, położyłam się i zasnęłam! Tak to jest, jak człowiek robi coś w półśnie.
- Dobra, przyznaj się, po prostu chciałaś się przytuliiiić! - to powiedziawszy przycisnął ją do siebie.
- A paszoł won! Zostaw mnie nimfomanie! - krzyknęła niezbyt przekonująco i spróbowała się wyrwać. Zaczęły się zapasy! Jeden trzyma, druga się wyrywa, a łóżko trzeszczy, jakby niewiadomo co się tam działo! A najlepsze jeszcze przed nami. Nikt nie pomyślał o odsunięciu zasłon, albo chociaż zapaleniu jakiegokolwiek światła. Ładnie się porobiło...

Wreszcie Gosi udało się powalić napastnika na łopatki. Co prawda męczyła się dobre pięć minut, ale zwyciężyła. Usiadła na nim okrakiem, przyciskając jego ręce do poduszek i pochyliła się nad nim szepcząc:
- Cienki bolek z ciebie, żeby baba cię rozłożyła, a fe, wstyd!
I właśnie w tym momencie do pokoju wkroczyły Ewa i Gabi, rozgadane i zdecydowane obudzić jeszcze śpiącą koleżankę. Vitasa jeszcze nie chciały zaczepiać, wolały to zostawić Małgośce. A tu taki widok! No to ładnie!
- Eee... Nie przeszkadzamy? Wolicie jeszcze zostać sami? - Gabi okazała zdrowy rozsądek.
- A może chcecie, żebyśmy się przyłączyły? - Ewcia była jak zwykle błyskotliwa.
- A bardzo chętnie, wiecie. Ten pan potrzebuje nauczki za zbyt cięty język, należy go ukarać, pomóżcie biednej kobiecinie!
Dziewczynom nie trzeba było dwa razy powtarzać, od razu rzuciły się na łóżko i wymierzyły odpowiednią do rozmiaru zbrodni karę. ŁASKOTKI!!!!

_________________
"Live your dreams it's not as hard as it may seem..."
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger Nazwa Skype

PostWysłany: Sob Sty 10, 2009 13:13 Odpowiedz z cytatem
LaVieMystique
Kierowniczka chóru ;)
Kierowniczka chóru ;)
Dołączył: 19 Lut 2008
Posty: 3895
Skąd: Białystok




LVI

W życiu jeszcze nie zdarzyło mu się obudzić z sercem tak łomoczącym w klacie. Nie żeby ze strachu, on przecież jest porządny chłop, co by miało go tak wystraszyć? Phi, a w życiu. No ale to nie zmieniało faktu, że coś jest nie tak. Z sąsiedniego pokoju docierał do niego niemiłosierny hałas, za nic sobie mając grubą ścianę, której kiedyś nie udało mu się przewiercić żadną siłą. Wątpił, żeby w ogóle kiedykolwiek, komukolwiek ustąpiła, a jednak się udało. To jednak tylko pogłębiało jego przekonanie o poziomie decybeli panującym w sąsiednim pokoju. Postanowił ustalić źróbło owych decybeli i natychmiast je wyłączyć, albo chociaż je uciszyć. Zwlókł się z łóżka, starannie uważając, żeby chociaż nie wysunąć najpierw lewej nogi, co oznaczyło przeturlanie się przez materac na plecy i przy okazji zrzucenie prawej nogi.

Nie trudził się nawet nakładaniem koszulki, czy spodenek. Wylazł jak stał, a raczej spał. Przeczesał ręką włosy, roztarł kłykciami oczy, coby lepiej widzieć i już chciał ruszyć w stronę zaklejonych plakatami drzwi, kiedy zobaczył po swojej prawicy, czyli dokładnie po drugiej stronie, wystającą głowę Agaty. Włosy sterczały jej w każdą stronę i najwyraźniej nie chciało jej się zmywać makijażu przed pójściem spać, bo wyglądał na trochę "zmęczony". Wyszczerzył do niej zęby, ale chyba wyszedł z tego całkiem dziwny grymas, bo tylko się wykrzywiła.
- Ładna fryzura. - zagaił.
- Goń się... Spać nie można, tak hałasują. Orgia jakaś, czy co?
- Mam nadzieję, że nie, bo nie wybaczyłbym im zaczęcia beze mnie.
- Teraz mają lepszy obiekt.
- Dzięki. - uśmiech wykwitający na jego wargach od razu sczezł. - Nie ma to jak miłe słowo na rozpoczęcie dnia.
- Oj, przecież wiesz, że nowe zawsze przykuwa najwięcej uwagi.
- Nie polepszasz swojej sytuacji.
- Dobra, zamilcz. Zaczekaj chwilę, pójdę tam z tobą.
- Nie wiem czy mam ochotę się z tobą dalej zadawać.
- Nie masz wyboru mój kochany Macieju. - wyszła z pokoju poprawiając dres, który właśnie nałożyła. - Nikt inny nie jest w stanie cie znieść.
- To był cios poniżej pasa...
- Nic na to nie poradzę skarbie, chodź.

Daleko iść nie musieli, wystarczyły dwa kroki i już byli na miejscu. Hałasy jakby troszkę ucichły, ale nadał było słychać przytłumione śmiechy i krzyki. Postanowili wparować tam jak policjanci z jajami. Szybko i nie zostawiając świadków. Maciek otworzył drzwi na oścież i założył ręce na piersiach. Agata poszła jego śladem, jednak jej już nie zostały żadne drzwi do otwarcia, więc tylko wykonała drugą czynność. Ich oczom ukazał się niecodzienny widok. Czworo ludzi, zdawałoby się chociaż połowicznie dorosłych, walało się po całym łóżku i łaskotało. Gocha uczepiła się Vitasa, który próbował się wyrwać, jednocześnie gilając Gabi. Ta z kolei szamotała się na całej szerokości ogromnego materaca, próbując uciec od niego i od Ewki, nie dającej jej spokoju jedną ręką, a drugą sięgjącej ku żebrom Vitalika. W szybkim przebłysku zobaczyli jeszcze nogę Gosi, która miotała sie gdzieś w okolicach brzucha Ewy, robiącej teraz koci grzbiet, żeby uniknąć powalającego ciosu "łachotka".
Cała czwórka wyglądała jakby grała właśnie w jakąś dziwną i podrasowaną wersję twistera.
- A co się tutaj dzieje?! - Maciej podniósł głos, żeby go było słychać, przejmując jednocześnie, po męsku, inicjatywę. Wciągnięci w wir walki dopiero teraz spojrzeli w stronę drzwi i zatrzymali się w półruchu. Nawet nie zauważyli kiedy pozostała dwójka zjawiła się w pokoju.
- To może ja odpowiem śpiewająco... Niiic cieeekaaaweegooo! - Małgosia postanowiła odpowiedzieć i przy okazji zlazła z pleców Vitalija. Ten się wyprostował, tymsamym pozwalając Gabryśce i Ewce położyć się spokojnie.
- Wiecie, że właśnie dzwonili w bieguna i powiedzieli, że macie się uciszyć? - wtrąciła się Agata.
- A z którego? - Gabi poszła ślaem Agatki.
- A skąd numer mieli? - dopytywał się Vitas.
- A z obu, a numer znaleźli w książce telefonicznej.
- To zmienia postać rzeczy. - dodała swoje trzy grosze Ewa.
- Jenyyy... Wpół do piątej! - jęknęła Gośka, która korzystając z chwili nieuwagi, sięgnęła po telefon.
- To co? - zapytał Maciuś.
- Sklerotyku! O 5.05 mają pociąg powrotny! Dobrze, że już mają kupione bilety! - Agata wpadła w popłoch - Jazda, ubieramy się. Toaleta tylko do użytku Vitalika i Gochy, reszta może poczekać. Śniadanie sobie kupimy na dworcu. Ja dzwonię po taksę! za 15 minut na dole!

No i się zaczęło. Wszyscy biegali po domu jak szaleni. Szybkie mycie twarzy, zębów, czego tam jeszcze sobie kto zażyczył. Zbieranie ostatnich niespakowanych rzeczy i windą na dół. Grunt, że się udało bez większych kolizji. Wpakowali się do minibusa - taksówki i ruszyli w stronę dworca, mając 20 minut w zapasie, bo o dziwo cała szóstka zdąrzyła wyszykować się w 15 minut.

_________________
"Live your dreams it's not as hard as it may seem..."
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger Nazwa Skype

PostWysłany: Wto Lut 17, 2009 14:37 Odpowiedz z cytatem
LaVieMystique
Kierowniczka chóru ;)
Kierowniczka chóru ;)
Dołączył: 19 Lut 2008
Posty: 3895
Skąd: Białystok




LVII

Wpadli na dworzec jak burza. Mimo tego, że było dość spokojnie, to i tak ta mała grupka ludzi dogorywająca na dworcu spojrzała na nich jak na kosmitów. A oni dopiero teraz mieli czas przyjrzeć się dokładnie swoim szacownym osobom. Wszyscy byli czerwoni jak raki, tylko Vitalij mógł się poszczycić zjawiskiem „brązowienia“ zachodzącym na całym ciele, a zwłaszcza twarzy. „Farciarz“ – przemknęło Gośce przez głowe. – „A ja jeszcze przez kilka dni będę rakiem“. Niestety piosenkarz nie był w stanie ubrać się w nic innego niż lniane ubranko z wczoraj, ale to tylko dodawało mu uroku. Co jednak nie zmieniało faktu, że i tak najlepsze było to, że nie był na coś takiego kompletnie przygotowany, teraz więc spod spodni przebijały mu czarne obcisłe bokserki. Gosia spojrzała na niego i uśmiechnęła się do siebie. Vitalik przechwycił jej wzrok, zarumienił się lekko, czego . tak nie było po nim widać, bo niby jakim cudem, Zaraz potem przesunął trzymaną w ręku torbę w stronę miejsca, w które tak intensywnie wpatrywała się Gocha. Maciek z dziewczynami wyglądali w miarę normalnie, o ile można to powiedzieć o burakach wciśniętych w ubrania. Za to Gosia dorównywała Vitasowi. Nie dość, że tak samo jak on, nie wzięła białej bielizny, z resztą sama nie wiedziała dlaczego tak się stało, pewnie ktoś jej ukradł mózg na tą jedną chwilę, to jeszcze wzieła zwykłe figi. Teraz więc wyglądała bosko w czarnej bokserce I białych szortach, przez które prześwitywały karmazynowe majtki. Boooossskoooo! Ale to nic, nie takie rzeczy się przetrwało.

Postanowili nie wystawiać się dłużej na pośmiewisko, tudzież ewentualne podniety przypadkowych pasażerów i przenieśli się na peron. Tutaj nie było nikogo, wszyscy pochowali się przed porannym „mrozem“ – o ile coś takiego istnieje, kiedy w nocy jest koło 20 stopni na plusie. Do odjazdu zostało im tylko 10 minut do odjazdu, więc musieli szybko przejsć do najbardziej znienawidzonego rytuału przedodjazdowego, czyli do pożegnania. Zaczęli się ściskać, ale przy pierwszych bólach postanowili zaniechać tej czynności i tylko się wycałować.
- Kiedy następne spotkanie? – zapytała Gabi po wszystkim?
- Nie wiem, na pewno najszybciej jak się da. Zobaczymy co uda mi się zdziałać w pracy,
- Czyli za cztery miesiące w porywach do pół roku, tak?
- Oj tam, makrudzisz, dobrze, że nie za 10 lat. – uśmiechnęła się i ucałowała Gabi jeszcze raz. – A teraz żegnajcie moi mili! Nie płaczcie kiedy odjedziemy!
Ruszyła po schodach szukać przedziału. Po chwili wychyliła się przez okno:
- Hej! Vitalik! Idziesz, czy może jednak zostajesz?
- Idę, idę, poczekaj. – odwrócił się do reszty bandy – Dziękuję wam.
- Eeee, a za co? – zdziwił się Maciej.
- Za wszystko, za ciepłe przyjęcie, traktowanie mnie jak równego sobie i za świetną zabawę. – uśmiechnął się prześlicznie.
- Nie ma sprawy, ale o tym pogadaj z Gochą.. A teraz spadaj, bo poważnie będziesz zmuszony z nami zostać. – podał mu rękę i popchnął go w stronę schodków.

LVIII

Machali jeszcze przez chwilę, a później przenieśli się do przedziału. Byli zmęczeni, w końcku nie spali porządnie przez dwie noce. Opalenizna też im nie pomagała. Rozsiedli się wygodnie i zapadło niezręczne milczenie. Gośka nie bardzo wiedziała co ma mu powiedzieć, a może po prostu była zbyt zmęczona żeby mówić cokolwiek. Vitalij też do rozmowy się nie kwapił. Trwali tak chwilę w żenującej ciszy, kiedy nagle wypalili na raz:
- Dzię…
- Jak ci… - roześmiali się.
- Przepraszam. – znów w tym samym czasie i znów smiech.
- Mów… - i po raz kolejny. Gośka postanowiła się zchytrzyć i pokazała mu ręką, żeby kontynuował. Kiedy upewniła się, że czeka na jej słowa, powiedziała:
- Ty pierwszy.
- Nie, ty. Ja poczekam, ty pewnie zapomnisz…
- A ty skąd to wiesz?
- Coś mi się obiło o uszy…
- Dziewczyny?
- Może… Mów!
- Już nie pamiętam co chciałam.
- Widzisz. Ja chciałem podziękować za wspaniale spędzony czas i doborowe towarzystwo.
- Odrobisz w polu.
- Co?
- Ewentualnie oddasz w naturze. – uśmiechnęła się wyzywająco.
- Ooo, to lepszy pomysł! – zawołał i przesiadł się na siedzenie obok niej, kładąc jej dłoń na kolanie. Strzepnęła ją.
- Hola, hola książę, nie w miejscu publicznym. Proszę trzymać bestię na uwięzi…
Odpowiedział jej tylko spojrzeniem, ale za to jakim!
- Eeee, miałam na myśli żądzę…
Kpiący uśmiech.
- Znaczy, no wiesz!
Kolejny uśmieszek.
- Ajj, z resztą, nie ważne. – pokazała mu język, założyła ręce na piersi i rozparła się na siedzeniu. Kiedy chciał ją objąć, otworzyły się drzwi przedziału.
- Bileciki proszę!

LIX

Reszta podróży minęła im bez większych sprzeczek, głównie dlatego, że w pewnym momencie, kiedy już zaczynało się robić niebezpiecznie, do przedziału wsiadł jakiś starszy pan. Musieli się więc uspokoić, nawet jeśli nie chcieli. Gosia oparła głowę na ramieniu Vitalika i zasneła. On położył głowę na jej. Niestety nie był w stanie spać. Zastanawiał się co powie mu Siergiej. Miał nadzieję, że odcztał jego wiadomość, a nie skasował ją przez sen, jak zwykł to robić już wcześniej. Jeżeli skasował, to będzie przekichane i nie zdziwiłby się, gdyby policja warszawska postawiona była na nogi. Ostatnie co teraz chciałby zobaczyć, to kordon policyjny przed hotelem i Gośka wsadzana do radiowozu, z postawionym zarzutem porwania. Musiał wymyślić jakąś dobrą historyję w razie czego. Może powiedziałby, że to on ja porwał… Eee, nie przejdzie, gdzie by ją zabrał? Lepiej się przyznać, ale powiedzieć, że to on wpadł na ten pomysł, bo dość miał życia pod kloszem i miał ochotę się odstresować i odpocząć od ciągłych humorów Pudovkina. Tak, to byłoby najlepsze rozwiązanie… Niemalże podskoczył, kiedy to pomyślał. Gocha się lekko przekręciła. Spojrzał na nią. Spała spokojnie, wyglądała jak aniołek. Jeden kosmyk opadł jej na twarz, poprawił go delikatnie. Otworzyła oczy.
- Gdzie jesteśmy?
- Nie wiem, to nie ja jestem przewodnikiem na tej wycieczce.
- Fakt, poczekaj, niech no się zastanowię…
- Za chwilę będzie Warszawa wschodnia. – dobiegł ich dźwiek głosu starszego pana siedzącego z nimi w przedziale.
- O, dobrze, dziękuję bardzo… Troszke sobie dałam po spaniu – zwróciła się do Vitasa. – Nie przygniotłam cię zbytnio?
- Nie za mocno, co prawda złamałaś mi bark, ale to nic wielkiego…
- Ha – ha – ha… Fffffffunny.
- Nie marudź…
- Hej! To mój tekst!
- No i…?
- Przepraszam, że się wtrącę, ale skoro już pan uwolnił rękę od słodkiego cieżaru, to może dałby mi pan autograf? Uwielbiamy z żoną pański śpiew. Nawet byliśmy na koncercie. – wtrącił czystą rusczyzną współpasażer, wyciągając do Vitalija kartkę papieru i długopis.
- Oczywiście, jak państwo się nazywają?
- Zimnoch Jerzy i Alina.
- Proszę bardzo. – oddał rzeczy właścicielowi.
- Nie sądziłem, że ma pan tutaj „przyjaciółkę“… Wiem, że to nie moja sprawa, ale..
- Przyjaciółkę?! Aaaa, Gosia, to moja sąsiadka z hotelu, pomoc przy odstresowaniu.
- Rozumiem… Może pan liczyć na dyskrecję z mojej strony… - puścił oko.
- Dziękuję. – powiedział i uśmiechnął się delikatnie.
- No, Vitalik, zbieramy się. Zaraz wysiadamy. – Gocha przerwała pogawędkę.

- Więc jednak jesteś dość znany w Polsce. – zauważyła kiedy już wysiedli.
- Jak widać. – uśmuechną sie do niej.
- Tylko z tą przyjaciółką i odstresowaniem mogliście sobie podarować… Co on sobie teraz myśli.
- Pewnie, że jesteś moją dziewczyną.
- No tak, ale ty go nie wyprowadziłeś z błędu…
- A po co? Jakbym się zaczął tłumaczyć, to wyszłoby jeszcze gorzej, a tak nie będzie większych problemów.
- Jasne… - szli teraz pod rękę przez dworzec, dobrze że mieli okulary przeciwsłoneczne na nosach. Wyglądali jakby dwa raki w okularach i kolorowej bieliźnie, zaczepione szczypcami. Gośka dostała gęsiej skórki od chłodu dworca. Vitalij zauważył to i przyciągnął ją do siebie. Jednak kiedy tylko wyszli z przejścia podziemnego i wkroczyli w światło dzienne, wyrwała mu się brutalnie.
- Co jest?
- Nie, nic, po prostu nie chcę głupich plotek…
- Acha. – mina mu trochę zrzedła.
Wkroczyli do holu hotelu ramię w ramię. Dwa buraki…

_________________
"Live your dreams it's not as hard as it may seem..."
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger Nazwa Skype

PostWysłany: Wto Lut 17, 2009 14:41 Odpowiedz z cytatem
LaVieMystique
Kierowniczka chóru ;)
Kierowniczka chóru ;)
Dołączył: 19 Lut 2008
Posty: 3895
Skąd: Białystok




LX

Stali już na korytarzu między swoimi pokojami. Słonko przeświecało przez firanki zawieszone w oknach korytarza. Nie bardzo wiedzieli co mają teraz ze sobą zrobić. Najchętniej walnęliby się do wyrka, żeby trochę pospać. No cóż, ale najpierw wypadałoby się pożegnać…
- No więc…
- No właśnie.
- To co, do zobaczenia później?
- Chyba tak. Tylko pilnuj, żeby twoi „goryle“ nie walili dziś w moje drzwi. – uśmiechnęła się.
- A ty pilnuj, żeby szarlotka się po korytarzach nie plątała.
- Postaram się. Trzymaj się.
- Paa. – nie ruszył się z miejsca.
- Pa..
- To idę, pa.. – zaczął się odwracać.
- Nie zapomniałeś o czymś?
- O czym? – odwrócił się z bananem na twarzy i błyskiem w oku i w tym momencie dostrzegł w dłoni Gosi swój telefon.
- A tego na przykład. – podała mu aparat – I jeszcze tego…
Wspieła się lekko na palce i pocałowała go w policzek, dość blisko ust. Zatrzymali się chwilkę w tej pozycji. Vitalik obrócił lekko twarz w jej stronę i pocałował ją. Na początku oddała pocałunek, ale po chwili się wycofałą.
- Dobra, starczy tego dobrego, idż pan już, bo trzeba się trochę przespać. – odwróciła go i popchnęła w strone jego pokoju. Odwrócił się tylko raz, oczy mu błyszczały. Gocha stanęła przy swoich drzwiach, majstrując przy zamku i obserwując go kątem. Kiedy zniknął w pokoju trochę się uspokoiła, postanowiła opanować motylki w brzuchu. Wkroczyła do pokoju i walnęła się na łóżko z głupawym wyrazem twarzy. Chwilę tak leżała, a później zamknęła oczy i zasnęła.

LXI

Wszedł do pokoju i rzucił telefon na łóżko. Nie bardzo chciało mu się teraz robić cokolwiek. Po pierwsze był nieziemsko zmęczony, a po drugie… No właśnie. Nie bardzo wiedział co ma myśleć o całej tej sytuacji. Bawił się wyśmienicie. To nic, że spalił się na słońcu. Najważniejsze było to, że ten czas spędził tak, jakby był całkiem normalnym człowiekiem. Zero fleszów, krzyczących fanek, Andrieja siedzącego mu na ogonie i ciągle wrzeszczącego Siergieja. Chociaż… Co do Andrieja, to miał mieszane uczucia, bo fajnie byłoby, gdyby i on tam był, zawsze to lepiej we dwójkę rzucać się w nieznane, tymbardziej, że on ma podobne poczucie humoru i znalazł by się szybko w sytuacji. No nic, stało się. Wyjrzał przez okno. Słońce dało mu po oczach. Musiał spowrotem zasunąć zasłony.

Usiadł na łóżku i wziął telefon do ręki. Dzwonić, czy nie dzwonić? Brakowało mu tylko kwiatka, którego mógłby oskubać przy powtarzaniu formułki. Włączył telefon. Już chciał wybrać numer, ale zobaczył powiadomienie, że ma pełną skrzynkę sms. Zaczął więc kasować to, czego nie potrzebował. Na pierwszy ogień poszły wiadomości odebrane. W gruncie rzeczy nic ciekawego, trochę raportów o nieodebranych połączeniach. Wszystkie od Siergieja. Kiedy zabierał się za wiadomości wysłane, troszkę się zdziwił. Znalazł jedną wysłaną DO Pudovkina. Nie pamiętał, żeby cokolwiek wysyłał. Otworzył i uśmiechnął się do siebie. Teraz miał przynajmniej jako taką linię obrony. To poza tym tłumaczyło dlaczego menadżer jeszcze nie wszczął alarmu czerwonego. Położył się, napisał Siergiejowi dwa słowa: „już jestem“ i zamknął oczy.

Leżał tak 5 minut, a może 45, nie był w stanie tego określić. Może nawet udało mu się zdrzemnąć. Wiedział tylko, że coś, albo ktoś solidnie łomocze w drzwi. Złapał za telefon i sprawdził godzinę. Hm… 9.05, czyli jednak przyciął komara. Dźwignął się i zrzucił nogi z łóżka. Ten, kto łomotał do drzwi musiał być solidnie wpieniony. „Idę!“ wychrypiał i poczłapał do drzwi. Kiedy je otworzył ujrzał twarz demona…
- Cześć Siergiej! – zdobył się na najbardziej czarujący ze swoich uśmiechów, ale twarz menadżera zrobiła się tylko jeszcze bardziej purpurowa.
- Co ty do jasnej ciasnej wyrabiasz?! Ty chcesz, żebym ja na zawał zszedł?! Co to miało być, co za wycieczka krajoznawcza?! Zostawić cię bez ochroniarza na choćby sekundę i znikasz grom wie gdzie! Co ja bym fanom powiedział, jakbyś nie wrócił?! Coś ty sobie w ogóle wyobrażał?!... – tutaj padło jeszcze kilka niecenzuralnych słów, niezbyt miłych epitetów i ogólnie nie było zbyt ciekawie. Vitas natomiast stał w drzwiach jak słup soli, a szczęka opadała mu coraz niżej. Głównie z wrażenia, jakie wywarło na nim bogactwo słownika Pudovkina. Tyrada ciągnęła się w nieskończoność, więc Vitalik w pewnym momencie zaczął mierzyć czas. Po około 10 minutch całe wzburzenie odeszło, Siergiej odetchnął, jego twarz z purpurowej zrobiła się czerwona. Wyraźnie czekał teraz na choćby kilka słów wyjaśnień. Cała ta scena wywołała w Vitasie jedynie ogromne rozbawienie, nie był w stanie powstrzymać się od głupawych komentarzy…
- Wiesz, zadałeś sporo pytań, z chęcią na nie wszystkie odpowiem, ale czy mógłbyś je powtórzyć? Bo zatrzymałem się na „co ty do jasnej ciasnej wyrabiasz?“.
- Vitalij! Ja mówię poważnie!
- Ja też. Nie pamiętam pytań. Ciesz się, że będę zeznawał bez adwokata…

LXII

Nie ma to jak przebudzić się z lękiem na dźwięk wrzasków jakiegoś szaleńca. O takim romantyzme można tylko marzyć po ciężkich przeżyciach dnia poprzedniego i jeszcze wcześniejszego. Podniosła się na łokciu i chwyciła za zegarek, 9.09… „Job twoju...“ – pomyślała – „Ki czort?“. Wyczołgała się z łóżka i zaciągnęła swój szanowny zadek pod drzwi. Już chciała złapać za klamkę i ochrzanić intruza za wprowadzanie chaosu w jej cudowne sny, kiedy sobie przypomniała gdzie jest i kto najprawdopodobniej się tak wydziera. Postanowiła jednak się nie wychylać, nie miała ochoty narażać się furiatowi. Wycofała się cichcem do łóżka z maleńką iskierką nadziei, że może jednak uda jej się jeszcze zasnąć….

A dupa kwas, gdzie tu spać, jak ktoś wrzeszczy tak, że i w Chinach go pewnie słyszą. Zrzuciła z siebie kołdrę solidnym kopniakiem i… wrzaski ucichły. „Blac…“ – zdobyła się tylko na tyle. Szkoda, że nie skończył jakieś dwie minuty wcześniej, może jeszcze by jej się udało przysnąć na tej solidnie zboksowanej już poduszce. Spojrzała na mały gałgan u wezgłowia łóżka, będący kiedyś jej poduchą, całkiem wygodną, musiała przyznać. Prychnęła pogardliwie w stronę drzwi i pomaszerowała pod prysznic. Zasłon nawet nie próbowała odsłaniać, wiedziała, że jej się to nie uda. Kiedy już wychodziła z łazienki, zgrabnie zawiązawszy sobie ręcznik na głowie i kończąc otulać się szlafrokiem, usłyszała lekkie pukanie do drzwi. „A to nowość… To jednak ludzie w tym hotelu umieją pukać! To ci dopiero.“ Ruszyła w stronę drzwi. Pukanie się powtórzyło, znów delikatne. Otworzyła drzwi. Przed nią stał boy hotelowy z karteczką.
- Cóż to?
- Przesyłka do rąk własnych.
- A od kogo, jeśli wolno zapytać?
- Mam nie mówić, bo pani podobno sama się domyśli.
- Rozumiem… Poczekaj sekundę. – to powiedziawszy odwróciła się na pięcie i podbiegła do rzuconej w kąt pokoju torebki. Wyciągnęła odpowiedni banknot i wróciła do drzwi. Podała go chłopakowi, jednocześnie odbierając od niego kopertę. „Łapówka, psia mać…“ – pomyślała przy okazji. Zamknęła drzwi, usiadła na łóżku i otworzyła liścik.

„Na śniadanie zaprosić Cię chciałem,
Lecz swe plany zmienić musiałem.
Niezwykle wściekłe stworzenie
Odebrało mi moje marzenie.
O obiedzie więc pomyślałem,
Niestety i z tego zrezygnowałem.
Mało romantyczna pora ta była,
Propozycja się więc zmieniła.
Czy zechcesz uczynić mnie tym szczęśliwcem
I przy księżyca blaku srebrzystym
Dotrzymasz mi towarzystwa przy kolacji,
Sąsiadko ma, pełna gracji?“
– uśmiechnęła się do siebie mimo woli. Podeszła do biurka i wyciągnęła z szuflady hotelową papeterię. Podziękowała Bogu za to, że firma nie wysyła jej do podrzędnych hotelików. Usiadła na krześle, przez chwilę się zastanawiała co ma napisać. Nic nie przychodziło jej do głowy, ani jeden marny rym… W końcu wpadła na pomysł.

„Rycerzu w lśniącej zbroi,
Na kolację przybyć mi nie pozwoli
Ważna dla mnie osoba.
Jenak twe piękne słowa
Urzekły mnie niesamowicie,
Więc przybyć sobie życzę
Do Ciebie wieczorną porą
Z butelką sporą.
Nie wódki jednak, a wina słodkiego
Pełną, wezmę może coś do tego.
Co powiesz na moje wyzwanie,
Żyjący po sąsiedzku panie?“
– na dole kartki dopisała numer telefonu, tak na wszelki wypadek. Włożyła kartkę do koperty, zakleiła i szybko wyskoczyła na korytarz, żeby zostawić karteczkę w drzwiach sąsiada. W ostatniech chwili zdążyła w skoczyć do swojego pokoju. Drzwi do pokoju 18a się otworzyły i usłyszała strzępek rozmowy, na szczęście głosy były spokojne. Po chwili usłyszała dzwonek wiadomości sms.

LXIII

- Co ty tam wypisujesz? Nie ma czasu, trzeba zjeść szybkie śniadane i spadać do studia.
- Oj tam, marudzisz. Poczekaj chwilę, jeszcze prysznic muszę wziąć.
- Matko! Ty mnie kiedyś do grobu wpędzisz, przysięgam.
W tym samym czasie rozległo się pukanie. Vitas złożył szybko kartkę i schował ją do koperty. Podszedł do drzwi i otworzył je.
- Pan dzwonił? – w drzwiach stał boy hotelowy.
- Tak, mam ogromną prośbę. Niech pan weźmie tą kopertę i zaniesie do pokoju obok. Ta pani sama się wszystkiego domyśli, proszę jej nic nie mówić.
- Rozumiem.
Już chciał się odwrócić, kiedy Vitalij wcisnął mu do ręki banknot.
- Dziękuję za pomoc. – rzucił mu na odchodne i znamknął drzwi.
- Te, co to za liściki? Jaka pani? No i może w końcu się dowiem czemuś taki opalony?
- Aaa, to. W programie wycieczki był wypad na plażę. Więcej nic ci nie powiem.
- Jasne, jak zwykle. Ja powinienem wiedzieć najwięcej, a wiem tyle co nic, albo i jeszcze mniej.
- Nie narzekaj, nie masz na co… - rzucił Vitalik, który właśnie znikał w drzwiach łazienki.
- Hej, Vitja, a zakupy też były w programie? Ładne kąpielówki… - krzyknął za nim Siergiej, który zaczął właśnie grzebać w torbie piosenkarza, mając nadzieję, że znajdzie tam coś, co mu choć trochę rozjaśni sytuację…. Niestety, zawiódł się niezmiernie.

Po około 10 minutach Vitas w końcu wyszedł z łazienki, wycierając mokre włosy. Spojrzał na swoje odbisie w lusterku. „Cholibka, ale ze mnie przystojniak…“ – pomyślał i uśmiechnął się sam do siebie.
- Czego się szczerzysz jak mysz do sera?
- A bo bosko wyglądam taki opalony…
- Narcyz… Ubieraj się! – Pudovkin rzucił w niego koszulą i spodniami.
- Spadaj! – rzucił w niego ręcznikiem.
- Eeeej, jak ty producenta traktujesz?
- Tak jak się powinno! – to powiedziawszy rzucił w niego koszulą – ta jest poplamiona.
- To co ja zrobię, że tobie śliniaczek jest potrzebny kiedy jesz? Weź inną i chodź już, bo się spóźnimy.
- A gdzie Andriej?
- Na dole, żegna się z Lidką.
- Acha, dobra. Możemy iść. – powiedział, kiedy udało mu się naciągnąć na siebie koszulkę.
- Tak idziesz?
- A jak, w zbroi?

Właśnie wychodzili, kiedy usłyszeli trzask zamykanych drzwi. Vitalij spojrzał pod nogi, przed nim leżała koperta z logo Marriota. Podniósł ją i otworzył. Przeczytał kartkę od sąsiadki i uśmiechnął się szeroko. Dobrze, że nie nazwała go żołnierzem… Wyciągnął komórkę i wklepał zapisany numer. Napisał szybko sms’a. „Ok królewno, o 8 na korytarzu“ . W jego głowie właśnie powstał niecny plan, a na ustach wykwitł chytry uśmieszek. Siergiej spojrzał na niego, ale wolał się nie odzywać. Ruszyli w stronę wind.

_________________
"Live your dreams it's not as hard as it may seem..."
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger Nazwa Skype

PostWysłany: Wto Lut 17, 2009 14:45 Odpowiedz z cytatem
LaVieMystique
Kierowniczka chóru ;)
Kierowniczka chóru ;)
Dołączył: 19 Lut 2008
Posty: 3895
Skąd: Białystok




LXIV

Siedziała właśnie w taksówce wracając z obiadu u brata, kiedy dostała kolejnego smsa. „Już za chwileczkę, już za momencik…“, nadawca: Vitas. Spojrzała na zegarek, 18.30. Ma czas nawet na krótką wizytę w sklepie, żeby się zaopatrzyć w niezbędne składniki. Odpisała: „Za półtora godziny, całkiem długi ten momencik, nie sądzisz?“

Wybiegła spod prysznica. „Niech to gęś kopnie, ja i moje poczucie czasu. Kto mi kazał siadać do laptopa po przyjściu?“ – klęła na siebie w myślach. Miała niecałe pół godziny żeby ułożyć włosy i zrobić makijaż.
- „Kurza melodia!“ – krzyknęła kiedy nie mogła wydobyć z kosmetyczki odpowiednich cieni. Biegała w kółko cały czas się o coś potykając, aż cud że nic sobie nie zrobiła. W końcu o 8.00 stanęła przed lusterkiem. Udało się! Nienaganny makijaż, zrobiony w przerwach pomiędzy układaniem włosów, które też całkiem nieźle się ułożyły. Pomijając fakt, że wyglądały zupełnie inaczej, niż w wyobraźni Gośki. Czarna sukienka z czerwonym pasem podkreślała jej figurę i lekko już brązowiejącą opaleniznę. Włożyła szpile i ruszyła na spotkanie. Zdenerwowana była nawet bardziej niż przed pierwszą randką… Otworzyła drzwi i już chciała postąpić krok do przodu kiedy przypomniała sobie o tym, że nie kupiła wina… „Aaaaa! I co teraz?! No nic, będzie nadrabiać miną…“

LXV

Odebrał właśnie smsa. „Ha! Zobaczymy…“. Poszedł do łazienki, po drodze wstawił do lodówki dwie butelki Kagora. „Na szczęście wziąłem numer Maćka“ – pomyślał i zniknął za drzwiami łazienki.

Zegarek wskazywał 19.55, kiedy on skrapiał się perfumami i sięgał po pierwszą z butelek i dwie lampki. O winogrona zadbał wcześniej. Wszystko czekało już na miejscu. Ostatnie spojrzenie w lusterko, przeczesał ręką włosy. Wyglądał jak amant z brazylijskich telenoweli, ale tych lepszych… Czarna niedopięta koszula nadawała mu lekko łobuzerski wygląd, ale jednocześnie bardzo elegancki, do tego podkreślała jego całkiem już brązową barwę skóry. Wyszedł. Zamknął drzwi pokoju punkt 20.

Stał oparty o ścianę, kiedy otworzyły się drzwi do pokoju Gosi. Odepchnął się lekko, żeby stanąć prosto, ale ona nie wychodziła. „Ha! Pewnie zapomniała o winie!“ – pomyślał. Już chciał coś na ten temat powiedzieć, ale zamarł w pół słowa.

LXVI

Wyszła i spojrzała na przystojniaka stojącego tóż obok ściany. Zobaczyła wino w jego ręku i dwie lamki. Uśmiechnęła się. Jak na razie wszystko szło całkiem nieźle, tylko mógłby już zamknąć usta.
- Ekhm. Priwiet! – rzuciła.
- Taa.. Cześć. – otrząsnął się z lekkiego letargu. Gocha podeszła do niego i dała mu buziaka w policzek. Potem podniosła jego rękę by lepiej przyjrzeć się butelce, którą trzymał.
- Mmmm, Kagor, skąd wiedziałeś?
- Aaaa, sie gra, się ma. A ja dużo gram i dużo mam… szpiegów. Dowiedziałem się też, że prawdopodobnie zapomnisz o najważniejszym, więc się zaopatrzyłem.
- Ijasne. Pomyślałeś o wszystkim…
- Tylko nie o twoim wyglądzie.
- A co z nim nie tak?
- Właśnie wszystko w jak najlepszym porządku, a nawet lepiej. Ale dość gadania, idziemy?
- A gdzie? Mama nie pozwala mi chodzić w nieznane miejsca z sąsiadami…
- Mhm…
- To znaczy…
- Co znaczy?
- Nie ważne… - zaczerwieniła się lekko, miała być kokieteryjna, a wyszła na idiotkę… Ładnie.
- Chodźmy. – podał jej rękę i ruszyli w stronę windy.

Wjechali na ostatnie piętro, stamtąd jeszcze kilka schodków i już byli na miejscu. Vitas wyprowadził ją na dach, gdzie czekał ustawiony niski stolik z owocami na pięknych półmiskach. Obok stolika stała rozłożysta otomana pokryta kamazynowymi poduszkami, wyszywanymi złotą nicią. Poprowadził ją w stronę stolika, postawił na nim lapmki, zapalił małe świeczki, stojące pomiedzy półmiskami. Pomógł jej usiaść, a sam odkorkował wino. Gośka nie mogła uwierzyć własnym oczom. Teraz pewnie sama siedziała ze szczęką przy kolanach. Postanowiła to sprawdzić. Nie, ale mało brakowało. Przyglądała się włosom Vitalika błyszczącym w blasku świec, jego pięknym oczom, odbijającym ciepłe ogniki, delikatnie, acz stanowczo zarysowanej linii szczęki. Istny anioł. Spojrzała na widok, jaki rozpościerał się przed nią. Pałac Kultury i Nauki prezentował się pięknie oświetlany reflektorami. Wyglądał jakby wynurzał się zza innych budynków. Cudowny widok, zwłaszcza w tak ciepłą noc, jak ta. Nagle poczuła, że ktoś siada obok niej. Odwróciła się. Vitas wpatrywał się w nią tym świdrującym wzrokiem…
- Proszę bardzo.
- O co prosisz? – zapytała.
- O nic, po prostu podaję ci wino. Chyba, że zmieniłaś zdanie.
- Jeny, znowu… - klepnęła się ręką w czoło. „Dziewczyno, co ty wyrabiasz?! W takim tempie to on w przeciągu kolejnej godziny zostawi cię tu samą…. GAMOŃ!“ – karciła się w myślach. – Dziękuję, jeszcze się nie rozmyśliłam.
Vitalij wziął na kolana półmisek z winogronami, Gosia natomiast zwyczajowym gestem przyciągnęła do siebie najbliższą poduszkę i przytuliła się do niej.
- Zimno ci?
- Co? Aaaa, nie.. Ja tak mam. Odłożyła poduszkę. Nie wiesz jeszcze o wielu moich dziwnych nawykach…

Siedzieli tak, rozmawiając, zaśmiewając się z durnych dowcipów, albo gier słownych i pojadając owoce, kiedy zorientowali się, że butelka jest już pusta. Trzeba by było skoczyć po następną, ale ani jednemu, ani drugiemu nie chciało się ruszać z miejsca. Nie bardzo wiedzieli która jest godzina, ale po co im to było, skoro szczęśliwi czasu nie liczą? Postanowili więc jeszcze trochę się polenić, nie przeszkadzało im nawet, że zrobiło się odrobinkę chłodniej. Wręcz przeciwnie, całkiem im to pasowało, bo teraz przynajmniej nie musieli się martwić o plamy potu. Tylko te komary… Mało, bo mało, ale jednak dziady przyleciały. Z racji tego faktu i tego drugiego, dotyczącego pustej butelki postanowili przenieść się na dół, do któregoś z pokoi. Padło na Vitasa, bo u niego było wino.

LXVII

- Wiesz co?
- Nie, nie wiem, bo mi jeszcze nie powiedziałeś…
- To ci powiem. Nie smakuje mi ten twój Kagor.
- No nieee…. Bluźnisz. Przeproś, bo już nie będzie taki smaczny!
- Dobrze, przepraszam, ale to nie zmienia faktu, że ja się chyba przestawię na trochę inne wino… A to znaczy, że cała butelka jest do twojej dyspozycji. – uśmiechnął się słodko.
- Chcesz mnie upić?
- I wykorzystać.
- W takim razie zgoda! – to powiedziawszy złapała swój kieliszek i opadła na łóżko Vitalika. On nalał sobie swojego specjału i dołączył do niej.

Kolejne godziny spędzili na przemiłych rozmowach. Troszkę im się języki zaczynały plątać w miarę sukcesywnego opróżniania butelek. Kiedy w obudwóch widać już było dno, sprawy przybrały poważniejszy obrót. Rozpoczęły się pijackie rozmowy o życiu. I tak przez caaaaaałą II Wojnę Światową, rozbiory Polski, komunizm i jeszcze kilka innych spraw doszli w końcu do daty wyjazdu.
- To kiedy kończy ci się wyjazd?
- W sensie, że….
- No, kiedy wracasz do pracy?
- Ja cały czas jestem w pracy.
- To w sumie tak jak ja…
- Tak, tylko, że ja nie mam nad sobą żadnego cerbera, który tryska śliną i jadem, jak tylko oddalę się gdzieś bez zapowiedzi.
- Kogo masz na myśli?
- No raczej nie wróżkę chrzestną… Pudovkina.
- A Sierożka… Swój chłop, trzeba mieć tylko do niego podejście.
- Zauważyłam…
- To kiedy wracasz tam, skąd przybyłaś?
- Już za chwilę. Ale najpierw będę musiała skorzystać z toalety.
- Ja nie mówię o twoim pokoju!
- Ja też nie… skorzystam z twojej.
- Gośka!
- Czoho?!
- Możesz choć przez chwilę być poważna?
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo to będzie oznaczało, że skończy się bajka. Sen pryśnie, a ja znów wrócę do szarej rzeczywistości.
- Witaj w prawdziwym świecie, moim świecie.
- Wracam jutro, o 14 mam samolot. Właściwie to już dzisiaj, bo jest po północy.
- Tak szybko?
- Tak, tak szybko. Czeka na mnie mnóstwo spraw. A ty kiedy jedziesz?
- Za kilka dni. Chyba. Chociaż znając Siergieja, to za 10 minut zadzwoni, że o 7 mam samolot do Moskwy.
- Rozumiem… Ale teraz poważnie, muszę na chwilę cię zostawić. – pobiegła do toalety.

Vitalij siedział przybity. Miał nadzieję na przynajmniej jeszcze jeden dzień tego dziwnego galimatiasu. Strasznie mu się spodobało takie „normalne“ życie. Pełne przypadków, nieprzemyślanych i impulsywnych decyzji. Życie na krawędzi, bez patrzenia wstecz. Pogrążał się coraz bardziej w myślach, kiedy coś nagle skoczyło na łóżko i zwaliło go na podłogę.
- Orientuj się! – krzyknęła Gośka.
- Ty też! – krzyknął i pociągnął ją za rękę, zrzucając tym samym na podłogę. Przez chwilę porządnie się kotłowali, aż w końcu Gocha krzyknęła i odepchnęła Vitasa nogami.
- Czekaj!
- Co jest?
- Chyba oczko mi poszło w pończochach…
- Pokaż…
- No o tu, widzisz? – podciągnęła lekko sukienkę, żeby pokazać mu miejsce przestępstwa.
- Nic nie widzę… Wiesz, nie chcę cię martwić, ale… - usiadł na piętach.
- Ale co?
- Ty nie masz pończoch…
- Jak to nie mam?
- No nie masz, zobacz. – przejechał jej ręką po udzie.
- Aaa, przestań! – zatrzymała jego rękę, która wspinała się coraz wyżej. – Faktycznie, nie mam.
To powiedziawszy pochyliła się nad własną nogą, prezentując w ten sposób swoją zręczność, lekko teraz przyćmioną alkoholem. Vitalij też się pochylił.
- Mówiłem…
Podnieśli lekko głowy i spojrzeli sobie w oczy. Dłużej czekać nie mogli, pocałowali się. Na początku delikatnie, później coraz gwałtowniej. Jego ręka wędrowała po jej ciele, ale kiedy zawędrowała do suwaka sukienki, Gośka interweniowała.
- Hola, hola książę! Gdzie z tymi ręcyma?
- No przestań… Nie w takim momencie. – znów próbował ją pocałować, ale się odsunęła.
- Co w takim momencie? Mówię nie i wystarczy.
- Ale o co chodzi? Nie podobam ci się? Coś ze mną nie tak?
- Właśnie coś JEST z tobą nie tak…
Otrząsnął się i momentalnie wytrzeźwiał.
- Taaak? A co takiego?
- W gruncie rzeczy to tylko to, że nie jesteś moim mężem. Reszta jest w jak najlepszym porządku. – spojrzała wymownie na jego podnie. Zakrył się niezręcznym gestem.
- Jak to, to ty masz męża?
Gośka dalej patrzyła niego. Podniósł jej głowę tak, by mogła mu spojrzeć w oczy. Uśmiechnęła się zalotnie.
- Nie moja wina, że tak na mnie działasz, zwłaszcza po tym, co się tutaj działo… - zaczerwienił się lekko. – To masz tego męża, czy nie?
- Nie mam, ale jestem dziewicą i obiecałam sobie, że oddam się dopiero mężowi.
- Nooo, to zmienia postać rzeczy… - zmyślił się przez chwilę – Wyjdziesz za mnie?
- Spadaj głupku! – dała mu kuksańca.
Zegarek na ścianie lekko zadzwonił. Dziwne, wcześniej tego nie robił. Teraz wskazywał 3 nad ranem. Trochę późno się zrobiło, czas wracać do siebie i zebrać trochę sił na podróż. Wstała zatem, wyprostowała na sobie sukienkę, rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu butów.
- Co jest? – zapytał zekko zdziwiony jej zachowaniem Vitalik.
- Och, przepraszam, myślałam, że powiedziałam to na głos. Jednak chyba nie – powiedziała widząc jego zdezorientowaną minę. – Czas się zbierać, jutro czeka mnie podróż. Dziękuję za miły wieczór sąsiedzie. – to powiedziawszy wyciągnęła w jego kierunku rękę. Vitalij podchwycił zabawę, uchwycił jej dłoń i lekko cmoknął.
- Zaszczytem było panią gościć. Dziękuję. Zezwoli pani, że ją odprowadzę. – chwycił jej buty i ruszyli w stronę wyjścia.

Pod drzwiami oddał buty, jeszcze raz pocałował jej dłoń, a następnie ucałował ją w usta. Oddała pocałunek, ale na tym znów się skończyło. Kiedy zamknęła drzwi, padła bez sił na łóżko. Nie zmyła makijażu, ani prysznica nie wzięła. Myślała tylko o tym swoim głupim przyżeczeniu. Zachciało jej się… Z drugiej jednak strony, może zyskała kilka plusów? Się okaże później.

_________________
"Live your dreams it's not as hard as it may seem..."
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger Nazwa Skype

PostWysłany: Wto Lut 17, 2009 14:48 Odpowiedz z cytatem
LaVieMystique
Kierowniczka chóru ;)
Kierowniczka chóru ;)
Dołączył: 19 Lut 2008
Posty: 3895
Skąd: Białystok




LXVIII

Wszedł do pokoju i rozejrzał się. Dwie butelki stały na stoliku obok łóżka, a raczej szafeczce. Zgarnął je i wrzucił do kosza. Zdjął spokojnie koszulę i spodnie. Ruszył w stronę łazienki. Odkręcił wodę pod prysznicem i spojrzał w lusterko. Spojrzał na niego zmęczony i podpity mężczyzna. „Głupi jesteś…“ – powiedział sam do siebie i wlazł pod prysznic. Co on sobie myślał, że taka dziewczyna od razu wskoczy mu do łóżka? To że jest gwiazdą jeszcze nic nie znaczy. Ale z drugiej strony… Łał! Ona jest dziewicą. Czegoś takiego się nie spodziewał. W gruncie rzeczy to uznał ten gatunek za całkowicie wymarły. A przynajmniej u samic, które przekroczyły mniej więcej 16 rok życia. To się nazywa cud…

Deszcz kropel lecących z prysznica obmywał mu twarz, kiedy tak rozmyślał. Do głowy przychodziło mu jeszcze kilka dziwnych myśli, snów na jawie i innych takich. Ale tak g’woli ścisłości to cały czas oscylował wokół dziewictwa i postanowienia Gośki. Po jakimś czasie, kiedy zauważył, że jego skóra robi się pomarszczona jak u rodzynki, postanowił wyjść. Musiał zrobić coś, żeby jej nie stracić w momencie odlotu samolotu. Miał co prawda numer, ale tylko polski. Żadnego maila, ani nic… „Brawo Vitja! Chciałeś jej się dobrać do majtek, a tak naprawdę nie masz z nią żadnego innego kontaku, niż numer polskiej komórki…“ – skarcił się w myślach. Co prawda takie sytuacje zdarzały się już wcześniej, ale nigdy z TAKIMI dziewczynami… A dokładniej rzecz ująwszy jedną TAKĄ dziewczyną. Zdążył już nałożyć bokserki i chciał opaść z gracją na łóżko, ale w tym zamyśleniu źle ocenił odległość i runął jak długi na podłogę lekko tylko zahaczając o krawędź mebla.

LXIX

Spała jak zabita. Pewnie przez to, że zarwała kilka nocy, a ostatniej miała ładnie w czubie. To jej w zupełności nie przeszkadzało. Chodzi oczywiście o spanie. Bardziej przeszkadało jej to, że coś daje jej ostro światłem po oczach. Zakryła się kołdrą. Nie pomogło, a nawet pogorszyło sprawę. Zrobiło jej się duszno, nawet włączona klimatyzacja nie pomagała. Postanowiła sprawdzić co się dzieje. Zapuściła peryskop jednym okiem. Chwilę trwało zanim przywykła do porażającej jasności, ale luzik, dała radę. Kiedy w końcu chwilowa ślepota ją opuściła, dotarło do niej, że nikt nie wdarł się do jej pokoju, żeby ją budzić w tak dziwny sposób. Po prostu poprzedniego wieczora w pośpiechu zapomniała zasunąć zasłony. Ta sytuacja miała w sobie trochę plusów. Po pierwsze nie musiała się z nimi siłować, a po drugie… No, właściwie to był tylko jeden plus. Wyciągnęła rękę spod kołdry, żeby wymacać na nocnej szafce zegarek. W pół do 12… Ładnie. No to dała po spaniu. Za dwie i poł godziny ma być na lotnisku, a nawet nie jest spakowana. Podniosła się na łokciu i rozejrzała po pokoju. Ba! Jest nawet jeszcze gorzej, bo wszystkie jej rzeczy leżały porozwalane po całej podłodze. Opadła spowrotem na łóżko. „Ciekawe co robi Vitas.“ – zastanawiała się. – „No! Nie ma czasu na głupoty… Czas się zbierać.“ Odrzuciła kołdrę i znalazła jeden z butów, które najwyraźniej zabrała ze sobą do łóżka, po tym jak Vitalik je oddał.

Wszystko było zapiete na ostatni guzik. Walizka spakowana, laptop też. Taksówka zamówiona. Rozglądała się tylko dla pewności. Weszła do łazienki, żeby sprawdzić czy czegoś nie zostawiła. Spojrzała na wannę i uśmiechnęła się na wspomnienie śpiącego w niej Vitalija. Już, postanowione! Wróciła do pokoju, usiadła przy biurku i znów sięgnęła po hotelową papeterię. Zapisała na niej swojego maila, tak na wszelki wypadek. „Do poczytania! Buziaki, Gośka! :*“ – dopisała i włożyła kartkę do koperty. Zaadresowała kopertę i odłożyła na biurko. Włoży ją w jego drzwi, jak już będzie wychodziła. W tej samej chwili ktoś zapukał do drzwi. Pełna nadziei podbiegła i otworzyła je z rozmachem. Niestety, przed drzwiami stał tylko boy hotelowy, który przyszedł oznajmić jej, że taksówka już czeka. Wpuściła go, żeby mógł zabrać bagaże. Rozejrzała się ostatni raz i zamknęła drzwi.
- Tam do licha! – zaklęła pod nosem, podczas wkładania klucza do zamka – Kopeta!
Wróciła się szybko, zgarnęła leżącą na blacie biurka zgubę, szybko zamknęła drzwi na klucz i podrzuciła kopertę pod drzwi sąsiada. Nie było czasu na pożegnanie.

LXX

Wstał dosyć wcześnie. Miał sporo do załatwienia. W nocy miał piękny sen, dzięki któremu teraz wiedział co ma zrobić. Ubrał się szybko, chwycił okulary przeciwsłoneczne i popędził zrealizować swój diaboliczny plan. Po drodze zahaczył o stolik i o mało nie upadł, ale jakoś udało mu się utrzymać równowagę. „Jeżeli przeżyję ten wyjazd bez wizyty w szpitalu, to będzie to wielki sukces…“ – pomyślał i zamknął za sobą drzwi.

Biegnąc przez korytarz spojrzał tylko przelotnie w strone pokoju nr 18. Nie miał czasu na pożegnanie. Trzeba było się spieszyć, jeżeli miał załatwić wszystko jak należy. Kiedy nadjechała winda, zderzył się z wychodzącym z niej Andriejem.
- A toż co!
- Uh, dobrze, że jesteś. Potrzebuję cię.
- Miło mi to słyszeć. Mam nadzieję, że Siergieja też, bo chce się z tobą widzieć.
- Tak jego też, idziemy!
- Ale gdzie, skąd ten pośpiech?
- Na lotnisko.
- Po co?!
- Zobaczysz na miejscu. Musimy zgarnąć Sierożkę.

Vitas wpadł do pokoju producenta jak burza. Nie wyjaśniał nic, tylko zgarnął Siergieja, niemalże siłą. Ten spojrzał z ogromnym zdziwieniem na Andrieja stojącego przed drzwiami. Ochroniarz odpowiedział tylko wzruszeniem ramion. Pognali za niemalże biegnącym Vitalikiem.

LXXI

Właśnie odeszła od okienka odprawy bagażowej, kiedy zauważyła „Byczka“ ze świty Vitalija. Ruszyła w jego stronę zdziwiona. Na chwilę spuściła go z oczu, kiedy jakiś tym wtrynił się przed nią i wtedy właśnie Andriej zniknął. Wzruszyła ramionami i poszła tam, gdzie wskazała jej stewardesa. Trochę ją zastanawiało dlaczego nikt więcej nie idzie do wskazanego przejścia, ale postanowiła się tym nie martwić, w końcu miała troszkę inne zmartwienie. Nie zdążyła się pożegnać z Vitasem, nawet nie wiedziała czy dotrze do niego jej koperta. Tymczasem weszła w jakiś ciemny korytarz. Starała się dojrzeć coś w ciemnościach, ale nie bardzo jej się to udawało. W pewnym momencie wpadła na jakis słup. Rzuciła w jego stronę kilka mało cenzuralnych wyrazów i poszła dalej, cały czas się o coś potykając. W końcu wyszła na światło dzienne. Problem w tym, że nie było tu żadnych ludzi. Pies z kulawą nogą nawet tam nie zajrzał, a może jednak…

Stała na balkonie i rozglądała się wokoło. Stąd dokładnie widziała samolot, którym miała lecieć. Ale oprócz tego widziała obsługę lotniska. Jaskrawożółte kamizelki odcinały się na tle szarej płyty lotniska, układając w jakiś kształt. Trochę nieskładny, mało było widać, ale to chyba było jakieś niedorobione serduszo, albo coś w tym stylu. Ciężko było rozpoznać, bo były w ciagłym ruchu. Kiedy tak próbowała odgadnąć co się dzieje, zapadła ciemność. Jakiś głos szepnął jej do ucha…
- Zgadnij kto…
Złapała za dłonie zakrywające jej oczy, odwróciła się szybko i cmoknęła sąsiada.
- Eee… No tak, zgadłaś… - trochę go to zaskoczyło. Z drugiej strony postanowił wykorzystać moment nieuwagi Gośki i dał znać Andriejowi wychodzącemu właśnie na płytę lotniska. Tamten z kolei zaczął coś wykrzykiwać do żółtych kamizelek, które poczęły ustawiać się w jakiś napis. Po chwili dzieło było skończone, więc Vitalij pocałował Gosię namiętnie i odwrócił tak, by mogła zobaczyć pytanie.
- I co ty na to? – znów wyszeptał.
Nie powiedziała niczego, rzuciła mu się tylko na szyję i pocałowała, długo i namiętnie….

EPILOG

Rok później…

Dzień był jednym z jej najlepszych. Odsunęła zasłony, nie musiała się martwić o swoje niezgrabne łapy, bo mało spała w nocy, więc nie zdążyły napuchnąć. Oślepiło ją słońce. Odwróciła się rozcierając łzawiące oczy. Spojrzała spowrotem w okno. Rzeka lśniła o tej porze roku i tej godzinie, jakby słońce zostawiło w niej rankiem resztki złotych promieni. Lubiła ten widok.

Ruszyła spokojnie do łazienki, miała czas, jak zawsze. Dopiero o 12 miały wpaść kosmetyczka i fryzjerka. Wlazła pod prysznic i oddała się swej ulubionej czynności. Nie wie ile tam spędziła, ale na pewno myła się dłużej niz zazwyczaj. Wytarła się, zawinęła ręcznik na włosach i wyszła do pokoju zawiązując już szlafrok

Stał pod oknem, wpatrzony w horyzont. Wyglądał cudownie w blasku słońca. Zupełnie jak wtedy na dachu hotelu Marriott.
- Moskwa wygląda cudownie o tej porze roku… - powiedział nie odwracając się od okna.
- Tak, lśni, jakby była pełna złota. Ale co ty tu robisz? Przecież pan młody nie może oglą… - Nie skończyła, bo jej przerwał.
- Nie mogłem się powstrzymać… - podszedł do niej i pocałował ją w szyję.

KONIEC!

_________________
"Live your dreams it's not as hard as it may seem..."
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger Nazwa Skype

Wysłany: Wto Lut 17, 2009 14:48
Reklama





 Napisz nowy temat  Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi  
  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

POLSKIE FORUM FANÓW VITASA  

To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
    Powered by Active24, phpBB © phpBB Group. Designed for Trushkin.net | Themes Database