Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna
Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna Zaloguj Rejestracja FAQ Szukaj

Forum POLSKIE FORUM FANÓW VITASA Strona Główna » Opowiadania » "Zwariowany dzień" (LaVieMystique)
Napisz nowy temat  Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
"Zwariowany dzień" (LaVieMystique)
PostWysłany: Pią Maj 30, 2008 23:26 Odpowiedz z cytatem
Bagi
Dyrektorka opery ;)
Dyrektorka opery ;)
Dołączył: 23 Lut 2008
Posty: 4030
Skąd: Bytom




przeniesione posty - LaVieMystique
-------------------------------------------------------------------------------------


-Wstawaj! Pakuj się i jedziemy! - ze snu wyrwał mnie głos Olki i Aśki.
-Ale o co wam znowu chodzi? Gdzie jedziemy?
-Nie gadaj tyle, tylko się ubieraj! My cię spakujemy, a ty idź się ogarnąć! Za półtora godziny mamy pociąg!
-Spokojnie, wytłumaczcie mi wszystko!
-Nie ma czasu na tłumaczenia! Zbieraj się, to niespodzianka!
-No dobra...- Asertywność zawsze była moją słabą stroną. Nigdy nie umiałam odpowiedzieć stanowczo "NIE", kiedy moje przyjaciółki miały takie napady. Zwlokłam się więc z łóżka, jeszcze nieco oszołomiona drastyczną pobudką. Poczłapałam do łazienki, żeby wziąć prysznic i się troszkę orzeźwić. "Cholera jasna, zebrało im się na tajemnicze niespodzianki." - pomyślałam mijając lustro w przedpokoju.

Pół godziny później, kiedy wyszłam z łazienki, dziewczyny siedziały podekscytowane nad spakowaną walizką z moimi rzeczami. A ja dalej miałam mętlik w głowie, bo czułam się nie do końca rozbudzona. Z resztą, kto to widział, żeby przyzwoitego człowieka zwlekać po pożegnalnej imprezie o 8 rano, mówiąc mu, że jedzie... Właśnie!
-Dokąd jest ten pociąg?
-Do Moskwy! - odpowiedziała Joanna z uśmiechem szerszym niż kiedykolwiek.
-Eeee, ok... Ale nie mamy wizy, to po pierwsze. A po drugie, kto nas tam chce?
-Oj, naprawdę, przesadzasz. Wizę mamy, załatwiona już od kilku dni. I nie ważne kto nas tam chce, ważne że jedziemy. - odparła dumna z siebie Ola.
-No dobra. Niech wam będzie... Ale, ale, czekaj, jak to załatwiona? Przecież... A z resztą, nie ważne. To może w końcu odzyskam zaginiony paszport?
-Jasne, jak tylko przyjedzie Tromba.
-On też jedzie?
-Pewnie! Nie przepuściłby takiej okazji! - poinformowała mnie Asia. Fajnie, że zawsze muszę się wszystkiego dowiedzieć na końcu. Ciekawe z jakiej okazji taki wypad i skąd na to wszystko pieniądze... Pal go licho, jedziemy, to jedziemy, później się wszystkiego dowiem.

Równo o 9.30 stawiłyśmy się na dworcu. Nasz mężczyzna już czekał, z wielkim bananem na ustach. Oczywiście, uśmiechała mu się podróż pociągiem, w końcu to najlepsze co może być.
-Dobra, dowiem się w końcu czegoś konkretnego? Co, gdzie, jak i o której?
-Jasne. Jedziemy pociągiem do Warszawy, później na lotnisko, a stamtąd do Moskwy. Wszystko jest załatwione. To twój prezent urodzinowy.
-Urodziny mam za dwa tygodnie...
-To nic, prezent dostaniesz już dziś. W postaci tygodnia w Rosji i jednej małej niespodzianki.- Mateo poczuł się w obowiązku mnie poinformować.
Wsiedliśmy do przedziału i ruszyliśmy na spotkanie wielkiej przygody. W międzyczasie odzyskałam swój paszport i dowiedziałam się czegoś więcej o przygotowaniu wycieczki, ale to niuanse.

Podróż minęła nam, jak zwykle, wesoło do tego stopnia, że nikt nie odważył się wsiąść do naszego przedziału. A kiedy dotarliśmy na miejsce zdążyliśmy się jeszcze zgubić idąc na autobus mający nas zawieźć na lotnisko. Ale to przecież norma. W końcu, po dziesięciominutowym ganianiu wte i z powrotem oraz dwudziestominutowej podróży zatłoczonym autobusem stanęliśmy przed wejściem na Terminal 1. Weszliśmy pewnym krokiem i poszukaliśmy okienka z napisem: MOSKWA. Nie stanowiło to większego problemu, bo znajdowało się ono na przeciwko nas. Serce mi do gardła podeszło, kiedy uświadomiłam sobie, że po odprawie nie będzie już odwrotu.
-Jesteście pewni, że to dobry pomysł? - Zapytałam. - Jest jeszcze czas, żeby zawrócić...
-I co, stracić kasę wydaną na wycieczkę? O na pewno nie! - Oburzyła się Joanna.
Nie było innego wyjścia. Podeszliśmy do odprawy. Resztę pamiętam jak przez mgłę. Słabe uczucie lęku i podtrzymująca na duchu obecność przyjaciół. Droga do bramki, wejście do samolotu i cały lot. Chyba troszkę spałam, w przerwach między wybuchami śmiechu.

O 15.30 czasu moskiewskiego postawiliśmy nogi na rosyjskiej ziemi. Nie różniła się specjalnie od tej polskiej. Najwyżej nazwą i tym, że była troszkę mniej nagrzana. Ale nie wszędzie w ostatnich dniach maja jest 30 stopni na plusie. Ruszyliśmy do odprawy paszportowej i po bagaż. Wszystko poszło gładko, jakoś się dogadaliśmy z celnikiem. A dokładniej Olka gadała, miała jakieś pismo, nie wiem o co chodziło. Liczy się to, że nas przepuścili. Na bagaż nie musieliśmy czekać zbyt długo, a kiedy już go odebraliśmy, skierowaliśmy swe kroki ku hotelowi.

Całkiem ciekawie. Walnęłam się na łóżko i o mały włos nie zasnęłam. Ale przecież nie wolno mi spać, kiedy moje Borsuki nie śpią! Wpadli do pokoju i rzucili się na mnie jak stado wygłodniałych wilków na owcę.
-Aaa! Złaźcie ze mnie, bo zadusicie!
-Nie przesadzaj, nie jest aż tak źle! - Ofuknęła mnie Olka.
-Ta, to chodź, na tobie kanapkę zrobimy! - Już chciałam ją wywalić na łóżko, ale akurat wyjrzałam przez okno i coś przykuło moją uwagę.
-No nie, widzieliście to? - Zapytałam wskazując wielki plakat na budynku po drugiej stronie ulicy.
-Nie, a co to? - Spytał Mateusz.
-Jak to co? Plakat! Nie widzisz? I to jeszcze czyj! Przyjrzyjcie się, to informacja o koncercie Vitasa. Czekajcie, kiedy to?
-Eee, zdaje się, że jutro. Miejsce: Kreml. Hmmm, całkiem blisko stąd. - zauważyła Aśka.
-Taa, szkoda tylko, że bilety są już wyprzedane... - Poczułam, że zgasła we mnie ostatnia iskierka nadziei. Nie zauważyłam chytrych uśmieszków na twarzach przyjaciół.

Aby zapomnieć o tej sromotnej klęsce, ruszyliśmy zwiedzać miasto. Pierwsze kroki skierowaliśmy do spożywczaka. Tam zaopatrzyliśmy się w kawior, chlebek, wędlinkę i oczywiście trunek wysokoprocentowy. Postanowiliśmy sprawdzić czy to prawda, że w Rosji można legalnie pić "na ulicy". Poszliśmy więc pod mury Kremla, żeby nikt nam nie mógł powiedzieć, że nie zwiedzaliśmy. Usiedliśmy na ławeczce i patrzyliśmy na rzekę. Troszkę mętna była, ale i tak ładnie błyszczała. Urządziliśmy sobie skromną biesiadę i po kilku głębszych zaczęliśmy śpiewać. Prawdę mówiąc śpiewaliśmy już wcześniej, ale teraz przynajmniej było to uzasadnione. Jako że wpadłam w nostalgiczny nastrój próbowaliśmy go naprawić piosenką ULYBNIS', śpiewaną na całe gardło, zwłaszcza podczas refrenu. Kiedy tak śpiewaliśmy w najlepsze ktoś do nas podszedł. Na początku nie zwróciliśmy na niego uwagi, bo i po co? Niech chodzi gdzie chce, Rosja też wol... No dobra, prawie wolny kraj. Ale jak postał przy nas dobre 5 minut, słuchając coraz to nowszych piosenek, to na niego spojrzałam. Niby taki zwykły człowiek, nic specjalnego. Dość wysoki, około 180 cm wzrostu, ubrany całkiem normalnie, jakieś jeansy, koszula. Czapka z daszkiem i okulary przeciwsłoneczne (pomińmy fakt, że słoneczka już nie było). Jednak pomimo tego z pozoru zwyczajnego wyglądu, coś w nim było niezwykłego. Czułam, że świdruje mnie wzrokiem, chociaż nie widziałam jego oczu. "Trzeba było się tak drzeć?" - pomyślałam. - "Teraz sobie pewnie myśli, że jakaś nienormalna jesteś". Odwróciłam się do ferajny i zobaczyłam, że patrzą się na gościa z nieukrywanym zainteresowaniem. Normalnie szczęki im opadły. Żeby sprawdzić dlaczego znów spojrzałam na intruza, który stał już bez okularów, promiennie się uśmiechając. Zaniemówiłam, skamieniałam, a gały mi z orbit wylazły. Nie wiedziałam, że tak się da, aż do wtedy. "Cholera jasna!" - krzyczał mój umysł - "Przecież to Vitas!". Chciałam coś zrobić, ale nie dałam rady się poruszyć, kompletny paraliż. A on tylko stał i się uśmiechał. Myślałam, że na zawał tam zejdę. Na szczęście Mateo oprzytomniał w porę. Zaproponował Vitasowi, żeby się do nas przysiadł, a tym samym wybudził nas z letargu. Przystojniak się zgodził, więc nie pozostało nam nic innego, jak polać i jemu.

Po około pół godziny skończył nam się alkohol, ale się tym zbytnio nie przejęliśmy. Vitas był w doskonałym humorze, może przez to, że musiał nadrobić zaległości. Skończyło się też jedzenie, ale i to nie zrobiło na nas większego wrażenia i tak mieliśmy się zaraz zbierać do hotelu na kolację. Niestety, albo i stety nasz gwiazdor miał inne plany w stosunku do nas. Postanowił zabrać nas na mały rajd po mieście. Nałożył okulary i wstał. Troszkę nim zachwiało, ale to nic, dziarsko ruszył przed siebie. Niestety przez te okulary miał ograniczoną widoczność (a jakżeby inaczej, skoro już i tak zaczynało się ściemniać) i wpadł na kolejną ławkę, na której usiadł. Wyciągnął telefon i zadzwonił gdzieś. A po 20 minutach pojawiła się na drodze obok ławeczek limuzyna. Gestem zaprosił nas do środka. Swoją drogą, zastanawiał mnie fakt jak my się dogadujemy, skoro nasz rosyjski raczej nie nadawał się do użytku. Ale cóż, mówią, że po alkoholu nawet po chińsku rozmawiać można. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.

-Ekhm. Klimie, powiedz mi, ja śnię, czy my na poważnie jedziemy limuzyną z Vitalikiem? - lekko zawianym głosem zapytała mnie Joanna.
-Kochana, jeżeli Ty śpisz, to ja razem z Tobą, a ten sen to boooski jest.
-No, dziewczonki, wy nie śnicie, to ja chyba już zasypiam... - powiedział Vitas (ale nadal nie docierało do mnie w jakim języku mówi). Po tych słowach przymknął oczy i zaczął pochrapywać. Dostał kuksańca w bok od Oli i szybko powrócił do rzeczywistości. Tromba dotychczas siedział i się nie odzywał, ale teraz zaczął podśpiewywać coś pod nosem. Vitas podchwycił melodię i zaczął śpiewać, ale troszkę głośniej. Po chwili cała piątka darła się w takt jakiejś piosenki. Kierowca aż zasunął szybę oddzielającą go od pasażerów. Wtedy wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. Jak zaczęliśmy, tak przestać nie mogliśmy, co chwila ktoś próbował uspokoić resztę towarzystwa, ale przynosiło to odwrotny efekt.

Po kilku godzinach jazdy pełnej wrażeń limuzyna podjechała pod nasz hotel. Byliśmy już praktycznie trzeźwi, a rozmowy schodziły na poważne tematy. Vitalij okazał się bardzo rozmowny i opowiedział nam troszkę o swoim życiu. My oczywiście odwdzięczyliśmy mu się tym samym. Kiedy samochód zatrzymał się przed wejściem do budynku, zaczęliśmy się żegnać. Życzyłam mu udanego występu, a on zapytał, czy wybieramy się na koncert.
-Niestety nie. Nie udało nam się dostać biletów. - Powiedział Mateusz.
-Nie macie biletów? Już, chwileczka...- Zaczął szperać w jakiej szafeczce obok barku. - Tak! Są! - Wyprostował się, a w ręku trzymał 4 bilety na koncert i wejściówki za kulisy. Jego twarz zdobił najszerszy uśmiech, jaki w życiu widziałam.
-Dziękujemy, ale nie możemy ich przyjąć.- powiedziałam i od razu zbeształam się w duchu za te słowa.
-Jeżeli ich nie weźmiecie, nie wystąpię jutro i będziecie obciążeni kosztami nieudanego koncertu. Chcecie tego? - trzeba mu przyznać, że jest wybitnym negocjatorem. Nie mieliśmy wyboru, wzięliśmy co nasze i poszliśmy do hotelu.
-Do jutra! - usłyszeliśmy jeszcze za plecami.

Jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak podekscytowana. Nie dałam rady zasnąć, sen omijał też skrzętnie moje Borsuki. Była północ, a my gadaliśmy w najlepsze, umierając z podniecenia tym niezwykłym spotkaniem. Nie wiem która była godzina, kiedy padliśmy "w opakowaniu" na łóżko. Jeszcze wymienialiśmy się strzępkami jakichś zdań, ale nie pamiętam o czym gadaliśmy. W końcu zasnęliśmy...

Rano obudził mnie dźwięk budzika. Usiadłam na łóżku i doszłam do wniosku, że strasznie chce mi się pić. Spuściłam rękę z łóżka i chwyciłam butelkę z wodą. Piłam łapczywie. Dopiero kiedy oderwałam się od butelki zobaczyłam, że siedzę we własnym łóżku, w moim pokoju w Białymstoku. Przetarłam z niedowierzaniem oczy. To był sen, o nie! Wygramoliłam się z pościeli i poczłapałam do kuchni, skąd dochodziły dźwięki krzątaniny. Stanęłam w progu i opadła mi szczęka. Przy kuchence, z patelnią w dłoni stał.... Vitas!

_________________
Сложно реально, Давай виртуально, Интернеты...
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora MSN Messenger Nazwa Skype

Wysłany: Pią Maj 30, 2008 23:26
Reklama





 Napisz nowy temat  Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi  
  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

POLSKIE FORUM FANÓW VITASA  

To forum działa w systemie phorum.pl
Masz pomysł na forum? Załóż forum za darmo!
Forum narusza regulamin? Powiadom nas o tym!
    Powered by Active24, phpBB © phpBB Group. Designed for Trushkin.net | Themes Database